Iwona Wójcik
Dom
Trzeci rok z rzędu Wielkanoc była „każdy u siebie, tak prościej". Święconkę i tak robię - koszyczek na jedną osobę, jedno jajko, kawałek chleba. Ksiądz przy święceniu pyta co roku, czy rodzina zdrowa. Zdrowa - to akurat prawda.
Dom
Syn umówił mnie do notariusza „na upoważnienie do banku, gdybyś trafiła do szpitala". Pani notariusz przeczytała dokument do końca i poprosiła syna, żeby wyszedł na korytarz. Zostałyśmy same. „Czy pani wie, co to jest darowizna?"
Dom
W przedszkolu pani dała mi do podpisu kartę osób upoważnionych do odbioru wnuka. Od poniedziałku do piątku wpisane tylko moje nazwisko. Poniżej, ręką synowej: „w razie czego dzwonić do babci, nie do nas - babcia nie pracuje". Podpisałam.
Dom
Po pogrzebie chciałam oddać telefon męża wnukowi. Wyczyściłam kontakty, został jeden - „Serwis pralki", bo pomyślałam, że się przyda. W środę „Serwis pralki" napisał: „Janku, czemu nie odbierasz od dwóch tygodni? Martwię się".
Dom
W antykwariacie na rynku zobaczyłam maselniczkę - bliźniaczkę tej, którą synowa wyrzuciła przy „odgracaniu mojej kuchni". Etykietka: „vintage, lata 60., osiemdziesiąt złotych". Moja poszła na śmietnik jako starocie. Kupiłam tę cudzą - masło znów smakuje
Dom
Zapisałam się na basen dla seniorek - całe życie nie umiałam pływać, mąż mawiał, że nie ma potrzeby. W czwartek przepłynęłam pierwszą długość basenu. Klaskały mi trzy obce panie. Instruktorka mówi, że od września skaczemy ze słupka.
Dom
Napisałam list do czteroletniej Zosi - do otwarcia na osiemnaste urodziny. O tym, jak tańczy w kaloszach do disco polo, jak nazywa ślimaka „ślimal", jak zasypia przy moim głosie z telefonu. Kopertę z datą „2040" oddałam jej mamie na przechowanie. Będę na
Dom
W moim telefonie są czterysta trzy zdjęcia: gołębie, pelargonie, wnuki, niebo nad blokiem. Mnie nie ma na żadnym - nie miał kto zrobić. W niedzielę pani z ławki powiedziała „proszę się uśmiechnąć" - uśmiechnęłam się.
Dom
Rok temu namówili mnie na wspólne konto z synową - „łatwiej będzie opłacać rachunki". W środę chciałam wypłacić na wycieczkę do Lichenia. Z dwunastu tysięcy zostało czterysta złotych. „Przecież zrobiliśmy mamie łazienkę".
Dom
Córka ogłosiła, że zamieszkam u nich - „już postanowione, mamo, sama nie dajesz rady". W niedzielę wnuk pokazał mi ogłoszenia w internecie: moja meblościanka, stół i łóżko wystawione na sprzedaż. Zdjęcia robione w moim mieszkaniu - we wtorek, kiedy byłam
Dom
Czterdzieści lat temu szyłam suknie ślubne na pół osiedla. W czwartek zapukała młoda dziewczyna: „szyła pani suknię mojej mamie w dziewięćdziesiątym drugim. Mam ją, chcę w niej iść do ślubu - przerobi pani?". Siadłam do maszyny jeszcze tego wieczoru
Dom
Syn „uprościł" mi telefon, bo „po co ci tyle ikonek". Zniknęły numery trzech koleżanek z dawnej pracy i pani Krysi z klubu seniora. Zostały: syn, synowa, przychodnia. „Tyle ci wystarczy, mamo".
Dom
Na zjeździe klasowym, pierwszym od pięćdziesięciu lat, Janek wyjął z portfela zdjęcie z naszej studniówki. Nosił je tam całe życie. W czwartek idziemy na kawę do Grand Hotelu. Dzieciom jeszcze nie mówię.
Dom
W kwiaciarni przy rynku pani uśmiechnęła się do męża: „to co zwykle, czerwone?". Kupuje tam co piątek - od roku, dodała. Mnie przynosi kwiaty raz w roku, na imieniny. Zawsze białe.
Dom
Panoramę zębów wysłałam synowi w marcu - „mam kolegę stomatologa, mamo, załatwię konsultację od ręki". Kolega od czterech miesięcy „w rozjazdach", ząb czekał. Zapisałam się prywatnie, za trzysta pięćdziesiąt, przyjęli w czwartek. Syn się obruszył
Dom
W klubie seniora założyliśmy „bank czasu": ja ceruję i uczę szydełkowania, pan Edward naprawia gniazdka, Lodzia rozlicza wszystkim PIT-y. Córka prychnęła: „kołchoz sobie zrobiliście". W piątek Edward wymienił mi zamek w drzwiach - za dwa berety dla