Było to dla mnie bardzo nagłe, ponieważ wcześniej mój mąż nigdy nie wykazywał żadnych oznak chęci rozwodu.

Co więcej, zażądał również, abym przepisała na niego połowę mojego osobistego mieszkania przedmałżeńskiego, ponieważ wspierał mnie podczas urlopu macierzyńskiego i nie rozwiódł się ze mną, mimo że od dwóch lat ma "ukochaną kobietę".

Wszystkie te wydarzenia są jak kubeł zimnej wody na moją głowę. Jeszcze do niedawna spokojnie planowaliśmy z mężem gdzie pojedziemy na wakacje, myśleliśmy o samochodzie, a potem wszystko się posypało.

Być może gdybym miała w zwyczaju szperać w kieszeniach męża i grzebać w jego telefonie, jego pozew rozwodowy nie byłby dla mnie objawieniem.

Ale nie podejrzewałam go o nic, ufałam mu, nie widziałam fałszu. Prawdopodobnie to mnie zawiodło. A może po prostu mój mąż jest wspaniałym aktorem, który wkrótce otrzyma Oscara.

Popularne wiadomości teraz

„Synowe się postarały. No cóż, postanowiłam odpłacić im tym samym. Na Dzień Matki podarowałam im obu użyteczny prezent – miskę”

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

„Jesteś tu nikim. Boję się, wpuszczać cię na próg, nie wiem, co robiłaś przez te 15 lat we Włoszech": trudno uwierzyć, że tak mówi moja matka"

„Straciłem rodzinę przez przeklęty test DNA. Co musiałem myśleć, kiedy mój syn w ogóle nie podobny do mnie”

Kiedy zapytałam go, dlaczego tak długo mnie okłamywał, skoro od dwóch lat jest z inną kobietą, z pewnym patosem zaczął mówić o odpowiedzialności i szlachetności: nie mógł zostawić żony na urlopie macierzyńskim.

Czy wciskanie kitu kobiecie na urlopie macierzyńskim, okłamywanie jej i robienie z niej idiotki też jest szlachetne? Szczerze mówiąc, oburzają mnie takie podwójne standardy.

A jeszcze bardziej nie rozumiem żądań mojego męża, abym przepisała na niego połowę mieszkania, albo jeszcze lepiej, dała mu pieniądze w gotówce. To jest moje przedmałżeńskie mieszkanie!

- Co z tego, że przez pięć lat małżeństwa nic nie zarobiłam?" - oburza się mąż.

A ostatnio dołączyła do niego matka, która na początku całej sytuacji siedziała cicho, jak mysz pod miotłą, a teraz postanowiła podnieść głos w obronie syna.

- Postąpił słusznie, poczekał aż wyjdziesz z urlopu macierzyńskiego! Możesz mu coś za to dać!" powiedziała mi, odnosząc się do części mieszkania.

"Ale bał się alimentów! Dowiedział się, że mogę złożyć wniosek zarówno na dziecko, jak i na siebie. I musiałby zapłacić niezłą sumkę, ponieważ pracuje w instytucji państwowej.

Czekał więc, aż sama zacznę pracować, żeby nie musieć mi dodatkowo płacić. To jakoś nadal pasuje do mojego rozumienia. Ale dlaczego uważał, że powinnam dać mu połowę mieszkania za jakiś wyczyn?

Za co? Za to, że nie porzuciłam jego dziecka, dopóki nie skończył mi się urlop macierzyński? Wątpliwy wyczyn, muszę przyznać. Nie ma się czym szczycić, to tylko jego obowiązek.

Mój mąż powiedział, że będzie szukał swojej drogi w sądzie, a ja życzyłam mu powodzenia. Jestem bardzo ciekawa, jak będzie bronił swojego absurdalnego żądania w sądzie.

Ostatnio zadzwonił i powiedział, że kapitał macierzyński też powinien być podzielony na dwoje, bo dziecko jest wspólne, co oznacza, że mąż ma jakieś prawa do tych pieniędzy.

Jak mam się do tego ustosunkować? Nie wiem. Powiedziała, że może też wpisać to głupie żądanie na listę życzeń do sądu i niech inni ludzie tłumaczą jego niesłuszność.

To dla mnie takie dziwne, że żyłam z tym człowiekiem tyle lat, a dopiero teraz zauważyłam jego chciwość, chęć wiosłowania dla siebie i jakieś moralne nieróbstwo.

Albo przez cały ten czas szukałam gdzie indziej, albo mężczyzna doskonale się ukrywał i nie wykazywał tych cech, ale odkrycie jest bardzo nieprzyjemne.

Myśl o zbliżającym się rozwodzie ciąży na mnie i jest mało prawdopodobne, że będzie to łatwe i szybkie. Ale teraz nie ma bólu z powodu rozpadu mojej rodziny, po prostu chcę jak najszybciej zamknąć wszystkie interesy z tą osobą i zapomnieć o niej jak o złym śnie.