Byli małżeństwem od trzech lat. Mieszkali w wynajętym mieszkaniu, ładnym i przestronnym, ale cudzym.

Marzyli o własnym domu z kominkiem i werandą, planowali, jak urządzą ogród za domem, w którym będą rosły drzewa wiśniowe i morelowe, tak pięknie pachnące wiosną; jak wzdłuż ogrodzenia posadzą krzewy malin i porzeczek, a przed domem na pewno będą piwonie i jaśmin, wśród których będą się bawiły ich przyszłe dzieci, których oboje namiętnie pragnęli.

Kontrakt, który mu zaproponowano, był niezwykle korzystny, a oni zdecydowali, że mogą przetrwać tę rozłąkę w imię swojego marzenia

Kiedy była już na lotnisku, zadzwoniła, że wszystko jest w porządku, ale odprawa jeszcze się nie rozpoczęła. Nie mogła zostać w domu, chciała jak najszybciej do niego dotrzeć, ale jej telefon padał, więc zaproponowała rozmowę po locie. Lot 805, powiedziała, żeby pamiętał.

Wciąż spoglądał na zegarek. Samolot miał zaraz przylecieć, a on utknął w tym korku, tak nieodpowiednim. Chociaż kiedy korek kiedykolwiek był odpowiedni?

Popularne wiadomości teraz

Rodzice Anny nie wzięli udziału w ślubie, mówiąc swojej jedynej córce, że to małżeństwo nie przetrwa

"Skąd masz takie drogie ubrania, mój kochanek mi je dał": krzyknął mężczyzna, gdy znalazł ubrania, które ukrywała jego żona

"Kiedyś skończyły mi się pieniądze i byłam w innym mieście. Nie miałam ani grosza w portfelu, więc zadzwoniłam do męża, ale on mnie zaskoczył"

"Pobraliśmy się, gdy byłam już w siódmym miesiącu ciąży. Świętowaliśmy skromnie, tylko z najbliższymi. Po ślubie nie mieliśmy dokąd pójść"

Zdyszany wleciał do hali terminalu i w swoim podekscytowaniu i pośpiechu nie od razu zdał sobie sprawę, że dzieje się coś poważnego: panował chaos, a w powietrzu unosił się zapach niepokoju.

Zapytał pierwszą napotkaną osobę, co się stało, a ta powiedziała mu, że pasażerowie lotu 805 mają kłopoty. Samolot nieznacznie minął lotnisko i rozbił się. Podobno wszyscy zginęli...

Nie usłyszał nic więcej z tego, co mówił jego przypadkowy rozmówca. 805, 805... Cały świat nagle skurczył się i zmieścił w tej złowieszczej liczbie.

Nie wiedział, jak długo tam stał: pięć minut, dwadzieścia, może dwie godziny. Nie było już nic, żadnego czasu, żadnego poczucia przestrzeni, tylko tępy ból głowy, który rozdzierał jego mózg od środka.

Ktoś podszedł do niego, zapytał o coś, zaoferował pomoc. Nie rozumiał, czego od niego chcą, siedział tylko na podłodze, oparty o ścianę i wpatrzony w jeden punkt.

I wtedy zawołał go znajomy głos. Odwrócił głowę w stronę dźwięku i... Była tam! Stała przed nim, zmęczona, przestraszona, z drżącymi dłońmi. Podeszła do niego i pochylając się, zaczęła mówić szybko, szybko, albo z podekscytowania, albo ze strachu przed uświadomieniem sobie, że życie jest takie kruche i w każdej chwili może się skończyć, i że musi powiedzieć wszystko.

Dziewczyna nie poleciała tym lotem. Jak tylko ogłosili odprawę, właścicielka mieszkania zadzwoniła do niej i powiedziała, że jej sąsiedzi odcięli telefon, że są zalani, a ona nie ma własnych kluczy. Spóźniła się więc na swój lot. Na szczęście nie musiała długo czekać na następny lot.