Od zawsze marzyłam o rodzonej siostrze, i oto ją spotkałam. Nie miało znaczenia, że nie byłyśmy spokrewnione krwią, ale duchem.

Pewnego weekendu, gdy nasza paczka rozjechała się do domów, my z Ewą się nudziłyśmy. Przyjaciółka zaproponowała, abyśmy się gdzieś wybrały, zjadły lody. W parku stał sprzedawca lodów, tam lody były najsmaczniejsze. Gdy Ewa flirtowała z młodym sprzedawcą, ja czekałam na nią na ławce.

Obserwowałam przechodzących ludzi i nie od razu zauważyłam, jak koło mnie usiadła jakaś kobieta.

– Ślicznotko, daj na złoto, a powiem ci całą prawdę!

– O! – podskoczyłam z zaskoczenia. – Dziękuję, ale nie potrzebuję – próbowałam grzecznie pozbyć się niechcianej towarzyszki.

Popularne wiadomości teraz

„Po tym, jak go zdradziłam, mój mąż wrócił, ale mi nie wybaczył. Nie zapomniał. Przeprowadziliśmy się do innego miasta, ale to nie pomogło”

Tajemnicze zarobki gwiazd TVP odsłonięte: Piotr Kraśko na pierwszym miejscu

Julia Wróblewska niespodziewanie pokazała wszystkim pozytywny wynik testu. Fani zaniemówili

Zdjęcie tych bezdomnych, którzy wzięli ślub 24 lata później, wzrusza do łez

– A to błąd! Widzę, że miłość kręci się wokół ciebie, a ty jej nie dostrzegasz.

Ciekawość wzięła górę, więc z lękiem podałam swoją rękę nieznajomej Cygance, obserwując, jak jej uśmiech szybko znika z twarzy.

– No co tam, miłość poszła w inną stronę? – zażartowałam.

– Wyjdziesz za mąż za kilka miesięcy za przystojnego bruneta o oczach niebieskich jak niebo. Będziecie mieć dziecko, widzę, że szybko przyjdzie na świat.

– Będzie dziewczynka? – zapytałam z nadzieją w głosie.

– Otrzymasz upragnioną córeczkę, gdy stracisz syna – te słowa wywołały u mnie dziwne uczucie niepokoju. Ciarki przeszły mi po plecach. Szybko wyrwałam swoją rękę z rąk kobiety, rzuciłam jej dwadzieścia złotych i pobiegłam do Ewy.

Mój wyraz twarzy naprawdę przeraził przyjaciółkę.

– Co się stało? Jakbyś uciekała przed watahą wilków.

Krótko opowiedziałam Ewie, co powiedziała mi wróżka. Spojrzała na mnie poważnie przez kilka sekund, a potem wybuchnęła śmiechem.

– Nie zawracaj sobie głowy bzdurami! – machnęła ręką. – Ona jest taką wróżką, jak ja baletnicą. Trzymaj lody i przestań się rozklejać.

Wzięłam lody, a kiedy te gołąbeczki zbliżyły się do siebie na pocałunek, gwałtownie odwróciłam się w drugą stronę i przypadkowo wpadłam na nieznajomego. Moje czekoladowe lody zostały na jego białej koszuli, a kiedy spojrzałam mu w twarz, zobaczyłam oczy o delikatnym, błękitnym kolorze. W mojej głowie odbiły się echem słowa wróżki: "przystojny brunet o oczach niebieskich jak niebo".

– P-p-przepraszam – ledwo wydusiłam, jąkając się. – Nie chciałam.

– Będziecie musiała mi to wynagrodzić – powiedział chłopak poważnym tonem.

– Tak, oczywiście, proszę powiedzieć, ile kosztowała koszula.

– Myślę, że randka wystarczy, by wynagrodzić tę uroczą niezręczność – uśmiechnął się, a moje serce zaczęło bić szybciej.

Tamtego dnia w parku spotkałam mojego przyszłego męża. Pobraliśmy się trzy miesiące po naszym poznaniu, a w dniu ślubu dowiedziałam się, że jestem w ciąży.

Z biegiem lat zapomniałam o słowach wróżki. Byłam szczęśliwą żoną i wspaniałą matką dla naszego syna. Mirosław był dumą taty i radością mamy, a do tego prawdziwym przystojniakiem, który odziedziczył błękitne oczy po ojcu.

Jak bardzo pragnęliśmy z mężem drugiego dziecka, ale wszystkie próby kończyły się niepowodzeniem. Z czasem nadzieja zgasła, a my dziękowaliśmy Bogu za to, co mamy.

