I tak się złożyło, że przypadło to na obchody mojego ulubionego Nowego Roku. Byłam bardzo zdenerwowany. Stało się jasne, że będę musiał obchodzić to święto albo sam, albo z krewnymi, co nie jest szczególnie przyjemne. Prawdopodobnie wszyscy inni mieli już plany, w których raczej nie mogłam uczestniczyć.

Niedawno rozmawiałam przez telefon z moją dobrą przyjaciółką Anną na jeden temat. Rozmawiałyśmy o zbliżających się wakacjach.

Przy okazji, jak zamierzasz świętować Nowy Rok? Pojedziesz gdzieś z Michałem czy zostaniesz w domu?" - zapytała.

"Cóż, jestem w sytuacji, której byś mi nie pozazdrościła. Michał został wysłany w podróż służbową, a ja zostaję sama. Będę więc świętować Nowy Rok w dumnej samotności z kieliszkiem szampana przed telewizorem" - poskarżyłam się jej.

Oto kolejny! Jesteśmy dużą grupą i jedziemy w góry kilkoma samochodami. Świętować Nowy Rok i pojeździć na nartach. Jedź z nami! Zabraniam ci zostawać w domu!" - powiedziała Anna.

Popularne wiadomości teraz

"Zarządzałem w naszej rodzinie. Myślałem, że trzymam wszystko pod kontrolą. Teraz moje ręce są związane"

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

„Jesteś tu nikim. Boję się, wpuszczać cię na próg, nie wiem, co robiłaś przez te 15 lat we Włoszech": trudno uwierzyć, że tak mówi moja matka"

"Mąż zapragnął łatwych pieniędzy i proponuje mi, żebym została matką za pieniądze. Za bardzo duże pieniądze"

Po tej rozmowie byłam bardzo zainspirowana. Natychmiast dałam do zrozumienia mojej przyjaciółce, że jadę z nimi. Nawet nie pomyślałam o skoordynowaniu tego z moim mężem. W naszym związku nie było zwyczaju zabraniania sobie czegokolwiek.

Już prawie zaczęłam przygotowywać się do wyjazdu. Wybrałam ubrania, które ze sobą zabiorę, sprawdziłam w Internecie, jaka będzie pogoda i powiedziałam mamie, że wybieram się na wycieczkę z przyjaciółmi w Sylwestra.

Wieczorem tego samego dnia zadzwonił do mnie Michał. Podczas jego podróży służbowej staraliśmy się być w kontakcie każdego wieczoru, aby porozmawiać o tym, jak minął nam dzień. Pocieszyłem go wiadomościami o jego podróży.

 "Nie zrozumiałam, pytasz czy to oświadczenie? Czy już zdecydowałeś się pojechać w góry na Nowy Rok?" był zaskoczony.

"Tak, o co chodzi?" nie rozumiałem.

"Cóż, wydawało mi się, że powinnaś przynajmniej przedyskutować takie rzeczy z mężem, a nie decydować o wszystkim sama" - wyjaśnił Michał.

W takim razie przedyskutujmy to teraz - zasugerowałam.

Marto, jestem dziś bardzo zmęczony. Porozmawiajmy jutro" - odpowiedział i rozłączył się.

O ile po rozmowie z Anną mój nastrój się poprawił, o tyle po rozmowie z mężczyzną spadł. Było jasne, że wyraźnie nie był zadowolony z całej tej sytuacji.

O czym tu dyskutować? Wyjechał do pracy na pół roku. Czy muszę siedzieć zamknięta przez cały ten czas? Przecież nie wyjeżdżam gdzieś z kochankiem, tylko z przyjaciółmi, których on bardzo dobrze zna.

Następnego dnia zadzwoniliśmy ponownie i zaproponowałem kontynuowanie rozmowy. Michał na początku był zdenerwowany i niezadowolony.

"Michał, przepraszam za sposób, w jaki przedstawiłem ci tę wiadomość. Oczywiście, powinienem był z tobą o tym porozmawiać. Ale myślę, że w tym przypadku nie ma powodu, by sprzeciwiać się mojej podróży. Będę świętować z przyjaciółmi i dobrze się bawić przez trzy dni. Będą tam głównie moje przyjaciółki i co najwyżej ich mężowie" - zapewniłam ich.

Ale skąd mam wiedzieć, kto tam będzie? "Wcale mi się nie podoba, że podczas gdy ja tu ciężko pracuję, ty podróżujesz w góry z przyjaciółmi, by świętować wakacje. I nawet mi o tym nie mówisz" - odpowiedział.

"Jak myślisz, co powinienem zrobić? Siedzieć przy oknie i czekać na twój powrót? Nie robię nic złego. Po prostu kontynuuję normalne życie, czekając na ciebie" - wyjaśniłam.

"A u mnie życie nie jest normalne, prawda?" Michał się zagotował.

Zdałem sobie sprawę, że wszystko wyolbrzymia i nie kontynuowałem tej bezsensownej kłótni. Michał był wyraźnie zły i nie zdawał sobie sprawy z tego, co mówi. Spróbuję z nim o tym porozmawiać, kiedy ochłonie.

Ale już teraz rozumiem, że najprawdopodobniej czeka mnie trudne zadanie: nie kłócić się z mężem i nie bronić swojego punktu widzenia, a jednocześnie dobrze się bawić, obchodząc moje ulubione święto.