"Wszyscy" to Maria, Marta i kierowniczka Anna. Sklep jest mały, więc możemy go zamknąć o dziewiątej wieczorem, a nie o dziesiątej. I spieszmy się na wakacje!

Z wyprzedzeniem wywiesiliśmy ogłoszenie na tekturze.

Było już siedem minut po dziewiątej, kiedy przez drzwi próbowała przejść starsza pani w zielonym płaszczu. Miała na sobie dziecięcą okrągłą czapkę z kocimi uszami.

Maria nawet krzyknęła - już się szykowała - że sklep jest zamknięty! Jest święto, więc jest zamknięty". Anna również patrzyła na nią z niezadowoleniem i machała ręką, jakby chciała odpędzić staruszkę.

Staruszka powiedziała żałosnym głosem: "Muszę tylko kupić worek karmy dla kota. Na zewnątrz jest ślisko i ciemno, szłam powoli, więc nie miałam czasu. Byłam chora, trochę słaba, więc szłam powoli. !".

Popularne wiadomości teraz

„Zmęczona sprzątaniem, zaproponowałam, żebyśmy pojechali do niego. Po kilku minutach szliśmy do jego mieszkania. Spodziewałam się zastać tam bałagan”

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

„Jesteś tu nikim. Boję się, wpuszczać cię na próg, nie wiem, co robiłaś przez te 15 lat we Włoszech": trudno uwierzyć, że tak mówi moja matka"

"Mąż zapragnął łatwych pieniędzy i proponuje mi, żebym została matką za pieniądze. Za bardzo duże pieniądze"

Taka irytująca starsza pani. Nie ma nawet siódmej, ale sześć minut do dziewiątej. Chodziła po sklepie, wszystko oglądała i dotykała rękami. Zadawała pytania i poruszała się powoli. Kasa jest już zamknięta!

Są święta, radosne święta, a Anna ma w domu stół zastawiony nadwyżkami jedzenia ze sklepu. A Maria i jej chłopak idą do kawiarni. Musi wpaść, ten prawie narzeczony. I zacznie się nowe życie, nadejdzie szczęście i wszystkie inne dobre rzeczy!

Marta również się spieszyła. Jej przyjaciele czekali na nią i postanowili pojechać na kemping, aby świętować wakacje i dobrze się bawić. A ona musiała wrócić do domu przez ciemną i śliską ulicę. Musiała się ubrać i nałożyć makijaż, to było święto!

Babcia rozpłakała się, pomarszczyła, otarła łzy rękawiczką i wyszła. Była mała, zgarbiona, w dziecięcej czapeczce.

Marta prawie się rozpłakała. Powiedziała: "Proszę, nie płacz! Oczywiście, wejdź. Chodź tutaj, tu jest półka z jedzeniem!". Przytrzymała drzwi i wpuściła staruszkę do sklepu. Zaprowadziła ją do półki z paczkami żywnościowymi. Pomogła jej wybrać najlepszą. Dodała pięć własnych torebek, aby uczcić święto. Niech kot się poczęstuje! To prezent!

I trzeba było włączyć kasę. Anna zrobiła się biała ze złości. A Maria po cichu mówiła brzydkie słowa do Marty. Dlaczego ona otworzyła drzwi! Dlaczego wpuściła staruszkę? Czas ucieka, a my tu służymy...

Staruszka podziękowała i wyszła. A Marta założyła modną zimną kurtkę i poszła odprowadzić babcię. Ponieważ było ślisko. Było ciemno. A w okolicy jest trochę strasznie, można spotkać ludzi, którzy pili. Chuligani...

Odprowadziłem ją do domu. Pomogli mi otworzyć drzwi do wejścia kluczem od domofonu.

Babcia uśmiechnęła się dziwnie - w świetle latarni nagle stała się albo dziewczynką, albo kotem. Powiedziała dziecinnym, wesołym głosem, że Marta otworzyła drzwi. Otworzyła bramy dobroci.

A tam, gdzie bramy dobroci są otwarte, przychodzi szczęście. Babcia pocałowała Martę w ramię jej modnej, zimnej kurtki. I Marta poczuła się tak ciepło, jak latem nad morzem...

I wiesz, szczęście przyszło do Marty. Chociaż nie pojechała na kemping. Spóźniła się.

Tego samego wieczoru odwiedził ją siostrzeniec sąsiada. Przyszedł po wiertarkę, coś się zepsuło. Zobaczył Martę i zaniemówił. Widział tę dziewczynę we śnie trzy dni przed Bożym Narodzeniem.

I świętowali te święta razem. A potem świętowali razem wszystkie święta. I dni powszednie. Zarówno radości, jak i smutki. Największe szczęście przyszło do Marti - szczera i prawdziwa miłość. A wraz z tym szczęściem przyszły inne szczęścia - dzieci, dobrobyt, dom...

Maria i Anna nadal pracują w sklepie. Był prawie bankrutem, ponieważ obok zbudowano ogromny supermarket.

Czasami nie ma ani jednego klienta w ciągu dnia. I można narzekać na swój los ile wlezie, dyskutować o innych, liczyć cudze szczęście i zazdrościć. I można zamknąć sklep nawet rano. I tak nikt nie przyjdzie.

A wkrótce będziesz musiał zamknąć sklep na dobre. I poszukać innej pracy. Ale z jakiegoś powodu, gdziekolwiek pójdziesz, odwracają cię od bramy... Zamykają ci drzwi przed nosem. I nie jest jasne, dlaczego. Ktoś musiał ich skrzywdzić. Albo sami sobie zaszkodzili...