Nie widziałam ku temu żadnych przesłanek, wszystko stało się nagle.

Dopiero później dowiedziałam się, że od pięciu lat miał już inną rodzinę. Dla mnie był to niespodziewany cios, po którym pogrążyłam się w głębokiej depresji. Rozwód był trudnym emocjonalnie i dość długim procesem. Kwestie finansów i podziału majątku jeszcze bardziej go skomplikowały.

Jednak oboje zdaliśmy sobie sprawę, że nasze dziecko, nasz syn Adam, nie powinno cierpieć z powodu naszych problemów. Po rozwodzie zostałam sama z synem i borykałam się z wieloma trudnościami. Trudno było pogodzić pracę z opieką nad dzieckiem, ale starałam się być silna dla Adama.

Mój były mąż pomagał mi również finansowo, zwłaszcza na początku po rozwodzie. Pomogło mi to przetrwać wszystkie trudności i zapewnić naszej rodzinie wszystko, czego potrzebowaliśmy.

Pomimo rozwodu pozostaliśmy rodzicami naszego dziecka. Mój były mąż brał czynny udział w wychowaniu Adama. Regularnie konsultowaliśmy ważne decyzje dotyczące edukacji, zdrowia i hobby naszego syna. Wiktor zabierał syna do siebie w każdy weekend, chodził z nim na spacery i w pełni wywiązywał się ze swoich rodzicielskich obowiązków.

Popularne wiadomości teraz

„Zmęczona sprzątaniem, zaproponowałam, żebyśmy pojechali do niego. Po kilku minutach szliśmy do jego mieszkania. Spodziewałam się zastać tam bałagan”

„Jesteś tu nikim. Boję się, wpuszczać cię na próg, nie wiem, co robiłaś przez te 15 lat we Włoszech": trudno uwierzyć, że tak mówi moja matka"

„Straciłem rodzinę przez przeklęty test DNA. Co musiałem myśleć, kiedy mój syn w ogóle nie podobny do mnie”

"Mąż zapragnął łatwych pieniędzy i proponuje mi, żebym została matką za pieniądze. Za bardzo duże pieniądze"

W pewnym momencie, kiedy uspokoiłam się po rozwodzie i zaczęłam czuć się bardziej pewna siebie i niezależna, poznałam Kostię. Okazał się czarującym mężczyzną, niezwykle uważnym i opiekuńczym.

Nasze spotkania zaczęły się przypadkowo, ale za każdym razem powstawało między nami coś wyjątkowego. Stopniowo stał się częścią mojego życia i zaczęłam zdawać sobie sprawę, że jestem zakochana.

To było dla mnie nowe uczucie - uczucie lekkości i radości z komunikowania się z osobą. Czułam, że to coś więcej niż zwykłe randki. Zdałam sobie sprawę, że chcę dać tym uczuciom szansę.

Rok po tym, jak zaczęliśmy się spotykać, Krzysztof oświadczył mi się, a ja się zgodziłam. Powiedziałam o tym Wiktorowi całkiem spokojnie, nie spodziewając się podstępu. Ale mój były mąż wcale się ze mnie nie ucieszył, był wręcz wściekły:

- "Zwariowałaś! Kim jest Krzysztof? Adam ma tylko jednego ojca, którym jestem ja. Nie możesz ponownie wyjść za mąż.

- Jak to po raz drugi ożeniłeś się z kochanką. I żyjecie razem szczęśliwie. Dlaczego nie mogę znaleźć osobistego szczęścia?

- Ponieważ jesteś matką! Interesy syna powinny być dla ciebie najważniejsze.

- Oczywiście, Adam jest dla mnie najważniejszy. Ale to nie przeszkadza mi ponownie wyjść za mąż.

- Powiedziałam, że małżeństwa nie będzie! Jeśli mnie nie posłuchasz, będziesz miała kłopoty. Zajmę się tym! I nie dostaniesz ode mnie więcej pieniędzy!

Viktor był pewien, że ma rację. Ale ja nadal nie mogłam zrozumieć, dlaczego są takie podwójne standardy. On może ożenić się ponownie, ale ja nie mogę.

To było oczywiste, że już mnie nie kochał i nawet nie był zazdrosny. Sam złożył pozew o rozwód, ja go nie zostawiłam.

Miałam nadzieję, że to był żart. I Wiktor zostawi nas w spokoju. Ale wręcz przeciwnie, stał się bardziej aktywny. Wiktor spotkał się z Krzysztofem i postraszył go, że zostawi nas bez alimentów. Wynająłby też prawników, żeby zabrali Wanię. I że sam Krzysztof będzie miał duże kłopoty, jeśli się ze mną ożeni.

Na początku Krzysztof był odważny i mówił, że nie boi się gróźb Wiktora. Ale potem zaczęłam zauważać, że Krzysztof przestał mówić o ślubie i generalnie rzadziej dzwonił i przyjeżdżał w odwiedziny.

Jego też rozumiem, nie zarabia tyle, żeby nas wszystkich utrzymać. Zresztą nie potrzebuje takich komplikacji w swoim życiu. Wokół jest wiele kobiet bez dzieci i byłych mężów.

Stopniowo nasza komunikacja z Krzysztofem się urwała. Zatrzymałam pierścionek na pamiątkę i zostawiłam Krzysztofa samego.

Teraz boję się wchodzić w związki z kimkolwiek. Przynajmniej dopóki Adam nie osiągnie pełnoletności.

W pewnym momencie pomyślałam nawet, że Wiktor ma rację, a moim głównym zadaniem jest teraz bycie dobrą matką i myślenie tylko o synu.

Ale kilka sesji z psychologiem i szczera rozmowa z mamą pomogły mi odzyskać poczucie własnej wartości i przestać czuć się winną.