Synowa prowadzi w sieci „uroczy blog o rodzinie". Wnuczka pokaza艂a mi jeden filmik: ja, drzemi膮ca w fotelu z otwartymi ustami, podpis „babcia po niedzielnym obiedzie 馃槀". Ma cztery tysi膮ce polubie艅.
Cztery tysi膮ce obcych ludzi widzia艂o, jak 艣pi臋 z otwart膮 buzi膮. Cztery tysi膮ce osób 艣mia艂o si臋 ze mnie - albo ze wspó艂czuciem kiwa艂o g艂ow膮, albo pisa艂o komentarze. Nie wiem, co pisali. Nie chcia艂am czyta膰. Wnuczka, dziesi臋cioletnia Hania, pokaza艂a mi to na swoim tablecie z takim entuzjazmem, jakby mi prezentowa艂a laurk臋. „Babciu, jeste艣 s艂awna!" - powiedzia艂a z dum膮. A ja poczu艂am co艣, czego nie umia艂am od razu nazwa膰. Taki ch艂ód pod mostkiem, jakby kto艣 uchyli艂 okno zim膮.
Mam na imi臋 Krystyna, sze艣膰dziesi膮t cztery lata, od dwóch lat na emeryturze po czterdziestu latach w bibliotece miejskiej w Poznaniu. Ca艂e 偶ycie w艣ród ksi膮偶ek, w艣ród ciszy. Mo偶e dlatego ta g艂o艣no艣膰 internetu uderzy艂a mnie tak mocno. Mój syn Tomek o偶eni艂 si臋 z Patrycj膮 osiem lat temu. 艢lub w Lusowie pod Poznaniem, bia艂a stodo艂a przystrojona lawend膮, wszystko jak z magazynu. Ju偶 wtedy powinnam by艂a co艣 zauwa偶y膰 - Patrycja fotografowa艂a ka偶dy talerz, ka偶dy bukiet, ka偶dy kieliszek. Nawet moment, kiedy mój m膮偶 Andrzej poprosi艂 j膮 do ta艅ca, a ona jedn膮 r臋k膮 trzyma艂a telefon.
Andrzej mówi艂: „Krysiu, m艂odzi tak teraz maj膮, nie przesadzaj". I ja nie przesadza艂am. Przez lata.
Blog Patrycji nazywa si臋 „Nasza Rodzinka z Poznania". Nie 艣ledzi艂am go, nie mam konta na tych portalach. Wiedzia艂am, 偶e istnieje, bo Patrycja czasem robi艂a zdj臋cia na obiadach. My艣la艂am, 偶e to prywatne albumy. Dopiero po tym filmiku od Hani usiad艂am przy komputerze i wpisa艂am nazw臋 w wyszukiwark臋.
Znalaz艂am si臋 tam dwadzie艣cia siedem razy. Policzy艂am.
By艂o zdj臋cie, jak kroj臋 cebul臋 i p艂acz臋 - podpis: „Te艣ciowa wzruszona na Wigilii 馃ス". By艂o nagranie, jak si臋 potykam o próg w ich przedpokoju - podpis: „Babcia wchodzi jak burza! 馃槀". By艂o moje zdj臋cie z profilu w szpitalnym korytarzu, kiedy czeka艂am na wyniki bada艅 Andrzeja - podpis: „Nerwowe oczekiwanie, trzymajcie kciuki za dziadka! 鉂わ笍". Pod spodem setki komentarzy od ludzi, których nigdy nie spotkam. Wyrazy wspó艂czucia, serduszka, rady zdrowotne.
Siedzia艂am przed ekranem i czu艂am, jak mi gor膮co robi w uszach. To nie by艂 wstyd - to by艂a z艂o艣膰. Taka cicha, g臋sta, prawie zaskakuj膮ca, bo przecie偶 jestem spokojna. Bibliotekarka. Cierpliwa. Ale w tamtej chwili mia艂am wra偶enie, 偶e kto艣 wyniós艂 mój fotel z salonu na rynek i posadzi艂 mnie tam z tabliczk膮 „patrzcie".
Zadzwoni艂am do Tomka tego samego wieczoru. „Synku, widzia艂e艣, co Patrycja wrzuca do internetu?" - zapyta艂am. Cisza. Potem westchnienie. „Mamo, to taki 偶art. Ludzie to lubi膮, bo jest autentyczne. Patrycja ma ju偶 prawie trzydzie艣ci tysi臋cy obserwuj膮cych. To nie jest nic z艂ego". Powiedzia艂 „autentyczne" takim tonem, jakby cytowa艂 kogo艣 innego. Pewnie Patrycj臋.
„Tomek, to ja tam jestem bez mojej zgody. 艢pi膮ca. P艂acz膮ca. Potykaj膮ca si臋" - powiedzia艂am cicho. Znowu cisza. „Mamo, porozmawiam z ni膮, ale prosz臋, nie rób z tego afery. Hania jest z tego dumna, Patrycja zbudowa艂a co艣 fajnego, ludzie je komentuj膮 pozytywnie…"
Pozytywnie. Cztery tysi膮ce polubie艅 pod moimi otwartymi ustami. Pozytywnie.
