Wiele naszych uczuć i stosunku do innych ludzi jest ukrytych za maską inteligencji i dobrego wychowania. Jednak u urażonej teściowej, pani Olgi, maska hipokryzji opadła wcześniej.

Po ślubie Anna postanowiła regularnie odwiedzać teściów, przynosząc prezenty dla każdego członka rodziny. Nie zapominała również o tym, że razem z rodzicami męża mieszkał młodszy brat Aleksander ze swoją żoną i dwojgiem dzieci.

Teściowa za każdym razem wyrażała zdziwienie, mówiąc, że Anna ich „przekarmia”. Nigdy jednak nie odmówiła prezentów, a sama nigdy niczego nie przekazywała swojemu wnukowi. Synowa tolerowała to, myśląc, że babcia i tak rozpieszcza Igora, kiedy przywoziła go na weekendy.

Rodzina młodszego syna nie bez powodu mieszkała z rodzicami Aleksandra. Małżeństwo miało problemy mieszkaniowe, a właściwie na własną głupotę straciło mieszkanie, wierząc w historię oszustów o „bezpiecznym koncie”.

Ponieważ małżeństwo miało długi, musieli sprzedać swoje mieszkanie, aby je spłacić, i poprosić o pomoc panią Olgę i pana Dawida. Ci nie mogli odmówić rodzinie syna i pozwolili im zamieszkać w swoim trzypokojowym mieszkaniu.

Popularne wiadomości teraz

Ten lekarz działa za darmo dla pacjentów, którzy nie mogą zapłacić. Każdy powinien znać tę wspaniałą osobę

Edyta Górniak postanowiła zmienić swój wygląd. Gwiazda podzieliła się efektami w mediach społecznościowych

16-letnia Chinka najmłodszą osobą uzależnioną od operacji plastycznych. Ma za sobą aż 100 zabiegów

Na co swędzi lewe kolano?

Para prosiła o możliwość zamieszkania na dwa miesiące, ale w końcu została tam już przez pół roku i nie zamierzała opuszczać wygodnego mieszkania.

Relacje między starszym bratem a młodszym były napięte. Po tym, jak Aleksandra oszukali przestępcy, zwrócił się o pomoc do brata. Jednak Marek odmówił mu pomocy, tłumacząc, że nie ma zbędnych pieniędzy.

Młodszy brat poczuł się urażony, myśląc, że Marek skłamał i nie chciał mu pomóc. Z tego powodu do domu teściów, unikając zaognienia konfliktu, jeździła tylko Anna z synem Igorem. Wiedząc, że w domu są dzieci, zawsze przywoziła im smakołyki.

skreenshot

Poza tym Anna, na prośbę teściów, przywoziła swojego syna na każdy weekend, aby bawił się z dziećmi krewnych. Zabierała Igora do domu zawsze bliżej wieczora w niedzielę. Chłopiec czekał na nią wcześniej przy bramie. Jednak tym razem Anna spóźniła się trochę i weszła do domu teściów, aby odebrać swojego syna.

Zobaczyła dziwny widok: siostrzeńcy siedzieli przy stole i z zadowoleniem oblizywali lody w kubeczkach. Naprzeciwko nich na krześle siedział Igor, łykając ślinę z zazdrością, obserwując, jak dzieci Aleksandra jedzą z apetytem. Chłopiec był tak pochłonięty tym widokiem, że nie zauważył, kiedy matka weszła do domu.

— Igorze, — zawołała głośno syna Anna, — jedziemy do domu. Chłopiec oderwał wzrok od jedzących dzieci i, zmieszany, spojrzał na matkę, potakując.

— Mamo, kupisz mi lody?

— Na pewno!

— Anna pogładziła syna po głowie i bez pożegnania wrócili do domu. Po drodze Anna kupiła Igorowi lody i zaczęła się zastanawiać, jak niegrzecznie postąpiła z wnukiem teściowa.

Zastanawiał ją jeszcze jeden ważny fakt: czy to wydarzyło się po raz pierwszy? Chcąc wyjaśnić sytuację, Anna zapytała o to syna.

— Mustafa i Maria jedli wczoraj czekoladki z pudełka, a mnie nie dali, chociaż prosiłem. Powiedzieli, że jesteś bogata i możesz mi je kupić, — powiedział Igor, oblizując lody.

— Babcia ich nawet nie zganiła?

— Nie. Powiedziała, że mają rację, a w ogóle powinienem mniej jeść, bo inaczej utyję…

Słysząc to, Anna zacisnęła zęby i po powrocie do domu poruszyła ten temat z mężem.

— Wyobraź sobie, co się dzisiaj wydarzyło?!

— Anna zdecydowała się podzielić swoimi myślami z mężem.

— Przyjechałam dzisiaj po syna, a on siedzi przy stole i patrzy, jak dzieci Aleksandra jedzą lody. Rozumiesz, o co mi chodzi?

— Igorowi nie zaproponowali?

— zdziwił się Marek.

— Nie. Siedział i łykając ślinę, patrzył!

