Na pierwszy rzut oka - nic szczególnego, ale rozumiem, jakim to jest obciążeniem dla naszej rodziny. Matka męża wielokrotnie podkreślała, że mamy jej pomagać, gdy odejdzie z pracy, bo przecież niemożliwe jest przeżycie tylko z emerytury.

Podała nawet sumę. Teściowa w lecie skończy sześćdziesiąt dwa lata. To zwykła kobieta z nadwagą i szeregami dolegliwości. Wygląda na swoje lata, a nawet starsza. Mieszkała wiele lat sama w dwupokojowym mieszkaniu, nie interesowała się niczym, nie miała hobby. Chyba że nie liczyć plotek o sąsiadkach i przyjaciółkach.

Bezpośrednio po ślubie przez rok mieszkaliśmy u teściowej, dopóki nie rozwiązaliśmy naszej kwestii mieszkaniowej. Wspólne mieszkanie było trudne, dlatego relacje pozostały napięte. Rozstaliśmy się ze skandalem i przez prawie rok nie rozmawialiśmy.

Uważam, że świetnie radziliśmy sobie bez jej pomocy. Wychowaliśmy dzieci, mają teraz trzynaście i dziewięć lat, spłaciliśmy kredyt hipoteczny za mieszkanie, kupiliśmy działkę. W planach jest uregulowanie działki i kupno kolejnego mieszkania na przyszłość. Nawet niewielkiego. Może dla dzieci na start, może dla nas na starość.

Obecnie utrzymuję neutralne stosunki z teściową, witamy się z nią kilka razy w roku z okazji świąt. Głównie rozmawia z synem. Dzwoni, dowiaduje się nowości, przekazuje swoje.

Popularne wiadomości teraz

"Mój syn przyszedł z dziewczyną. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam moją synową. Nie rozumiałam, jak można zakochać się w kimś takim"

"Albo przeniesiemy moją matkę do nas, albo wniesiemy pozew o rozwód": takie ultimatum postawił mi mąż po narodzinach mojego dziecka

"Mieszkał z kobietą i trójką jej dzieci. Nasza córka miała dwa lata. Patrząc na moją córkę, zapomniałem o wszystkich swoich problemach"

"Syn przyprowadził narzeczoną na spotkanie. Stałam przy kuchence przez sześć godzin, ale wszystko zmieniło się, gdy tylko usiedliśmy do kolacji"

A teraz okazuje się, że emerytura dla teściowej jest już blisko, a ona, jak się okazuje, oczekuje pomocy od syna. Potrzebuje kupić leki za tysiąc hrywien każdego miesiąca. Dodatkowo jedzenie, obuwie, odzież, artykuły gospodarstwa domowego, opłaty za media, fryzjera, naprawy obuwia i leczenie zębów.

I to jeszcze nie jest pełna lista wydatków, oczywiście. A jeśli pojawi się jakiś nagły wydatek w postaci płatnej operacji, to już całkowita katastrofa. Przecież wszyscy emeryci jakoś żyją! Moi rodzice na przykład. W ogóle w biedzie, mają bardzo niską emeryturę. I nawet nie myślą o proszeniu mnie o pieniądze. Jestem pewna, że nawet gdybym nagle zdecydowała się im coś dać, odmówiliby stanowczo. Przy tym jakoś nie cierpią. Kupują leki, ubierają się, jedzą normalnie.

Mój mąż i ja pracujemy, ale nasze dochody są już dawno rozdzielone, a wyciągnięcie kilku tysięcy co miesiąc z budżetu jest bardzo problematyczne. Nie, oczywiście, można, jeśli nie jeździć na wakacje dwa razy w roku, lub odwołać dziecięce zajęcia sportowe, lub porzucić działkę, albo nie brać kredytu hipotecznego na mieszkanie.

Mąż mówi, że trzeba zacząć ograniczać wydatki, jeździć na wakacje raz w roku, a działka i tak przetrwa. W końcu to jego matka, nie może jej odmówić pomocy. Teściowa wychowywała go samą przez dwanaście lat. Ale nie widzę w tym niczego heroicznego. Teściowa nie wkładała żadnych specjalnych wysiłków, mąż uczył się za darmo, latem na obozach. Właściwie jak wszystkie dzieci tamtego czasu.

Nie mam zamiaru tego znosić. Powiedziałam, że jeśli nie może odmówić, niech poszuka dodatkowej pracy. Bez oszczędzania na rodzinie. A co? Uważam, że to jest sprawiedliwe. Twoja matka to twój obowiązek, a co mnie i dzieci do tego?