W ten weekend wraz z mężem i córką pojechaliśmy z miasta na wieś, chcieliśmy dobrze odpocząć - zbierać grzyby, a może nawet łowić ryby i łowić trofeum.

5 aktorów z serialu „Klon”, którzy już nie żyją

Wcześniej moi rodzice mieli tam dom, który odziedziczyli po dziadkach. Przestronny, piękny, z niepowtarzalnym zapachem drewna w wiosce. Jednak wieś zaczęła wymierać i rodzice sprzedali dom, ale starsi pozostali tam mieszkali, a jak się tam przyjedzie, zawsze można się tam przeprowadzić na kilka dni.

Droga była blisko. Dwie godziny przy małym natężeniu ruchu na autostradzie to najlepsza opcja ze wszystkich. Pogoda była cudowna. Mąż siedział za kierownicą. Obserwowaliśmy z córką, co dzieje się za oknem.

Pojechaliśmy wiejską drogą. Musieliśmy jechać powoli: niedawno padało. Córka zasnęła. A ja już zaczynałam dziobać nos, gdy nagle mój mąż gwałtownie zahamował. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, jak odpina pasy i wysiada z samochodu.

Popularne wiadomości teraz

Chłopiec maszerował przed królewską strażą. To, co zrobił żołnierz, jest po prostu niewiarygodne

Na granicy rzeczywistości: kobieta urodziła 3 dzieci w jeden dzień i różne lata

Eksperci pokazali, jak wyglądałaby dziś księżna Diana, gdyby żyła. Wciąż byłaby niezwykle piękna

Jak jedyni na świecie szescioraczki żyją 30 lat później. Dziewczyny stały się pięknościami

A potem spojrzałam na drogę. Ciało zwierzęcia leżało na poboczu drogi, całe w błocie. Tak zanieczyszczony, że nie było nawet jasne, jaki to kolor. Odpiąłam też pasek i wyszedłam. Gdy podszedłam bliżej, zdałam sobie sprawę, że to lis. Wygląda na to, że została niedawno pobita. Ale jak mogła zostać tutaj, by umrzeć. Czasami nie rozumiem czynów ludzi.

Oczy zwierzęcia ledwo się otwierały i zamykały, jego klatka piersiowa unosiła się w górę iw dół, ale oddychało. Sytuacja była jednak bardzo godna ubolewania. Mój mąż i ja po prostu nie wiedzieliśmy, co robić i byliśmy oszołomieni, gdy drzwi samochodu się otworzyły i nasza zaspana córka wyskoczyła, przebiegła obok nas, usiadła obok lisa i zaczęła głaskać ją po głowie. „Kochanie, prawie nic nie możemy tutaj zrobić”, powiedział jej ojciec, gdy jego córka spojrzała na niego. Po raz pierwszy w życiu zobaczyliśmy w niej tak poważny, dorosły wygląd.

Do najbliższego miasta było dość daleko. Postanowiliśmy zabrać ją do wsi. Wyjąłam z samochodu koc, mąż położył na nim zwierzę, owinął, przyniósł do samochodu i położył na tylnym siedzeniu. Moja córka też się tam wdrapała, położyła lisią głowę na kolanach i ruszyliśmy. Jeśli uda mu się pomóc, nie można tracić cennego czasu.

Kiedy w końcu dotarliśmy do wsi, zatrzymaliśmy się przy pierwszym domu, gdzie zobaczyliśmy, że są ludzie. Płonęło światło. Mąż wybiegł z samochodu i zapukał do bramy. Po chwili usłyszeliśmy dźwięk drzwi i starzec wyszedł z domu. Szybko zrozumiał, co się dzieje. Wstał, pomyślał i kazał iść do babci-zielarki: tylko ona może jakoś pomóc w tej sytuacji. Mieszkała na obrzeżach wsi.

Kiedy zbliżaliśmy się do jej chaty, siedziała na ławce i sortowała kilka paczek ziół.

„Babciu pomóż nam, zostaliśmy do Ciebie wysłani, powiedziano, że tylko Ty możesz pomóc” i pokazujemy jej to biedne zwierzę. Babcia spojrzała i powiedziała: „Przyprowadźcie go do mnie”, zebrała swoje rzeczy i poszła nas pożegnać.

„Dobrze, że przyprowadziłeś ją do mnie, zdążyłeś na czas, a teraz idzcie. Przynieś mi czystą wodę z pobliskiego źródła, zostaw ją na korytarzu i przyjdź do mnie za kilka dni”. Oczywiście byliśmy zaskoczeni, że babcia była tak pewna swoich słów, ale postanowiliśmy jej posłuchać, bo wciąż nie mieliśmy wyjścia.

