Na imieniny syn z synową dali mi cyfrową ramkę - zdjęcia wnuków zmieniają się same. Stoi w sypialni. W piątek synowa zapytała, czemu o drugiej w nocy znowu chodzę po mieszkaniu. Nigdy jej o tym nie mówiłam.
To słowo „znowu" uderzyło mnie mocniej niż reszta. Nie „czemu chodzisz", tylko „czemu znowu". Jakby wiedziała od dawna. Jakby obserwowała.
Siedziałyśmy w mojej kuchni na Grochowie, Patrycja mieszała herbatę, nie patrząc mi w oczy. Dopiero po chwili do mnie dotarło - ta ramka. Te zdjęcia, które zmieniają się same. Wyświetlacz, który nigdy nie gaśnie, nawet nocą. Delikatna poświata w ciemnej sypialni. I kamera. Bo w tych ramkach jest kamera, prawda? Musiałam zapytać wprost.
- Patrycja, czy ta ramka nagrywa?
Odstawiła łyżeczkę. Bardzo powoli, bardzo precyzyjnie, jakby szukała czasu.
- Mamo, to nie tak - powiedziała. - My się po prostu martwimy.
Mam na imię Halina, skończyłam sześćdziesiąt dwa lata w marcu i od trzech lat mieszkam sama. Mąż, Ryszard, umarł na raka trzustki - szybko, w pięć miesięcy od diagnozy. Od tamtej pory syn Tomek dzwoni codziennie o ósmej wieczorem. Punktualnie. Jakby zastawiał na mnie czujkę.
Nie śpię dobrze od śmierci Ryszarda. To nie jest tajemnica - mówiłam o tym lekarzowi, dostałam jakieś ziółka, potem melatoninę. Nie pomogło. W nocy wstaję, chodzę po mieszkaniu, zagrzeję sobie mleko, usiądę w fotelu w salonie, czasem włączę radio na cichutko. Polskie Radio Dwójka nadaje nocą spokojną muzykę. Siedzę i czekam, aż zmęczenie wróci. Czasem czekam godzinę, czasem trzy.
Ale to moje mieszkanie. Mój fotel. Moja bezsenność. Nikomu o tym szczegółowo nie opowiadałam, bo po co? Tomek by się martwił jeszcze bardziej, a Patrycja - Patrycja i tak uważa, że powinnam się przeprowadzić bliżej nich, do Piaseczna, bo „sama w tym bloku to niebezpiecznie, mamo".
I nagle okazuje się, że synowa wie, o której wstaję w nocy.
- Jak długo mnie obserwujecie? - zapytałam.
Patrycja zrobiła się czerwona. Nie ze wstydu, raczej z irytacji, że musi się tłumaczyć.
- To nie jest obserwowanie. Ramka ma funkcję powiadomień o ruchu. Jak ktoś wstaje w nocy, aplikacja wysyła alert. Tomek to włączył, bo się boi, że ci się coś stanie i nikt nie będzie wiedział.
- Czyli syn dostaje powiadomienie za każdym razem, kiedy idę do łazienki?
- Tylko w nocy - powiedziała, jakby to cokolwiek zmieniało.
Cisza. Słyszałam, jak kapie kran, ten sam kran, który Ryszard miał naprawić pięć lat temu. Patrycja znowu wzięła łyżeczkę i zaczęła mieszać dawno wymieszaną herbatę.
Zadzwoniłam do Tomka wieczorem. Nie o ósmej - o dziewiątej, specjalnie, żeby zobaczyć, czy oddzwoni natychmiast. Oddzwonił po czterech minutach.
- Mamo, wszystko dobrze? Czemu nie odbierałaś o ósmej?
- Tomek, czy ty mnie nagrywasz tą ramką?
Długa pauza. Zbyt długa.
- Nie nagrywam. To nie jest kamera, mamo. To czujnik ruchu. Jak budzik na odwrót - nie budzi ciebie, tylko mnie. Żebym wiedział, że żyjesz.
