A cała nasza rodzina i przyjaciele mieli już dość swoich niepoprawnych pytań na temat dzieci.

W rzeczywistości zawsze myślałam o dzieciach, nawet zaproponowałam mężowi, aby wziął dziecko z sierocińca, ale on nie chciał. Nie chciałam mieć romansu na boku, a zapłodnienie in vitro było odradzane: istniało zbyt wiele zagrożeń dla nienarodzonego dziecka. Z biegiem lat przyzwyczaiłam się do tego, że byliśmy jedynymi dziećmi w rodzinie.

Oboje dobrze zarabialiśmy, dużo podróżowaliśmy, chodziliśmy do teatrów i restauracji i mogliśmy cieszyć się wszystkim, co nie było często dostępne dla par wychowujących dzieci.

Były dni, kiedy czułam się bardzo smutna, ale Adam mówił, że to przeznaczenie albo Bóg uznał nas za niegodnych. Po 15 latach małżeństwa do mojego męża odezwała się jego starsza siostra, która mieszkała w innym mieście i powiedziała, że jej córka chce iść na studia, jego jedyna siostrzenica. Poprosiła ją, aby zatrzymała się u nas na jakiś czas, gdy będzie studiować. Nie mamy pieniędzy na wynajęcie mieszkania, a akademiki są bardzo drogie.

Nie byłam zbyt zadowolona z tego pomysłu. Nie chciałam przyzwyczajać się do mieszkania obok zupełnie obcej osoby. Ale mój mąż powiedział, że muszę pomóc. Moja siostra wychowywała Martę sama, mąż zostawił ją, gdy była w drugim miesiącu ciąży. Kiedy szwagierka nas odwiedziła, byłam zaskoczona, jak bardzo ona i jej mąż się różnią.

Popularne wiadomości teraz

„Przyjaciele w końcu postanowili się pobrać. Organizowali wesele tylko dla bliskich, a potem córka zapytała ich, dlaczego biorą ślub dopiero teraz"

„Rozwodzimy się, pakuj swoje rzeczy. Mam inną kobietę, która spodziewa się dziecka: kiedy moja teściowa się o tym dowiedziała, była zła na Wiktora”

„Michał, nareszcie jestem w ciąży”: krzyczał głośnik telefonu, a obok mnie siedziała moja żona

„Joanna została wyrzucona z domu przez swoją teściową, ponieważ myślała, że jej synowa nie urodziła chłopca od swojego syna: to był kompletny nonsens”

Mój mąż jest bardzo spokojny, dobrze wychowany, tolerancyjny, a jego siostra jest bezczelna i głośna, i nigdy nie była w stanie dogadać się z żadnym mężczyzną. Jej ostatni mąż lubił pić, więc wyrzuciła go z domu.

Kiedy przyszli do nas z córką, zauważyłam, że ona sama nie ma nic przeciwko dobremu trunkowi. Szybko wypiła prawie całą butelkę, którą wystawiliśmy „na spotkanie”.

Potem spakowała się i wyszła, a Marta została z nami. Dziewczyna była spokojna, bezkonfliktowa i na początku traktowała mnie z szacunkiem. Jednak pół roku później po raz pierwszy nie wróciła do domu, a potem zdarzało się to regularnie.

Marta powiedziała, że nie jesteśmy jej mamą i tatą, ale będziemy ją uczyć moralności, a ona pójdzie do akademika. Kilka dni później zadzwoniła do mnie siostra męża i zaczęła krzyczeć do słuchawki, żebym nie dotykała jej córki, żebym pozwoliła jej wychodzić, jak jej się podoba.

Nic więcej Marcie nie powiedziałam, a po drugim semestrze została wyrzucona z instytutu i wróciła do matki. Rok później siostra mojego męża i Marta znów nas odwiedziły.

Poprosiły nas o zabranie dziecka i wychowanie go, ponieważ nie miały pieniędzy, a ona przekazała dziecko mojemu mężowi, dodając, że zaniedbaliśmy jej córkę. Tylko my jesteśmy winni!

A co z „niech sobie chodzi”? Jednak nie było się z kim kłócić, wyszli. Ostrożnie rozpakowaliśmy zawiniątko, a tam akt urodzenia i chłopczyk.

Mój mąż powiedział, że to ich przeznaczenie i szybko pobiegliśmy do sklepu dziecięcego. Biegłam ulicą i płakałam. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że będę miała syna. Kupiłam od razu pół sklepu. Moi koledzy z pracy, kiedy wychodziłam, poradzili mi, żebym zrobiła wszystko zgodnie z prawem.

Bo teraz będę wychowywać dziecko, a potem mi je zabiorą. Były problemy z papierkową robotą. Siostrze męża trzeba było dobrze zapłacić, żeby Marta zgodziła się oddać dziecko. Potem sąd orzekł na naszą korzyść i adoptowaliśmy dziecko.

Teraz chciałabym napisać, że wszystko u nas w porządku, ale tak nie jest. Sześć miesięcy później siostra mojego męża zaczęła do nas dzwonić i krzyczeć do telefonu, że jeśli nie damy jej pieniędzy, powie mojemu synowi, że został adoptowany.

Zapłaciliśmy jej kilka razy, ale tylko po to, żeby przestała nas nachodzić. Marta w ogóle nie interesowała się dzieckiem, nigdy nie próbowała się z nim zobaczyć.

Teraz napiszę: mamy się świetnie! Nasza rodzina jest teraz szczęśliwa!