Gdy nasz syn skończył 18 lat, przyprowadził do domu swoją dziewczynę. Maria była dobra, serdeczna i miła. Szybko znalazłyśmy wspólny język, odkrywając, że mamy wiele wspólnego. Najważniejsze dla mnie było jednak to, że dziewczyna kochała mojego syna szczerze i bezinteresownie.

Ślub odbył się trzy miesiące później, chyba u nas w rodzinie to już tradycja. Młodzi zamieszkali z nami. Nie było żadnego dyskomfortu. Przez pierwszy miesiąc prawie ich nie widywaliśmy, bo rodzice Marii podarowali im wycieczkę do Sopotu. Wrócili z podróży poślubnej jeszcze szczęśliwsi.

Wieczorem cała rodzina zebrała się na kolacji. Dzieci dzieliły się wrażeniami z podróży, opowiadały ciekawe historie, chwalili się pięknymi zdjęciami z wakacji. Poszłam do kuchni zaparzyć wszystkim herbatę, Maria przyszła i zapytała, czy potrzebuję pomocy.

– Pani Walentino, może pomogę? – zwróciła się do mnie synowa.

– Kochanie, jaka ze mnie pani Walentyna, mów do mnie "mamo" – poprosiłam żonę mojego syna.

– Jakoś dziwnie i niezręcznie mi tak do pani mówić – przyznała Maria.

– Całe życie marzyłam o córeczce, ale Bóg mi jej nie dał, więc byłabym szczęśliwa, gdybyś to ty została moją córką.

Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko delikatnie mnie przytuliła i pobiegła do swojego męża. Tej nocy siedzieliśmy razem do późna, a potem wszyscy poszliśmy spać. W nocy obudził mnie hałas w przedpokoju, wyszłam zobaczyć, co się dzieje. Mirosław szybko zakładał buty.

– Synu, co się stało? – zapytałam zaniepokojona.

– Rafał znów wpadł w jakieś kłopoty. Zadzwonił, poprosił, żebym po niego pojechał. Zaraz wracam, nie martw się, nie budź Marii, bo będzie na mnie zła.

Patrzyłam, jak mój syn wychodzi z mieszkania i poczułam dziwny niepokój. Gdybym wiedziała, że nigdy go już nie zobaczę... Nie mogłam zasnąć. Minęła godzina, potem druga, a Mirosław nie wracał. Próbowałam dzwonić dziesiątki razy, ale telefon był wyłączony.

O świcie zadzwoniono z jego numeru i powiedziano mi, że miał wypadek. Nie udało się go uratować.

Nie mogłam w to uwierzyć. Myślałam, że to straszny koszmar. Ale kiedy nie mogłam się obudzić, zaczęłam krzyczeć i płakać na cały dom. Wbiegł mąż, a za nim Maria. Chciałam umrzeć w tej chwili, gdy powiedziałam im o śmierci Mirosława.

Pojechaliśmy razem na identyfikację. Próbowałam przekonać Marię, żeby nie wchodziła, ale nalegała. Moja dusza pozostała w tamtym pokoju, gdzie leżało zimne ciało mojego jedynego dziecka. Pamiętam, że spojrzałam na niego, a potem zapadła ciemność.

Ocknęłam się w szpitalnej sali. Obok była Maria, trzymała mnie za rękę i płakała.

– Uspokój się, kochanie, ze mną wszystko w porządku – wyszeptałam do synowej.

– Mamo, tak się przestraszyłam – odpowiedziała żona mojego zmarłego syna i rzuciła mi się w ramiona.

Jak grom z jasnego nieba w mojej pamięci pojawiły się słowa wróżki: "Otrzymasz upragnioną córeczkę, gdy stracisz syna". Łzy spłynęły mi po policzkach, a resztę pamiętam jak przez mgłę.

Choć namawialiśmy Marię, żeby została z nami, wróciła do swojej rodziny na wieś. Utrzymywaliśmy kontakt, a jaką radością była dla nas wiadomość, że dziewczyna jest w ciąży.

Nasz syn pozostawił po sobie cząstkę, zanim odszedł. Mówią, że Bóg zabiera do siebie tych najlepszych. Bez wątpienia Mirosław był aniołem wśród ludzi. Mam nadzieję, że znalazł spokój, a my z mężem odnajdujemy go w oczach naszej wnuczki Marty, które mają kolor nieba.