Z jakiegoś powodu wierzyła, że Bóg na pewno jej pomoże.

Niektórzy pytali, co tu robi z wyciągniętą ręką, inni patrzyli na nią z obrzydzeniem i wysyłali .... do pracy.

Magda nigdy z nikim nie nawiązała dialogu. Stała w milczeniu, ignorując ludzi, którzy próbowali z nią rozmawiać. W końcu znudziło im się to i odeszli, uznając ją za chorą psychicznie.

Nagle rozdzwoniły się kościelne dzwony. Magda zadrżała i zakryła uszy dłońmi. Ostatnio rozczarowała się Bogiem i ludźmi. Pamięta, jak przez dwa dni klęczała w kościele, modląc się do Boga o uratowanie Alana.

Z jakiegoś powodu wierzyła, że Bóg pomoże. W końcu nie mógł nie wysłuchać jej modlitw, ponieważ wiedział, jak bardzo kochała swojego męża i rozumiał, że nie można go zabrać od dwójki ich małych dzieci. Wiedział, ale i tak go zabrał...

Popularne wiadomości teraz

"Ja tu rządzę": moja teściowa robiła mi wyrzuty przy gościach, ale przypomniałem jej, na czyj koszt żyje

"Syn postanowił przedstawić nas swojej narzeczonej, która okazała się mieć temperament, ale nie zgodziliśmy się na jej warunki: byliśmy rozczarowani"

"Nawet nie rozpakowuję prezentów mojej teściowej, bo i tak zabierze je dla siebie: to dziwne, ale przyzwyczaiłam się do tego"

"Gdybym miała wybór, w ogóle nie wpuszczałabym teściowej do domu. A tego, co robi, kiedy nas odwiedza, nie mogę już znieść"

Od tego czasu kobieta zrozumiała, że Bóg nie istnieje. Gdyby istniał, nie pozwoliłby na smutek i cierpienie, które musiała znosić.

Po przeliczeniu zawartości kubka Magda doszła do wniosku, że ma wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić bułki i mleko, i poszła do pobliskiego supermarketu, aby kupić trochę jedzenia. Młoda kasjerka z obrzydzeniem przeliczyła pieniądze i rzuciła Magdzie niemiłe spojrzenie, krzywiąc się.

Zabrali mi wszystko: dom, samochód, pieniądze...

Kobieta przyzwyczaiła się do takiej postawy. Zdała sobie sprawę, że ludzie są w większości okrutni i zajmują się tylko własnymi problemami i zmartwieniami. Nikogo nie obchodziło, że przez sześć miesięcy mieszkała z dziećmi w zimnym i wilgotnym baraku.

Nikogo nie obchodziło, że niegdyś odnosząca sukcesy i zamożna kobieta stała się bezużytecznym odrzutkiem społeczeństwa. Została zdradzona przez wszystkich, łącznie z przyjaciółmi i rodziną.

- Magda! Czy to ty?" usłyszała za sobą znajomy głos i przestraszyła się.

Zdała sobie sprawę, że to ktoś z jej poprzedniego życia. Szczęśliwego i bezchmurnego. Odwracając się, rozpoznała Adama. Byłego partnera Alana.

- Cześć - powiedziała niepewnie.

- Magda! Wiem wszystko... Próbowałem znaleźć ciebie i dzieci, ale zniknęłaś. Nikt nie wie, gdzie jesteś i co się z tobą stało" - powiedział mężczyzna.

- Nic mi nie jest. Dziękuję! Przepraszam, ale muszę iść. Dzieci czekają...

- Magda, czekaj! Widzę, że kłamiesz! Nie możesz pozwolić, żeby uszło im to na sucho. Musisz się zemścić i szukać sprawiedliwości. Przynajmniej przez wzgląd na pamięć Alana...

- Rozumiesz, że to niemożliwe. Po śmierci mojego męża wymyślili jakieś nieistniejące długi Alana. Zabrali mi wszystko: dom, samochód, pieniądze...

A co najważniejsze, zabrali mi duszę! Próbowałem walczyć, prosiłem rodzinę i przyjaciół o pomoc. Ale wszyscy się ode mnie odwrócili. Bali się pomóc mojej rodzinie, aby nie skompromitować się przed tymi łajdakami.