Nast臋pna niedziela. Obiad u Tomka i Patrycji, jak co tydzie艅. Rosó艂, schabowy, surówka z marchewki. Usiad艂am przy stole i zauwa偶y艂am, 偶e Patrycja ustawi艂a telefon na pó艂ce za moimi plecami. Ekran lekko odchylony. Nagrywa艂a.
„Patrycjo" - powiedzia艂am spokojnie, odk艂adaj膮c 艂y偶k臋. „Wy艂膮cz to".
Ona si臋 u艣miechn臋艂a. Tym swoim u艣miechem, który zawsze wygl膮da, jakby pozowa艂a do zdj臋cia. „Mamo, to tylko dla nas, na pami膮tk臋". Mamo. Tak mnie nazywa od o艣miu lat, a w tamtej chwili to s艂owo zabrzmia艂o jak kostium, który za艂o偶y艂a na potrzeby widowni.
„Nie chc臋 by膰 w twoim blogu" - powiedzia艂am. „Prosz臋, 偶eby艣 usun臋艂a wszystko, co ze mn膮 jest, i wi臋cej mnie nie nagrywa艂a".
Hania patrzy艂a na mnie wielkimi oczami. Tomek miesza艂 rosó艂, jakby szuka艂 w nim odpowiedzi. Patrycja od艂o偶y艂a serwet臋 i powiedzia艂a tonem takim, jakby t艂umaczy艂a dziecku: „Mamo, to jest blog rodzinny. Ty jeste艣 cz臋艣ci膮 rodziny. Ludzie ci臋 kochaj膮. Naprawd臋 jest pani… jeste艣 tam w samych pozytywnych kontekstach".
Pozytywne konteksty. Moje potkni臋cie. Moje 艂zy. Moje otwarte usta we 艣nie.
„Patrycjo, nie wyra偶am zgody" - powtórzy艂am. G艂os mi nie dr偶a艂. By艂am spokojna jak wtedy, kiedy w bibliotece upomina艂am nastolatków, 偶eby nie jedli chipsów mi臋dzy rega艂ami. Rzeczowa. Wyra藕na.
I wtedy Patrycja zrobi艂a co艣, czego si臋 nie spodziewa艂am. Spojrza艂a na Tomka i jej oczy si臋 zaszkli艂y. „Widzisz?" - powiedzia艂a do niego cicho. „Mówi艂am ci, 偶e twoja mama mnie nie akceptuje. 呕e nigdy nie by艂am dla niej do艣膰 dobra". I rozp艂aka艂a si臋. Cicho, z godno艣ci膮, twarz w d艂oniach. Hania podbieg艂a do mamy. Tomek patrzy艂 na mnie z wyrzutem.
Wsta艂am od sto艂u. Wzi臋艂am torebk臋 z wieszaka. Buty za艂o偶y艂am w ciszy.
„Krysiu, zaczekaj" - us艂ysza艂am od syna, ale ju偶 zamyka艂am drzwi.
Min膮艂 miesi膮c. Nie by艂am na niedzielnym obiedzie cztery razy. Andrzej je藕dzi sam, wraca i nic nie mówi, ale widz臋, jak patrzy. Hania dzwoni co 艣rod臋, pyta „babciu, kiedy przyjedziesz?", a ja mówi臋 „nied艂ugo, kochanie" i zmieniam temat. Tomek napisa艂 SMS: „Mamo, przesadzasz. Patrycja p艂aka艂a trzy dni". Odpisa艂am: „Nie wyra偶am zgody na publikacj臋 mojego wizerunku". Jak urz臋dniczka. Jak obca.
Sprawdzi艂am wczoraj. Blog dalej istnieje. Moje zdj臋cia znikn臋艂y. Ale pojawi艂o si臋 nowe nagranie - Hania przy stole, puste krzes艂o obok niej, podpis: „Babcia nie mog艂a dzi艣 przyj艣膰 馃槩 T臋sknimy!". Trzy tysi膮ce polubie艅. Dwie艣cie komentarzy.
Nawet moja nieobecno艣膰 sta艂a si臋 materia艂em.
Andrzej wczoraj wieczorem powiedzia艂: „Krysiu, mo偶e pogadaj z ni膮 jeszcze raz. Normalnie. Dla Hani". Normalnie. Jakbym to ja robi艂a co艣 nienormalnego. A mo偶e robi臋? Mo偶e powinnam machn膮膰 r臋k膮, po艣mia膰 si臋 z tych filmików razem z nimi, jak inne babcie, które widz臋 w komentarzach pod cudzymi filmikami? Mo偶e jestem staro艣wiecka, sztywna, uparta?
Ale kiedy zamykam oczy, widz臋 siebie 艣pi膮c膮 w fotelu. Z otwartymi ustami. Widzian膮 przez cztery tysi膮ce nieznajomych ludzi. I wiem, 偶e czego艣 mi nie oddadz膮.
Nie wiem, czy pójd臋 w t臋 niedziel臋. Nie wiem, czy Patrycja kiedykolwiek zrozumie, o co mi chodzi. Nie wiem nawet, czy Tomek rozumie. Wiem tylko, 偶e Hania t臋skni. I 偶e ja za ni膮 t臋skni臋 bardziej, ni偶 potrafi臋 powiedzie膰.
Ale nie wiem, czy t臋sknota wystarczy, 偶eby znowu usi膮艣膰 w tym fotelu.