„Żebym wiedział, że żyjesz." To zdanie powinno mnie wzruszyć, prawda? Matka powinna poczuć ciepło, wdzięczność, że syn się troszczy. A ja poczułam coś zupełnie innego. Coś zimnego pod żebrami. Bo jeśli syn musi sprawdzać w nocy, czy jego matka żyje - to znaczy, że gdzieś w jego głowie jestem już na liście osób, które mogą nie dożyć rana.
Następnego dnia poszłam do sklepu z elektroniką przy Marszałkowskiej. Młody chłopak za ladą - mógłby być moim wnukiem - wytłumaczył mi spokojnie, jak działa ta ramka. Pokazał mi aplikację. Tak, jest czujnik ruchu. Tak, wysyła powiadomienia. Nie, nie nagrywa obrazu. Ale - dodał, patrząc gdzieś w bok - niektóre modele mają możliwość podglądu na żywo. Wystarczy włączyć jedną opcję w ustawieniach.
- Czy ktoś mógłby to włączyć zdalnie, bez mojej wiedzy? - zapytałam.
- Jeśli ma dostęp do konta, na które jest zarejestrowana ramka - tak.
Wróciłam do domu i usiadłam na łóżku naprzeciwko tej ramki. Wnuki się uśmiechały. Mała Zosia na huśtawce. Bartuś z lodami na plaży. Zdjęcia zmieniały się co dziesięć sekund. Piękne zdjęcia pięknych dzieci. I ta malutka, ledwo widoczna dioda u góry, o której nie wiem, czy mruga, bo nagrywa, czy mruga, bo tak po prostu mruga.
Nie odłączyłam ramki od prądu. Jeszcze nie.
Zamiast tego zadzwoniłam do Tomka następnego dnia. Spotkaliśmy się w sobotę, w parku Skaryszewskim, bo nie chciałam rozmawiać w mieszkaniu. Nie chciałam rozmawiać przy ramce.
- Synu, ja rozumiem, że się boisz. Ja też się bałam o tatę. Ale tata wiedział, że się boję. Nie montowałam mu niczego pod poduszką
Tomek milczał, grzebał butem w żwirze na ścieżce. Ma czterdzieści lat, kieruje brygadą elektryków, twardy facet - a siedział przede mną jak dziesięciolatek przyłapany na kłamstwie.
- Mamo, tata umarł i nikt przy nim nie był. Ja byłem na budowie w Łomiankach. Ty byłaś w aptece. Wrócił do domu, położył się i nie wstał. I ja nie chcę - głos mu się załamał - nie chcę, żeby to się powtórzyło. Nie chcę się dowiedzieć rano, że ciebie też nie ma.
Patrzyłam na niego i widziałam jednocześnie dwóch ludzi. Syna, który kocha matkę. I mężczyznę, który zainstalował mi w sypialni urządzenie śledzące bez mojej zgody. I żadne z tych dwóch nie wykluczało drugiego - na tym polegał cały problem.
Wróciłam do domu wieczorem. Weszłam do sypialni. Ramka świeciła łagodnie - teraz było zdjęcie z komunii Zosi, ta w białej sukience, z tym swoim szczerbatym uśmiechem. Piękne zdjęcie.
Usiadłam na brzegu łóżka i patrzyłam na tę ramkę bardzo długo. Potem wstałam, poszłam do kuchni, zagrzałam mleko i wróciłam do sypialni. Położyłam się. Ramka stała na szafce nocnej, czterdzieści centymetrów od mojej poduszki.
Nie odłączyłam jej. Nie przeniosłam do salonu. Ale nie mogłam zasnąć. I tym razem nie chodziło o bezsenność po Ryszardzie.
Leżałam i myślałam: czy miłość, która potrzebuje kontroli, jest jeszcze miłością? Czy ja sama, gdybym mogła wtedy obserwować Ryszarda tamtego popołudnia - nie zrobiłabym dokładnie tego samego?
Ta dioda mrugała w ciemności. Albo mi się wydawało, że mruga.