Musiałam uciekać z naszego miasta razem z dziećmi. Bez dokumentów i jakichkolwiek środków do życia" - Magda rozpłakała się na to wspomnienie.

- Magda, nie znikaj! Nie zostawię cię w tarapatach, pomogę ci!" - obiecał Adam. "Pewnie o tym nie wiesz, ale wciąż na mnie polują, choć już dawno nie prowadzę interesów.

Obiecuję, że zwrócę twoim dzieciom pieniądze, które należały do ich ojca. Najważniejsze to wierzyć w najlepsze, Bóg nie może zostawić cię z twoimi dziećmi. Prędzej czy później sprawiedliwości stanie się zadość!

- Nie. Niczego nie chcemy. Zapomnij o tym! Wiesz, ostatnio zawiodłam się zarówno na Bogu, jak i na ludziach... - szepnęła cicho kobieta i zniknęła w tłumie.

***

Tego dnia Magda nie chciała iść do centrum handlowego. Nie dość, że od rana padał zimny deszcz, to Sławek miał gorączkę. Zrobiła owsiankę z ostatnim mlekiem i zdała sobie sprawę, że nie mają nic do jedzenia na obiad.

- "Andrzej, zaopiekujesz się bratem? Muszę na chwilę wyjechać" - zapytała najstarszego syna.

- Tak, zaopiekuję się. Mamo, kup mi dużą tabliczkę czekolady i pomarańczę - poprosił chłopiec.

- Postaram się kupić coś słodkiego" - obiecała Magda, ignorując pytanie.

Nie potrafiła wytłumaczyć swojemu pięcioletniemu synowi, że nie mają już domu. I ogólnie nie mieli nic...

Tego dnia było bardzo mało ludzi. Nic dziwnego, mało kto chciałby iść na zakupy w taką pogodę. Magda podliczyła pieniądze dawane przez troskliwych przechodniów i zdała sobie sprawę, że nie starczy jej nawet na lekarstwa dla syna, nie mówiąc już o czekoladzie i pomarańczach.

"Nigdy nie zawiedź się na ludziach"

- " Czy jesteś Magda?" zapytał nieznany mężczyzna. "Nie bój się, jestem od Adama. Prosił, żebym dał ci paczkę.

Nieznajomy wręczył kobiecie ciężkie zawiniątko.

- "Co to jest?" kobieta była zaskoczona.

- Nie mam pojęcia. Powiedział, że to twoje. Poprosił mnie również, abym powiedział ci, żebyś nie zawiodła się na Bogu i ludziach i przynajmniej czasami modliła się za niego" - powiedział mężczyzna i odszedł.

Kobieta otworzyła paczkę w domu. Tak jak przypuszczała, zawierała pieniądze i jej paszport. Dużo pieniędzy... Na wierzchu była mała karteczka od Adama.

"To są pieniądze Krzysztofa. Teraz należą do ciebie i dzieci. Wystarczy na wyjazd za granicę i rozpoczęcie nowego życia. Adam.

P. S. Nigdy nie zawiedź się na ludziach. I wiedz, że nie ma sytuacji beznadziejnych!".

Kilka dni później Magda i jej synowie czekali na odprawę na lotnisku. Przez przypadek zobaczyła wiadomość o aresztowaniu przestępcy, który zrujnował najlepiej prosperującą firmę w mieście. W zatrzymanym rozpoznała Adama...

"Dziękuję!" wyszeptała ze łzami w oczach.

- "Mamusiu, czy tam gdzie jedziemy jest ciepło?" zapytał mój syn.

- "Tak, mój synu! Kupimy dom nad morzem. Wszystko będzie super!" - uśmiechnęła się Magda.

"A tata? Przyjedzie do nas?" zapytał chłopiec.

- Nie... Tata zawsze jest z nami. Po prostu go nie widzimy, ale patrzy na nas z nieba i cieszy się, że dobrze sobie radzimy. Będziemy się modlić za niego i wujka Adama...

W końcu ogłosili wejście na pokład. Magda wzięła dzieci za ręce i poszła na spotkanie z nowym życiem. Zrozumiała, że Bóg istnieje, że to On pomógł jej wyjść z rozpaczliwej sytuacji.

On i Adam, który okazał się jedynym prawdziwym przyjacielem wśród setek pseudoprzyjaciół.