Moi rodzice nigdy nie okazywali mi miłości. Myślałam, że mnie kochają, ale nie chcieli tego okazywać, żeby mnie nie zepsuć. Tak to sobie wyobrażałam, gdy byłam dzieckiem i spędziłam całe życie na wzmacnianiu tej fantazji.

Zawsze miałam jedzenie, ubrania, przybory szkolne. Regularnie słyszałam „przejdzie ci”, kiedy mówiłam „chcę”, ale traktowałam to z przymrużeniem oka. Czy wszystkie dzieci natychmiast spełniają swoje życzenia?

Zaprowadzono mnie do przedszkola, do szkoły, sprawdzono moje lekcje. Ale mogłam uczestniczyć tylko w sekcjach i klubach, które nie wymagały zapłaty. W naszym mieście jest ich niewiele.

Moi rodzice wyjaśnili mi, że nie drukują pieniędzy, które mogłabym wydać. Moi rodzice nie zawracali sobie też głowy korepetytorami. Powiedzieli mi, że moim jedynym obowiązkiem jest dobrze się uczyć i muszę sobie z tym poradzić sam.

Moi rodzice wierzyli, że wszystko jest w podręcznikach, muszę tylko usiąść i porządnie je przeczytać. A jeśli byłam leniwa, to żadni korepetytorzy mi nie pomagali. Od razu uprzedzili mnie, że dostanę się na studia finansowane przez państwo, a jeśli nie zdam, pójdę do pracy. Nikt nie zapłaci za moje studia, bo tego potrzebuję.

Popularne wiadomości teraz

"Gdy tylko pensja mojego męża wzrosła, wszystkie obowiązki w domu spadły na moje barki: teraz zachowuje się jak dyrektor"

"Poszłam na randkę z bardzo miłym mężczyzną, byłam nim zafascynowana przez cały wieczór, dopóki czegoś nie zrobił"

"Mój mąż naśmiewał się ze mnie, myśląc, że bycie gospodynią domową jest łatwe: dobrze, że później zmienił zdanie"

"W sklepie zauważyłam dość efektowną parę, która pomimo drogiego wyglądu nie podobała mi się: ubrania nie są najważniejsze"

Nie dostałam się na państwówkę, więc poszłam do pracy. Postanowiłam nie wracać do domu, bo podczas rekrutacji poznałam dziewczynę, która zaprosiła mnie do siebie, jej rodzice wynajmowali mieszkanie, a mieszkanie samemu było przerażające i nietypowe.

Moi rodzice nie mieli nic przeciwko, przypomnieli mi tylko, że dadzą mi trochę pieniędzy tylko na rok, dopóki nie skończę osiemnastu lat, a potem będę sama. Co miesiąc dostawałam niewielką sumę pieniędzy, pracowałam, nie płaciłam czynszu, ale sprzątałam i gotowałam, bo moja sąsiadka nie była zbyt dobra w tych umiejętnościach.

Rok później wyprowadziłam się od niej. Ja już miałam inną pracę, ona znalazła chłopaka, ale dalej się przyjaźniłyśmy. Z rodzicami rozmawiałam tylko w wakacje. Z zewnątrz ich stosunek do mnie pewnie wydaje się dziwny, ale nic mi nie przeszkadzało, brałam wszystko z przymrużeniem oka, tak jak miało być.

A potem zaangażowałam się w związek. Przez trzy lata facet mieszał mi w głowie. Straciłam pracę, wszystkich przyjaciół, stałam się płaczliwa, a moja samoocena spadła.

Zdałam sobie sprawę, że dłużej tego nie zniosę. Rozstawaliśmy się już więcej niż raz, ale on znajdował mnie i zmuszał do powrotu, czasem perswazją, czasem siłą. Kiedy zaczęłam myśleć, że nie ma lepszego życia niż to, zdecydowałam się odejść. Spakowałam rzeczy, które zmieściły się do plecaka i popędziłam do rodziców.

Potrzebowałam spokojnego miejsca, gdzie mogłabym dojść do siebie, zregenerować siły i zacząć żyć dalej. Gdzie czułabym się bezpiecznie.

Ale moi rodzice nie byli chętni, by mnie przyjąć. Wpuścili mnie do domu, ale kiedy dowiedzieli się, że zostanę na dłużej, powiedzieli, że to nie zadziała.

Powiedzieli mi, że jestem nikim w tym mieszkaniu, więc muszę płacić im czynsz. Narzekałam, że nie mam pieniędzy, że ledwo starcza mi na opłaty, ale ich to nie obchodziło. Byłam już dorosła, więc sama musiałam rozwiązywać swoje problemy.

Próbowałam wyjaśnić rodzicom, z jakiego koszmaru udało mi się uciec, ale w ogóle ich to nie interesowało. Powiedzieli, że mają wystarczająco dużo własnych problemów, by słuchać moich. Wtedy pojawiło się uczucie, które pchałam w sobie od dzieciństwa - nie potrzebowali mnie. To pewne, nie da się tego pomylić.

Nie oczekiwałam uścisków i łez radości, ale myślałam, że dadzą mi przynajmniej kilka tygodni na opamiętanie się. Ale nie dali mi nawet herbaty.

To straszne czuć się jak sierota, gdy rodzice wciąż żyją. Wiem to na pewno. Zostawiłam ich i nie zamierzam wracać. Usunęłam ich numery.

Pomogli mi przyjaciele, z którymi się pokłóciłam, którym bardziej zależało na mnie i moich problemach niż rodzicom. Zapamiętałam to do końca życia.

Kiedy będę miała dzieci, nigdy nie będą na moim miejscu. Powiem im również, że dorastałam w sierocińcu.