Po drodze słyszałam, jak się modli. Na oddziale panowała cisza. Wszyscy zastygli w oczekiwaniu. Nikt nie chciał uwierzyć, że to już koniec i nie ma szans.

Andrzej poznał Martę na studiach. Zaraz po studiach pobrali się. Przeprowadzili się do własnego mieszkania. Żona zajmowała się domem, a mąż dostał pracę. Wszystko układało się dobrze.

Para nie spieszyła się z dziećmi, ponieważ chcieli stanąć na nogi i żyć dla własnej przyjemności. Później urodził im się syn. Wszyscy członkowie rodziny cieszyli się z pojawienia się Krzysztofa.

Wydawało się, że ich rodzina jest modelowa. Nigdy nie było żadnych sporów między mężem i żoną, zawsze udawało im się znaleźć wspólne rozwiązanie i zrozumieć się nawzajem w każdej sytuacji. Rodzice wspólnie uczestniczyli w wychowaniu dziecka. Zaszczepili w nim wszystkie najlepsze cechy.

Diagnoza lekarska była dla rodziny prawdziwym wyrokiem. Nie mogli uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Okazało się, że Krzysztof jest poważnie chory. Marta nie mogła znaleźć dla siebie miejsca. Jej idealny świat się zawalił. Zaczęła dużo płakać i zadawać sobie pytanie, dlaczego wszystko się wydarzyło.

Popularne wiadomości teraz

"Gdy tylko pensja mojego męża wzrosła, wszystkie obowiązki w domu spadły na moje barki: teraz zachowuje się jak dyrektor"

"Przestałam dawać pieniądze mojej matce i siostrze i natychmiast przestałam być mile widzianym gościem w ich domu"

"Mój mąż naśmiewał się ze mnie, myśląc, że bycie gospodynią domową jest łatwe: dobrze, że później zmienił zdanie"

"Każdego dnia widziałem moją żonę siedzącą na kanapie z włączonym telefonem: jestem tym zmęczony, muszę coś zmienić"

Jednak rodzina wspierała parę i zdecydowali, że nie ma potrzeby rozpaczać. Matka i ojciec zrobili wszystko, co w ich mocy, aby wyleczyć syna. Nie szczędzili wydatków i zwracali się do różnych specjalistów. Ale wszystko poszło na marne. Lekarze zalecili przygotowanie się na najgorsze.

Marta straciła apetyt i cierpiała na bezsenność. Wyglądała jak duch. Andrzej również się poddał. Nie mógł znaleźć siły, by uspokoić żonę.

Nagle jego matka przypomniała sobie, że w sąsiedniej wiosce mieszka mnich. Mówiono, że jego modlitwy czynią cuda. Zdecydowała, że musi go odwiedzić i poprosić o pomoc.

Marta i Andrzej nie tracąc czasu, wyruszyli w drogę. Mężczyzna wysłuchał ich i zgodził się pojechać z nimi do szpitala, aby zobaczyć Krzysztofa. Żal mu było chłopca i jego rodziców, bo widać było, jakimi są życzliwymi i szczerymi ludźmi.

Wszyscy krewni zebrali się na oddziale. Byli gotowi pożegnać się z biednym Nazarem, który leżał tam z bladą twarzą i szklistymi oczami. Kiedy wszedł mnich, powiedział od drzwi, że muszą razem uklęknąć i odmówić modlitwę.

Wszyscy pokornie uklękli. Czułam napięcie w pokoju, a on powiedział, że zrobił wszystko, co w jego mocy. Mam nadzieję, że udało nam się dotrzeć do Pana. Mężczyzna wyszedł, a rodzice zostali z synem.

To niewiarygodne, ale Krzysztof wraca do zdrowia. Lekarze zastanawiali się, jak to możliwe. Marta i Andrzej promienieli szczęściem. Rehabilitacja trwała rok, ale w końcu Krzysztof w pełni wyzdrowiał. Rodzice nigdy nie przestali dziękować Bogu za to, że zwrócił im syna.

W dniu swoich 18. urodzin chłopiec postanowił nie organizować przyjęcia, ale odwiedzić mnicha, który go uratował. Mężczyzna mieszkał samotnie w małym domku na obrzeżach wioski. Wyszedł Krzysztofowi na spotkanie, bo od razu rozpoznał, kim jest. Mężczyzna przytulił mnicha i ze łzami w oczach powiedział, że jest wdzięczny za szansę na życie.