Od dawna jestem wdową, mój mąż zmarł, gdy byłam jeszcze młoda. Mam własny ogród warzywny w wiosce, mam gęsi, kury, króliki, świnię - z tego żyję, część zatrzymuję, część sprzedaję na targu. Mam też jedną córkę, która niestety rzadko się ze mną kontaktuje.

Wychowywałam ją sama od dziewiątego roku życia. Bardzo ją kochałam i dorastała szczęśliwie dla mnie - była posłuszna, kochająca i nigdy nie miałam z nią żadnych problemów. Później wyszła za mąż i po ślubie pozostała taka sama.

Nie była jednak w stanie utrzymać rodzinnej idylli. Rozwód z mężem znacznie pogorszył jej stan. Zaczęła odwiedzać psychologa, by nieco dojść do siebie, a później ponownie wyszła za mąż. Niedawno skończyła 25 lat, a jej nowy mąż ma 42 lata. Byłam zszokowana, kiedy się o tym dowiedziałam i wcale go nie lubię, ponieważ bardzo stara się ze mną nie rozmawiać.

Nie ma też praktycznie żadnych przyjaciół, poświęcając mu cały swój czas. Córkę widuję na neutralnym terenie, nieczęsto, ale zawsze w obecności jej męża.

Tuż przed Nowym Rokiem przyszli mnie odwiedzić - przyszli tylko na pół godziny, a potem natychmiast poszli świętować z przyjaciółmi. Byłam wtedy chora i widzieli, że źle się czuję, ale nie zaoferowali żadnej pomocy.

Popularne wiadomości teraz

"Nie współczujesz swojemu mężowi, ale on nie miał wolności w małżeństwie z tobą przez 25 lat": kobieta pomyślała o tym, co usłyszała i rozpłakała się

"Mieliśmy wesele. Daliśmy tej parze mieszkanie, które oszczędzaliśmy dla naszej córki. Urządziliśmy je": co jeszcze możemy zrobić

"Pobraliśmy się, gdy byłam już w siódmym miesiącu ciąży. Świętowaliśmy skromnie, tylko z najbliższymi. Po ślubie nie mieliśmy dokąd pójść"

"Tak bardzo mi pomagasz, jak mogę ci się odwdzięczyć: zostań matką mojej córki. To wystarczy"

Zadzwoniłam do niej później, urażony, a ona powiedziała mi rzeczy, które wciąż przyprawiają mnie o dreszcze - że nic złego mi się nie stanie, że udawałem, by zwrócić na siebie uwagę. Byłam zszokowana tymi słowami.

W lutym były urodziny mojej córki, na które oczywiście nikt mnie nie zaprosił. Po prostu spakowałam torby z domowym jedzeniem, wzięłam prezent i pojechałam na nie. Zadzwoniłam do niej, gdy byłam już pod jej drzwiami, a ona szybko poczęstowała mnie herbatą w domu i odesłała, mówiąc, że jej mąż zaraz wróci z pracy.

Nie wiem co dalej, bo widzę, że przez tego człowieka tracę najbliższą mi osobę. Stawia jej surowe granice we wszystkim, a ona nawet tego nie zauważa i słucha go we wszystkim.

Nie zasługuję na takie traktowanie ze strony własnej córki, mężczyzna nie powinien zabraniać mi dzwonić do matki chociaż na pięć minut dziennie. Czy ona tego nie rozumie?