Wynajmowaliśmy mieszkanie, a ja dawałam mu dużą część mojej pensji na opłacenie czynszu i zatrzymywałam kilka tysięcy na własne potrzeby.
On zawsze brał te pieniądze i płacił czynsz.

Później zdecydowaliśmy się wziąć pożyczkę, a ja przekazywałam mu tę samą kwotę. W ten sposób zaoszczędziliśmy na zaliczkę, a nasi rodzice pomogli w remoncie.

Potem mój mąż postanowił podzielić budżet: on spłaca kredyt hipoteczny i czynsz, a ja płacę za zakupy spożywcze i oszczędzam na wakacje.

Na początku było to dla mnie szalone, ponieważ moja rodzina była inna.
Ale zgodziłam się na to. Żyjemy tak już od 5 lat. Oczywiście to dobrze, że mam własne pieniądze i mogę sama nimi zarządzać, płacę za jedzenie i już trzy razy zaoszczędziłam na wakacje.

Ale nie podoba mi się to, że jeśli nagle mój mąż musi zapłacić za jedzenie (na przykład nie mam gotówki), to żąda ode mnie zwrotu pieniędzy.

Popularne wiadomości teraz

"Kiedyś skończyły mi się pieniądze i byłam w innym mieście. Nie miałam ani grosza w portfelu, więc zadzwoniłam do męża, ale on mnie zaskoczył"

"Mieliśmy wesele. Daliśmy tej parze mieszkanie, które oszczędzaliśmy dla naszej córki. Urządziliśmy je": co jeszcze możemy zrobić

"Tak bardzo mi pomagasz, jak mogę ci się odwdzięczyć: zostań matką mojej córki. To wystarczy"

"Stoję przed mieszkaniem twojego kochanka, kiedy przyjedziesz, otwórz drzwi". Marta nie spodziewała się takiej reakcji męża

To naprawdę mnie obraża. W głębi duszy chcę, żeby to mój mąż był szefem, chcę, żeby to on za wszystko odpowiadał, chcę stać za nim murem, ale tak naprawdę czasami czuję się, jakbym mieszkała z sąsiadem, od którego pożyczyłam pieniądze. I przestaję czuć więź między nami jako kobietą i mężczyzną. Jesteśmy bardziej jak partnerzy.

Oto przykład: niedawno zamówiłam pizzę i zapomniałam zaznaczyć, że płacę kartą, poprosiłam męża o zapłatę gotówką i powiedziałam, że ją zwrócę, i szczerze mówiąc, zapomniałam przelać mu pieniądze.

Następnego dnia przypomniał mi, że jestem mu winna 30 zł za pizzę, a ja poczułam się trochę zażenowana, bardzo urażona. Zdaję sobie sprawę, że to była moja wina, że zapomniałam mu oddać, ale mimo wszystko, czy nie wstyd mu tak mówić?

Nigdy mnie nie rozpieszcza, nigdy nie kupuje mi czegoś za darmo, na przykład jakichś smakołyków. Ciężko mi opisać wszystko, co mam teraz w głowie, ale z jakiegoś powodu jest to trudne. To sprawia, że tracę wszelką chęć do dalszego życia z nim.

Boję się myśleć, co się stanie, jeśli pójdę na urlop macierzyński. Czy ktoś ma doświadczenie z takimi związkami? Czy warto dalej być z tym mężczyzną? A może lepszym rozwiązaniem jest rozwód?