A to wszystko po tym, jak za każdym razem przywożę smakołyki dla dzieci i dorosłych! — Anna była naprawdę zła.

— Więcej nie przywoź, — powiedział Marek stanowczo.

— Nie ma sensu ich rozpieszczać, skoro mają gdzieś naszego syna. Nikt nie jest winien, że mój brat Aleksander i jego żona są głupi.

— Tak właśnie zrobię! — zgodziła się Anna.

Przed następnym weekendem pani Olga, jak zwykle, poprosiła synową, aby przywiozła wnuka. Anna nie odmówiła teściowej, ale tym razem przyjechała z pustymi rękami.

Teściowa od razu to zauważyła i skrzywiła twarz, pokazując, że jest niezadowolona z takiego obrotu spraw. Po powrocie do domu, mąż Anny spotkał ją w drzwiach w irytowanym stanie:

— Jedźmy po syna!

— Dlaczego?

Dopiero co go odwiozłam, — zdziwiła się kobieta.

— Coś się stało?

— Właśnie zadzwoniła do mnie mama i powiedziała, że jesteś niewdzięczna, bo wiedziałaś, że w domu są dzieci, a przyjechałaś z pustymi rękami, — powiedział Marek, ubierając się z irytacją.

— Powiedziałem jej, co myślę o traktowaniu naszego dziecka, a ona odpowiedziała, że sami możemy rozpieszczać swojego syna, bo nikt szczególnie nie troszczy się o siostrzeńców, ponieważ rodzina brata jest w trudnej sytuacji i oszczędzają na wszystkim.

Więc, według niej, zubożeliby, gdyby wydali na naszego syna pięćdziesiąt złotych.

Anna nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała od męża. Teściowa wyraźnie się rozbestwiła, myśląc, że wszystko jej ujdzie na sucho. Małżeństwo wsiadło do samochodu i po godzinie dojechali do domu rodziców Marka.

Igor stał przy bramie i rzucił się w ich stronę, jak tylko zobaczył znajomy samochód. Słysząc dźwięk silnika, z kamienną twarzą wyszła z bramy pani Olga.

niewnie spojrzała na parę małżeńską, zatrzymując się w miejscu. Może Marek i Anna po prostu zabraliby dziecko i odjechali, ale Anna przypomniała sobie, że w domu został worek z rzeczami syna.

Wysiadła z samochodu, ale teściowa groźnie zastawiła jej drogę, pokazując, że nie zamierza wpuścić synowej do swojego domu.

— W środku zostały rzeczy Igora, — powiedziała Anna starając się zachować spokój.

— Sama je przyniosę, nie ma potrzeby, żeby ktoś włóczył się po moim domu, — teściowa odwróciła się i zniknęła za bramą.

Po dziesięciu minutach pani Olga wyszła z workiem w rękach. Wręczając go Annie, powiedziała sucho:

— Jak bardzo zmieniłaś mojego syna. Przed tobą nie pozwalał sobie podnosić na mnie głosu.

— To nie moja wina. Marek, jako prawdziwy ojciec, stanął w obronie swojego syna.

— Nie musisz się usprawiedliwiać. Najpierw zabroniłaś mu pomóc rodzonemu bratu, a teraz jeszcze nauczyłaś go zamykać mi usta, — powiedziała pani Olga, zaczerwieniona z gniewu.

— Pomóc kosztem siebie? Dlaczego sami nie pomogliście swojemu młodszemu synowi? — zaśmiała się Anna.

— Przyjęłam go z rodziną pod swój dach. Czy to nie jest pomoc? — teściowa dumnie uniosła podbródek.

— Mówię o pomocy finansowej. Dlaczego nie oddaliście im swoich „grobowych”, a od nas wymagaliście oddania wszystkiego, co mamy? — Porównałaś to.

Przecież wiem, że gdyby zabrakło nam pieniędzy, wrzucilibyście nas do pudełka po lodówce i zakopali na działce, — zmieniła się twarz pani Olgi.

— Nie rozumiem tylko jednego, dlaczego odmówiłaś słodyczy siostrzeńcom?

— Bo zaniedbujecie mojego syna, i on musi patrzeć, jak jedzą inne dzieci…

— Och, to ciekawe! Możecie rozpieszczać swojego syna, czym tylko chcecie, a my mamy wszystko przeliczać. Mieszka tu wiele osób, żebyśmy jeszcze musieli karmić kogoś innego, — powiedziała kąśliwie teściowa.

— Zastanówcie się nad tym, co właśnie powiedziałaś. Macie powód, by nie karmić mojego syna, a ja mam obowiązek wszystkich rozpieszczać, bo postanowiłaś, że jesteśmy bogaci?

Naprawdę nie jesteś przy zdrowych zmysłach?

— Co? — twarz pani Olgi pokryła się czerwonymi plamami. — Zastanów się, z kim rozmawiasz!

Anna odwróciła się i ruszyła w stronę samochodu, gdzie czekali na nią mąż i syn. Babcia już nigdy nie prosiła o przywiezienie wnuka, a on też nie próbował, pamiętając, jak zostawiła go bez poczęstunku.