Właśnie przeprowadziliśmy się ze stolicy do centrum dzielnicy i nie mogliśmy się do tego przyzwyczaić. W naszym poprzednim domu nasi sąsiedzi nawet się nie znali, a tutaj obcy ludzie praktycznie wtykali nos w nasze życie.

Być może nie przeprowadzilibyśmy się, gdyby mojemu mężowi nie zaproponowano stanowiska kierowniczego z dobrą pensją. Przeprowadzka wiązała się z wieloma problemami, mamy pięcioro dzieci i każde z nich trzeba było zapisać do szkoły lub przedszkola.

Z wykształcenia jestem nauczycielką, kocham dzieci, więc rola matki wielodzietnej nie jest dla mnie obciążeniem.

Dwójka moich starszych dzieci chodzi już do szkoły, a trójka młodszych jest w przedszkolu, więc będę musiała pozostać na urlopie macierzyńskim jeszcze przez co najmniej trzy lata. Ale nie mogę tego nazwać urlopem macierzyńskim, z piątką dzieci nie mam w ogóle wolnych dni.

Pracuję 24 godziny na dobę. Jestem dobrą nauczycielką, więc postanowiłam założyć przedszkole w domu. Pomysł natychmiast rozprzestrzenił się w małym miasteczku. Młode matki były bardzo wdzięczne dziewczynom, ponieważ mogły znaleźć czas dla siebie, a niektóre z nich miały pracę na pół etatu.

Popularne wiadomości teraz

„Mój mąż poszedł na ryby z przyjacielem, a potem spotkałam tego "przyjaciela" w supermarkecie: zaniemówiłam”

Po wejściu do nowego domu kobieta poszła do kuchni i włączyła czajnik. Nagle usłyszała czyjś głos: „Katarzyna, jesteś tam"

„W pierwszych miesiącach po porodzie marzyłam, że ktoś zabierze syna, ale dwadzieścia lat później zdałam sobie sprawę, jak bardzo zgrzeszyłam”

Żona zdała sobie sprawę ze wszystkiego, gdy przekroczyła próg domu i odkryła, że brakuje jej futra: „Maciej, jak mogłeś”

Pomysł spodobał się wszystkim, z wyjątkiem mojej wiecznie niezadowolonej sąsiadki. Dzwoniła już zarówno do kuratorium, jak i na policję, robiąc wszystko, by położyć kres mojej sprawie.

W osobnym pokoju urządziłam kącik dla dzieci z prawdziwego zdarzenia - słodkie zabawki, gry edukacyjne, piękne wnętrze, wszystko w jak najlepszym porządku - a kiedy przyszli inspektorzy, byli w szoku. Nie mieli na co narzekać.

Matki musiały również pisać noty wyjaśniające. Podkreślały w nich, że są to datki charytatywne i nie zawsze płacą pieniędzmi, czasem zwykłymi owocami. Generalnie podobało mi się to, chociaż wnosiło trochę radości do mojego życia, lubię mieć świadomość, że robię coś pożytecznego.

Później wydział edukacji dowiedział się o moim przedszkolu i przyznał mi nagrodę. Przydzielono mi pomieszczenie w lokalnym klubie, gdzie mogłam zorganizować bardziej komfortowe przedszkole. Było tam więcej miejsca i nie znajdowało się ono w moim domu, więc byłam szczęśliwa.

Całe miasto zebrało fundusze na aranżację i w ciągu 2 miesięcy miałam własny lokal. Moja sąsiadka przyszła nawet na otwarcie, chociaż zawsze była temu przeciwna. Trzymała się za nos, a potem podeszła i poprosiła, żebyśmy zabrali jej dwoje wnucząt. Ale to nie było najważniejsze.

Później jej wnuki zaczęły uczęszczać do naszego przedszkola i od tego czasu moja sąsiadka pomaga mi we wszystkim. Jest taką pasjonatką tej pracy, że teraz wiele inicjatyw bierze w swoje ręce.

Teraz jest moją prawą ręką, a tamten okres wrogości wspominamy razem z uśmiechem. Tak więc nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko wychodzi na dobre!