Po wyjściu za mąż, z moim mężem urodziła się córka. Kiedy miała 7 lat, mąż zginął, i musiałam radzić sobie z całym gospodarstwem sama. Jednak sobie poradziłam. Anya dobrze skończyła szkołę, podjęła naukę i poznała fajnego chłopaka.

Po ślubie zamieszkali w akademiku. Tam Adam miał pokój, który urządzili. Myślałam, że wreszcie będę mogła żyć dla siebie. Ale dzieci myślały inaczej.

Po dwóch latach urodził się ich pierworodny - Danka. Nie mogłam się doczekać, pomagałam, ile mogłam, po pracy wpadałam ich odwiedzić, przynosząc prezenty. Pewnego dnia Anna zadzwoniła i powiedziała, że wieczorem wpadną w odwiedziny. Kiedy się spotkaliśmy, dowiedziałam się, że zostanę babcia po raz drugi.

Ta nowina zaskoczyła mnie. Danka miała dopiero rok, a teraz miała zajść w ciążę po raz drugi. Musiałam udawać, że bardzo się cieszę. Choć w głębi duszy nie rozumiałam, jak ona zamierza sobie radzić z dwójką małych dzieci. Przecież ja pracuję, Adam również.

Nadchodziła data porodu. Wzięłam urlop w pracy, aby opiekować się Danką, póki Anna będzie w szpitalu. Urodził się Vladik, zatroskanie się powiększyło.

Popularne wiadomości teraz

"W sobotę zastałam syna i synową w ich mieszkaniu. Otworzyłam drzwi kluczem i oniemiałam"

"Po wypisie rodzice zabrali mnie do domu, ponieważ chciałam zrobić mężowi niespodziankę. Poszłam do mieszkania z dzieckiem, a mój mąż nie był sam"

"Mieszkał z kobietą i trójką jej dzieci. Nasza córka miała dwa lata. Patrząc na moją córkę, zapomniałem o wszystkich swoich problemach"

"Kiedy mój syn przyprowadził Annę do domu i ogłosił, że się kochają, wiedziałem, że nie są parą": mój syn zasługuje na coś lepszego

Biegnąc z pracy do domu, z domu do córki, od córki do przedszkola - jakbyśmy wrócili do mojego dzieciństwa, gdzie musiałam zajmować się młodszymi braćmi i siostrami.

Zbliżała się zima, wnuki zachorowały, w akademiku było zimno. Anna zadzwoniła i zapytała, czy mogą mieszkać u mnie, bo mają problemy z ogrzewaniem.

Oczywiście nie mogłam odmówić. Tak więc moje dwupokojowe mieszkanie zamieszkały nie tylko córka z wnukami, ale również zięć. Miesiąc minął, drugi, trzeci, przed nami była już wiosna, a oni, jak wcześniej, mieszkali ze mną.

A potem nadszedł czas wiosny, i zrozumiałam, że nie zamierzają wracać. Córka nawet powiedziała, że wynajęła ten pokój, a oni będą mieszkać u niej. Oczywiście byłam przeciwna, chciałam wreszcie spokojnie żyć na starość.

Widać było, że była obrażona. Zięć nie wtrącał się do naszej rozmowy, ale było widać, że zakłóciłem ich plany.

Minęły kolejne miesiące. Raz dzieci były chore, innym razem lokatorzy jeszcze nie się nie wynieśli, trzeba było zbierać pieniądze - była masa wymówek, żeby nie wracać do akademika.

Ostatnią kroplą było to, że dowiedziałam się, iż Anna jest w ciąży po raz trzeci. Wróciwszy wieczorem z pracy, wdałam się z nimi w awanturę z zięciem. Mówiłam, że bez normalnego mieszkania, a już przygotowują się do nowego powiększenia rodziny.

Dałem im termin do końca miesiąca, aby spakowali rzeczy i wrócili do siebie.

Ileż upokorzeń przyszło mi z ich strony! Anna skarżyła się przyjaciółkom na swoją matkę-nieludzką, która "wygnała córkę w ciąży", teściową, sąsiadom. Wydawało mi się, że nawet babki przed blokiem potępiają mnie i klną głowami za każdym razem, gdy przechodzę obok nich.

Anna z mężem i dziećmi wrócili do siebie. Oddychałam z ulgą, tyle ciszy w moim mieszkaniu od dawna nie było. Podczas gdy cieszyłam się spokojem, zadzwonił telefon. Dzwoniła matka Adama. Pytała, dlaczego wyrzuciłam dzieci, a ja powiedziałam, że jeśli jej tak ich żal, niech je zabierze do siebie.

Byłam zirytowana tym, że moja jedyna córka wystawiła mnie w takim świetle przed rodziną. Na co ona w ogóle liczyła, że będę nianią dla jej dzieci we własnym domu? Przez całą tę sytuację nie chcę widzieć ani córki, ani wnuków. Chcę żyć dla siebie.