Nie chcę się spieszyć – mamy jeszcze czas. Najpierw chciałabym spłacić kredyt hipoteczny, uporządkować finanse, znaleźć więcej czasu na obowiązki domowe. Poza tym, nie jestem jeszcze gotowa na dziecko. To wymaga dojrzewania. Na razie żyję dla siebie i swojego męża. Mojemu ukochanemu to odpowiada.

Nawet rodzice mojego męża nie wtrącają się ze zbędnymi radami. Najbardziej obawiałam się teściowej. Ale teraz ona trzyma się z boku i nie chce się wtrącać w nasze sprawy rodzinne. Boję się, że potem będzie winna. I dobrze robi. Mamy wystarczająco dużo zmartwień bez niej. Niech na razie zajmie się swoimi młodszymi dziećmi.

Za to moja mama niczego się nie boi. Wie, że nie będzie uważała się za winną, a to najważniejsze. Od trzech lat czeka na wnuki, nie dając mi spokoju.


– Po co więc wyszłaś za mąż? Tak jest przyjęte: najpierw ślub, a potem dzieci. Co to za rodzina bez dzieci? Nie odchodziłabym od wnuków. Rodzilibyście dla mnie! – narzeka mama.
Dlatego rzadko ją zapraszam w gości. Zmęczyłam się słuchaniem tego wszystkiego.

Moja mama ma trudny charakter. W jej domu panują własne zasady. Wszystko i wszyscy mają swoje miejsce. Nie wytrzymałabym tam dłużej. Cieszę się, że z mężem przeprowadziliśmy się do własnego domu.

Popularne wiadomości teraz

"Zarządzałem w naszej rodzinie. Myślałem, że trzymam wszystko pod kontrolą. Teraz moje ręce są związane"

„Zmęczona sprzątaniem, zaproponowałam, żebyśmy pojechali do niego. Po kilku minutach szliśmy do jego mieszkania. Spodziewałam się zastać tam bałagan”

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

Swoją drogą, mama chciała, żebyśmy się kimś opiekowali, więc przygarnęliśmy psa. Miesiąc po tym zdarzeniu mama wciąż mnie pouczała. Nie mogła zrozumieć, po co mi pies, skoro powinnam rodzić dzieci. Tak objawił się mój instynkt macierzyński.

Mama jest przekonana, że to pies przeszkadza nam w posiadaniu dzieci. Nie wiem, skąd jej się biorą takie pomysły, ale staram się je ignorować. Czasami się udaje. Moi rodzice nie chcą słuchać niczego przeciwnego.

Nasze domowe zwierzę wzięliśmy ze schroniska. Mieszka z nami już rok. Wydawało mi się, że ostatnio mama pogodziła się z moim zdaniem i zaakceptowała psa. Czasami przynosiła mu smakołyki.

Tak bardzo kochaliśmy naszego Reksia, że często zabieraliśmy go w podróże. Jeździliśmy samochodem, co nie sprawiało nikomu dyskomfortu. Wybieraliśmy zwykle miejsca niedaleko naszego miasta. Ale w tym roku postanowiliśmy polecieć do Egiptu. Nadążyła się taka okazja.

Kupiliśmy bilety i zaczęliśmy zastanawiać się, co zrobić z Reksiem.
Przyjaciele sami się rozjechali, krewni mają dzieci, teściowa ma alergię. Los zdecydował, że moja mama jest najlepszym rozwiązaniem. Sama chciała się kimś opiekować. Niech uważa, że to wnuka jej przywieźliśmy.

Powiadomiliśmy mamę o naszym zamiarze. Skrzywiła się, ale zgodziła się.
Powiedziała, że zajmie się Reksiem, póki nas nie będzie.

Te wiadomości mnie ucieszyły. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że rodzina zdecyduje się pomóc. Dobrze. Zostawiłam mamie wszystkie instrukcje i niezbędne rzeczy i wyjechaliśmy na wakacje. Byłam spokojna.

Kiedy wróciliśmy, w domu nie było nikogo. Nie było miski, łóżeczka, ani mamy z psem. Na początku pomyślałam, że mama zabrała Reksia do siebie.

Nawet się zdziwiłam, że się tak zaprzyjaźnili. Zadzwoniłam do mamy. Przez godzinę próbowałam się do niej dodzwonić, ale nikt nie odbierał. Kiedy w końcu odebrała, od razu zaczęłam pytać o Reksia.

Mama zaczęła się wymigiwać, nie dając konkretnej odpowiedzi. Zaczęłam naciskać. W końcu mama przyznała się, że oddała Reksia do schroniska. Zaniemówiłam. Nie mogłam uwierzyć, że jest do tego zdolna.

youtube.com

– A co? To tylko pies. Nie możecie przez niego ani zajść w ciążę, ani urodzić. A ja chcę wnuków. Dziecko to ten, komu powinniście poświęcać całą swoją uwagę i miłość, a nie psu. Zacznijcie już żyć jak normalni ludzie – grzmiała mama.

Nie chciałam jej słuchać. Zabrałam się i pojechałam do schroniska.
Nigdy nie płakałam tak jak wtedy. Okazało się, że odzyskanie psa nie jest takie proste. Wolontariusze początkowo nawet nie chcieli nas wpuścić do środka.

Okazało się, że mama okłamała ich, mówiąc, że pies jest chory, a w rodzinie wkrótce urodzi się dziecko. Próbowaliśmy wytłumaczyć, że tak nie jest i że nasza mama jest po prostu szalona na punkcie wnuków.

Musieliśmy pokazać bilety do Egiptu, paragony, paszporty, opowiedzieć całą historię od początku. W końcu pracownicy schroniska się ulitowali. Oddali nam Reksia. Nareszcie byłam szczęśliwa. Odzyskałam swojego ulubieńca. Ale na mamę byłam strasznie obrażona.

Mama dzwoniła do mnie kilka razy po tym, jak się rozłączyłam, ale ją ignorowałam. W końcu postanowiła przyjechać do nas. Wpuściłam ją do domu, ale odmówiłam rozmowy. Rozmawiał z nią mój mąż. Tego nie mogę jej wybaczyć. Tym czynem przekroczyła granicę.

Czy córka zbyt pochopnie wyciągnęła wnioski?