Poszliśmy do źródła, nie od razu go znaleźliśmy, było zamknięte w krzakach.

Nie mogliśmy odpocząć, usiedliśmy na werandzie i zastanawialiśmy się, jak się miewa lis, czy u niego wszystko w porządku. W ogóle nie chciałem łowić ryb ani łowić grzybów.

Minęły dwa dni. Moja córka obudziła nas o piątej rano. Wyjaśniliśmy jej, że jest jeszcze za wcześnie na wyjazd. Nadęła policzki i poszła usiąść na zewnątrz. Po kilku godzinach śniadania udaliśmy się do babci-czarownika. Babcia siedziała w domu i piła herbatę. Nasz lis leżał w piekarniku w drewnianym pudełku.

"Właśnie przyjechałeś na czas, wypijemy herbatę, muszę Wam coś powiedzieć."

Usiedliśmy posłusznie przy stole, a córka podeszła do skrzynki przy piecu. W drewnianym pudełku leżał czysty lis. Jego łapy i brzuch zostały zabandażowane. Ogólnie wyglądał znacznie lepiej, ale widać było, że nadal jest bardzo słaby.

Kiedy zobaczył dziewczynę, pomachał lekko ogonem, zupełnie jak pies. Podeszła do niego, przywitała się i usiadła obok niego, delikatnie głaszcząc jego głowę.

„Twój lis, oczywiście, wraca do zdrowia” – zaczęła babcia. „Ale nie będzie już mógł żyć na wolności, rany są poważne, goją się długo, a nie będzie dobrym myśliwym, będziesz musiał zdecydować, co z nim zrobić. A tak przy okazji, to nie był przypadek, że wszedł ci w drogę.” Skinęła głową na naszą córkę.

Wziąłam torbę i wręczyłam trochę pieniędzy, ale w ramach podziękowania pomyślałam, że należy to zrobić. Babcia machnęła ręką mówiąc, że ich nie potrzebuje: „Lepiej przynieś mi wodę ze źródła, a kiedy wrócisz w naszą okolicę, przyjdź i powiedz mi, jak się miewa lis, jeśli nic mu nie jest ”. Dlatego zerwaliśmy z nią. Lis okazał się dość dojrzałym samcem. Poszliśmy do domu. Dobrze zniósł drogę. I zaczęliśmy opiekować się nim w domu. Moja córka poszła do przedszkola. Zaraz potem pobiegła do domu do swojej nowej przyjaciółki. Nazwała go „ Belka”. Nauczył się chodzić na smyczy, ale czasami wykazywał agresję, więc staraliśmy się nie zostawiać z nim jednej córki.

Gwiazdy, które znają sekret eliksiru młodości

Minęło trochę czasu. Postanowiliśmy jechać do tej wioski raz za razem samochodem, drogą i niebem. Dopiero teraz Prominets był z nami w drodze. Przyjechaliśmy bez incydentów. Poszliśmy do szamana i pochwaliliśmy się lisem. Przypomniał sobie swoją babcię i pobiegł do niej przytulić. Potem poszliśmy osiedlić się w domu. Mój mąż i ja byliśmy zajęci interesami, kiedy kątem oka zauważyłam, jak moja córka i lisek bawią się na zewnątrz. Potem skulił się, podskoczył i powalił córkę na ziemię. Podbiegłam do nich, krzycząc na lisa, żeby ją wypuścił. Jednak gdy podbiegłam bliżej, zobaczyłam, że moja córka ma się dobrze. Usiadła i spojrzała ze zdziwieniem na lisa, który trzymał węża w zębach. Okazuje się, że ją uratował. Wtedy cała zagadka w mojej głowie połączyła się. Przypomniałam sobie słowa wiedźmy, że ich losy są połączone. Uratowaliśmy go, a on uratował naszą córkę.

Lis mieszkał z nami jeszcze kilka lat, a potem przeniósł się do innego świata. Podobno jego życiowa misja została wypełniona.

Więcej ciekawych artykułów na kolezanka.com

Redaktorzy "Koleżanki" polecają przeczytać:

  1. Klęska Sylwii Grzeszczak w „The Voice Poland”. Fani są zażenowani poziomem jej grupy

  2. Kobieta bez zębów publikuje w sieci swoje metamorfozy. Jej filmiki to hit sieci

  3. Ostatnia cyfra roku Twojego urodzenia zdradza prawdę o tym jaka jesteś. Sprawdź to

  4. Makijażystka odmłodziła 80-letnią klientkę o kilkadziesiąt lat. Jej zmiana robi wrażenie

  5. Na plecach kobiety pojawił się bąbel z dziurką. Co to było? Diagnoza powaliła ją na kolana