Jak to się stało, że teraz jest zupełnie sama? Kochała swoje dzieci, pielęgnowała je, a teraz w ogóle jej nie obchodzą. To nie jest postawa, na którą zasługuje. Świadomość tego sprawiła, że po jej twarzy spłynęły łzy.

Kobieta wspominała swoją młodość, ukochanego męża, z którym przeżyła 40 lat i wychowała trójkę wspaniałych dzieci. Dzieci zjednoczyły ich jeszcze bardziej i stały się ich wsparciem.

Ich życie nie było łatwe, a mąż staruszki pracował na kilku etatach, aby utrzymać tak liczną rodzinę.

Jednak w wieku 55 lat została sama, jej mąż zachorował i zmarł. Dzieci opuściły dom rodzinny, niektóre wyszły za mąż, inne poszły na studia. Potem wszystkie wróciły, by zamieszkać z matką. Najstarsza córka ze swoimi dziećmi, średnia córka ze swoim narzeczonym i jej syn.

Z biegiem czasu dzieci coraz bardziej nie lubiły mieszkać z matką, dziewczynki przejęły kuchnię, syn poprosił matkę o opuszczenie mieszkania, gdy odwiedzili go znajomi — kobieta zdała sobie sprawę, że stała się zbędna i nie ma dla niej miejsca w tej rodzinie. Szczególnie nieprzyjemnie zrobiło się, gdy najstarsza córka zasugerowała, by przeniosła się do daczy.

Popularne wiadomości teraz

"Każdego dnia widziałem moją żonę siedzącą na kanapie z włączonym telefonem: jestem tym zmęczony, muszę coś zmienić"

"Nowa żona mojego byłego męża oskarża mnie o to, że on nie płaci alimentów: jest po prostu bezwstydny"

Kobieta pamięta, jak jej ojciec, który porzucił rodzinę, wysłał jej cały list, gdy poprosiła go o kupno nowych butów

"Mój mąż odmawia płacenia za edukację mojego syna, mówiąc, że płaci za swoją córkę: to twój problem i problem twojego byłego"

Matka musiała ulec swoim dzieciom, ponieważ coraz częściej ją o to prosiły. W domu było oczywiście ciepło, jeśli rozpaliło się w piecu. Jednak życie tam wcale nie było wygodne.

Do apteki czy szpitala musiała jeździć do miasta, a najbliższy sklep znajdował się dwa kilometry dalej. Kobieta była przyzwyczajona do ciągłego zgiełku, a tutaj, sama w czterech ścianach, wydawało się, że jej życie już się skończyło.

Jej dzieci nie przyszły na przyjęcie urodzinowe — miały dużo do zrobienia, po prostu wysłały jej jedzenie autobusem.

Tylko jej siostrzenica odwiedziła kobietę, która była bardzo zaniepokojona stanem ciotki i zabrała ją do swojego domu, mieszkała w małym jednopokojowym mieszkaniu, a w rogu postawili dla niej ciasne łóżko — ale to i tak było lepsze niż samotność. Dzieci wiedziały, że krewna zabrała ich matkę, podziękowały jej za to, ale nawet nie przyszły w odwiedziny.

Niedawno dzieci zadzwoniły, bo potrzebowały na coś pieniędzy. Wtedy siostrzenica powiedziała, że są bezwstydne i że dopóki ciotka żyje, zrobi wszystko, żeby odzyskała dom, ale one są dorosłe i powinny zadbać o siebie, a nie wyrzucać matkę z domu.

Dlaczego dzieci nie doceniają swoich starszych rodziców?