Że, co jak co, ale tak po prostu wyrzucić własnych rodziców z mieszkania, to w ogóle nie mieści się w naszej wyobraźni.

Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że dojdzie do takiej sytuacji, nigdy bym nie uwierzyła, a nawet pokłóciłabym się z tą osobą.

Z Martinem nigdy nie mieliśmy problemów. Od dzieciństwa jakoś nauczyliśmy go porządku i odpowiedzialności. Kiedy chodził do szkoły, wiedział, że trzeba się uczyć, ale nie dla dobrych ocen, tylko dla siebie i swojej przyszłości.

W okresie dojrzewania nie wagarował, nie uciekał z domu, nie prosił o pozwolenie na wyjazdy z kolegami na działkę, nawet nie błagał o kieszonkowe.

Wszystkie moje koleżanki, opowiadając o swoich zbuntowanych dzieciach, oczekiwały, że i o moim synu powiem coś podobnego, ale milczałam. Kiedy mówiłam, że Martin to wzorowe dziecko, nie wierzyły mi, myślały, że po prostu chcę się pokazać jako dobra matka.

Popularne wiadomości teraz

„Uwiodłam męża mojej przyjaciółki i ani trochę tego nie żałuję. Z takimi jak ona się nie zadziera”

Tajemniczy partner Piaska. Kim jest mężczyzna, który zdobył serce Andrzeja Piasecznego

16-letnia Chinka najmłodszą osobą uzależnioną od operacji plastycznych. Ma za sobą aż 100 zabiegów

Na co swędzi lewe kolano?

Pewnie bardzo mi zazdrościły, bo po ukończeniu studiów naszego syna jakby podmieniono.

Pewnego razu przyjechał do domu na weekend i zaczął rozmowę o tym, jak drogie jest teraz wynajęcie mieszkania w Krakowie, a do tego opłaty za media. Powiedział, że dobrze byłoby kupić własne lokum.

Mój mąż zaczął opowiadać, że my też przez długi czas odkładaliśmy i oszczędzaliśmy na wszystkim, aby kupić własne mieszkanie. Martin tylko się zirytował i ostro przerwał ojcu:

– Ale to było dawno temu! Wtedy mieszkania były tanie, a pensje wysokie. Teraz jest inaczej.

Domyślałam się, do czego zmierza, ale czekałam, czy będzie miał na tyle śmiałości, aby powiedzieć to wprost.

– Przecież macie z mamą taką ładną działkę. Tam jest duży dom i idealna przestrzeń. Świeże powietrze, natura – bajka. Może przeprowadzicie się na wieś, a mieszkanie zostawicie mi.

Rozmawialiśmy wcześniej z mężem na ten temat i rzeczywiście planowaliśmy to zrobić, ale dopiero wtedy, kiedy Martin znajdzie porządną dziewczynę i się ożeni.

Teraz jednak nie jest gotowy na samodzielne życie. Powiedziałam stanowcze „nie”, a syn jakby oszalał. Krzyczał, oskarżał nas o skąpstwo, przypomniał, że całe życie był wzorowy, a my okazaliśmy się tacy niewdzięczni!

Od kilku dni nie dzwoni i nie przychodzi do nas, my też milczymy. Niech dobrze przemyśli swoje zachowanie. Jeśli się nie przeprosi, nigdy nie dostanie naszego mieszkania.

Może, gdy sam uzbiera pieniądze i zarobi na własne mieszkanie, bardziej doceni swoich rodziców.