Ale kiedy potrzebowała pomocy, natychmiast przypominała sobie, że jesteśmy spokrewnieni.

Przez pięć lat naszego małżeństwa moja teściowa nie pomogła nam w żaden sposób. Nie pomogła finansowo, kiedy zbieraliśmy na zaliczkę, nie pomogła swoimi rękami, kiedy urodziło nam się dziecko.

Taka postawa była dla mnie niezrozumiała. Mój brat się ożenił, więc synowa stała się częścią naszej rodziny, a teraz jest naszą rodziną.

Jeśli ona lub jej rodzina ma jakiekolwiek problemy, zawsze pomożemy. Jak inaczej moglibyśmy to zrobić? Jesteśmy jedną wielką rodziną i każdy powinien pomagać, jak tylko może.

Nawiasem mówiąc, ona ma takie samo podejście, nigdy nie stanie z boku, jeśli potrzebna jest pomoc. Przyszła zaopiekować się moim dzieckiem, kiedy musiałam iść do szpitala.

Popularne wiadomości teraz

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

W wieku 54 lat Bóg obdarzył Agnieszkę cudem, a raczej trzema cudami. To była trójka dzieci od jej ukochanego męża, ale sąsiedzi zaczęli ją potępiać

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

"Mam 62 lata, mąż ma 68 lat. Wkrótce się rozwodzimy. Moje życie rodzinne się skończyło: on spędził u niej 3 dni"

Ale moja teściowa nawet nie chciała przyjechać, mimo że miała tylko dwa przystanki autobusowe, a moja synowa musiała jechać aż z przedmieścia.

Na początku zachowałam swoje zaskoczenie dla siebie, a potem zaczęłam wyrażać je mężowi. Co to za biznes? Moja rodzina nam pomaga, a teściowa stoi z boku, jakby nie była spokrewniona.

- Mama nie musi nam pomagać, jesteśmy osobną rodziną - usprawiedliwiał swoją matkę mąż.

Byłam zaskoczona. Jak rodzina własnego syna może być postrzegana jako rodzina kogoś innego? Można mnie nie lubić, ale jest jeszcze wnuczka i syn. Czy im też nie zależy?

Kiedy zaczęłam postrzegać rzeczywistość z tej perspektywy, zdałam sobie sprawę, że tak, to było wygodne. Moja teściowa jest osobno, my jesteśmy osobno. Cóż, taka jest, co mogę powiedzieć.

Mąż widywał się z matką od czasu do czasu, szedł jej w czymś pomóc, a ja udawałam, że teściowa jest postacią fikcyjną.

Nie kłóciliśmy się z nią, ale dla mnie nie była krewną, tylko jakąś ciotką z ulicy. Tak się ustawiła, a ja po prostu zaakceptowałam reguły gry.

I nagle zadzwoniła do mnie teściowa i poprosiła, żebym przyszła i pomogła jej w sprzątaniu. Byłam zaskoczona tą propozycją, bo wcześniej prawie ze sobą nie rozmawiałyśmy, a teraz nagle sprzątanie.

Tak naprawdę moja sąsiadka mogłaby przyjść do mnie i poprosić o to samo, poziom bliskości jest taki sam. Chociaż z sąsiadką widuję się częściej niż z własną teściową.

Odmówiłam, bo nie mam w zwyczaju chodzić do prawie obcych ludzi i pomagać im myć podłogi.

Teściowa najwyraźniej nie spodziewała się takiej odpowiedzi, bo zmieszana pożegnała się i rozłączyła. Wieczorem musiałam porozmawiać z mężem.

Był oburzony moim zachowaniem, ponieważ jego matka, starsza kobieta, nie prosiła mnie o miliard dolarów, a jedynie o pomoc w sprzątaniu.

Miałam już czas na przemyślenie sytuacji, więc powiedziałam mu, że jego mama może zadzwonić po serwis sprzątający. To specjalni ludzie, którzy sprzątają pokoje na zamówienie.

To całkowicie lustrzana odpowiedź. Moja teściowa radziła nam, żebyśmy zatrudnili nianię, jeśli sami nie potrafimy ułożyć sobie grafiku, żeby nie zawracać nikomu głowy naszymi prośbami.

- "Ale to jest moja matka, jesteśmy rodziną!" zaczął mieć pretensje mój mąż.

I dlaczego miałabym pomagać kobiecie, która nagle przypomniała sobie, że jesteśmy rodziną dopiero wtedy, gdy sama potrzebowała pomocy?

Nie jestem mściwa, ale też nie narzekam na pamiętanie. Jak nie rodzina, to nie rodzina. Jakoś przez to przejdziemy.