Czasami okazuje się, że jest to ponury wzór. Jak pajęcza sieć. I sam możesz się pogubić w tej sieci.

Ta kobieta szła z mężem ciemną zimową ulicą.

Pokłócili się o drobiazg. Kobieta zamilkła, nadąsała się i zaczęła robić na drutach.

Co za nieprzyjemny człowiek. Uparty jak osioł. Nie da się z nim rozmawiać. Pomaga swoim krewnym. I jeszcze nie powiesił szafek w domu. Minęły już dwa dni!

Nie zarabia wystarczająco dużo. Chrapie. Nigdy nie da mi romantycznego prezentu... Jest okropną osobą. Jak udało mi się żyć z tak obojętną osobą przez trzydzieści lat?

Popularne wiadomości teraz

"Nigdy nie sądziłam, że mój mąż jest zdolny do zdrady. Okazało się, że myliłam się przez te wszystkie lata. Pół roku temu zaczęłam zauważać"

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

„Jesteś tu nikim. Boję się, wpuszczać cię na próg, nie wiem, co robiłaś przez te 15 lat we Włoszech": trudno uwierzyć, że tak mówi moja matka"

„Straciłem rodzinę przez przeklęty test DNA. Co musiałem myśleć, kiedy mój syn w ogóle nie podobny do mnie”

Przed nami samochód utknął w śniegu. Starszy mężczyzna pcha samochód, ale nie może go wypchnąć. Wszyscy przechodzą obok. A mąż tej kobiety podbiegł i pomógł. Wypchnął samochód! Uścisnął rękę starszego mężczyzny.

Pobiegł z powrotem do żony, która stała i czekała.

Biegł, utykając. Była ranna. Czapkę miał zdjętą, włosy siwe na śniegu. Uśmiechał się jak chłopiec.

Zawsze biegł na pomoc.

Każdemu. I zawsze niósł najcięższe. I dzielił się jako ostatni. I nosił swoją żonę na rękach, dosłownie. Nie z powodu romansu, ale kiedy była poważnie chora. Był gotów poświęcić dla niej wszystko.

To moja żona odrzuciła stary wzór. I zaczęła dziergać nowy. Kiedy jej mąż pobiegł pomóc. A ona stała i podziwiała go.

Wszyscy czasami dziergamy złe wzory z czarnych nici myśli. Wszyscy. A potem mały uczynek lub życzliwe słowo pomaga rozpocząć kolejne dzierganie. Ten właściwy. Dobrą. Ciepłe, delikatne, miękkie.

I znów jesteśmy połączeni. Połączeni z naszymi bliskimi czułymi więzami miłości.