W większości przypadków ludzie są przyzwyczajeni do współczucia kobiecie w rozwodzie. Z jakiegoś powodu po zakończeniu małżeństwa najczęściej kojarzymy mężczyznę z kawalerem, kłamcą lub czymś gorszym. Prawdopodobnie obrażał żonę, nie zajmował się dziećmi i robił co chciał. Ale w życiu, jak wiemy, nie wszystko jest takie jednoznaczne.

Jestem kobietą i wiele osób w moim otoczeniu uważa, że powinnam być zależna od męża, być mu posłuszna i we wszystkim mu pobłażać. Z drugiej strony muszę też siedzieć mu na karku. Zabierać mu pensję, marudzić i zawsze żądać więcej. I tylko wtedy mój mąż będzie wspinał się po szczeblach kariery.

Jeśli mówimy o mnie, na początku mojego małżeństwa byłam bardzo pozytywnie nastawiona i pewna, że moja rodzina będzie zbudowana na zaufaniu, postępie i wielkiej miłości. Moi rodzice pomogli mi finansowo, a także zapewnili mi wspaniałą edukację i wychowanie.

Tadeusz i ja rozpoczęliśmy nasze życie rodzinne nie jak większość ludzi, w wynajętym mieszkaniu. Ale w moim dwupokojowym mieszkaniu. Było wyremontowane i w dobrej dzielnicy. Mieliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy, aby zacząć. Czułem się szczęściarzem.

Oboje mamy dobrą pracę. Szkoda tylko, że nasze harmonogramy trochę się rozjechały. Kiedy ja miałam wolne, on pracował. I odwrotnie, kiedy ja pracowałam, on miał przerwę. To nic wielkiego, pomyślałem. Dzięki temu będziemy lepszymi przyjaciółmi.

Popularne wiadomości teraz

"Nie współczujesz swojemu mężowi, ale on nie miał wolności w małżeństwie z tobą przez 25 lat": kobieta pomyślała o tym, co usłyszała i rozpłakała się

"Kiedyś skończyły mi się pieniądze i byłam w innym mieście. Nie miałam ani grosza w portfelu, więc zadzwoniłam do męża, ale on mnie zaskoczył"

"Tak bardzo mi pomagasz, jak mogę ci się odwdzięczyć: zostań matką mojej córki. To wystarczy"

"Płacić czesne, kupować rzeczy, mieć ślub, ale gdzie jest wdzięczność". Anna po raz pierwszy w życiu pomyślała o sobie i stała się samolubną matką

Każdy wie, że kiedy małżonkowie widzą się cały dzień w pracy, mają problemy w domu. Ale teraz, 5 lat po ślubie i 2 miesiące po rozwodzie, stałam się zupełnie inną osobą - twardszą, poważniejszą i bardziej sarkastyczną.

Myślę, że jakiś procent można przypisać wiekowi. Coś oczywiście przyszło wraz z awansem w pracy. Nie możesz być czuły dla swoich podwładnych przez 100% czasu, bo szybko usiądą ci na karku. To nie ich wina, ani moja, po prostu taki jest człowiek. Zawsze chce mieć więcej wolności.

Mój były mąż również w pewnym momencie zdecydował, że ja sama nie wystarczę tak kochającemu mężczyźnie. Postanowił więc poderwać również swoją koleżankę z biura. Na początku sam miał nadzieję, że to będzie zwykły romans, ale potem sprawa przybrała poważny obrót.

Tadeusz balansował więc na krawędzi między mną a swoją kochanką. Kiedy mi to powiedział, przypomniałam sobie, że w trzecim roku naszego wspólnego życia naprawdę zauważyłam, jak zaczął gwałtownie tracić na wadze i stał się nerwowy i niespokojny.

Ale byłam dobrą żoną. I miałam pewne możliwości, ponieważ ciężko i sumiennie pracowałam. Postanowiłam więc zrobić prezent mojemu ukochanemu. Wyjechać na wakacje, nad morze. Wszystko na mój koszt: zakwaterowanie, jedzenie, trochę rozrywki.

Od niego wymagałam tylko bliskości i dobrego nastroju. Pomyślałam, że wspólne wakacje rozwiążą wiele naszych problemów. W końcu jesteśmy jeszcze młodzi i pełni energii. W przyszłości czeka nas wiele ciekawych rzeczy!

Nawet niczego nie podejrzewałam, gdy zauważyłam, że mój mąż odbiera wiele połączeń na swoim telefonie. Myślałam, że jest to związane z pracą. Taki wspaniały pracownik jak mój mąż powinien być ceniony i pielęgnowany przez swoich szefów! Jestem pewna, że to dzięki niemu wszystko się kręci. Ale tak nie jest. Po prostu moja "konkurencja" się spóźniła.

Kiedy odchodziłam od Tadeusza, powiedział mi wiele rzeczy. W zasadzie to się zezłościłam. Dla wszystkich naraz była to duża zmiana. Teraz jestem bardziej krytyczny wobec pracowników i podwładnych. Nie rozpieszczam ludzi, których dobrze nie znam i nie zgadzam się już z każdą wypowiedzią moich rodziców.

Czasami łapię się na myśli, że w tej czy innej sytuacji mógłbym być łagodniejszy. Ale to jest już zakorzenione w mojej podkorze i tylko dobry psycholog może mnie zmienić.

Może to tylko kontynuacja tego, co powiedziałam powyżej, ale mój rozwód z Tadeuszem też nie był łatwy. Nie dałam mu nic za darmo. Znalazłam najbardziej bezdusznego i pozbawionego skrupułów, choć drogiego, prawnika.

Czepiał się każdego drobiazgu, każdego milimetra naszego życia. Tadeusz zostawił mi nawet kilka wiadomości na telefonie, prosząc, żebym była delikatna, bo ma dziecko i potrzebuje pieniędzy... Wcześniej nazwałabym siebie złą osobą. Teraz myślę inaczej.

Myślę, że dziecku Tadeusza przydałaby się miłość ojca. Jego ojciec nie ma nic innego do zaoferowania. Mieszkaliśmy u mnie, kupiliśmy samochód w okazyjnej cenie, a teraz odkupiłem go za jedną trzecią ceny wyjściowej.

Tadeusz nadal ma pracę, ale kiedy ma się dziecko, a żona nigdy nie pracowała, pensja powinna być znacznie wyższa niż ta, którą teraz otrzymuje mój były mąż. Przynajmniej, jeśli wierzyć jego słowom z przeszłości. Cóż, niech idzie na drugie.

Pożegnałam się z wieloma moimi dawnymi dobrymi znajomymi. A z niektórymi korespondencyjnie przez internet. Dlaczego? Wciąż próbowali wzbudzić we mnie poczucie winy.

Że byłam taka okrutna dla byłego męża. Że pozbawiam jego dziecko pieniędzy. Więc muszą go wspierać. Nie potrzebuję takich pasażerów. Niech zostaną w przeszłości. Z moim następnym mężem prawdopodobnie podpiszę intercyzę.

Omówimy to wszystko na lądzie, przed ślubem. Jeśli chcesz, to w porządku, jeśli nie, to też w porządku. Nie chcę marnować życia na innego mężczyznę. Nadszedł czas, abym żyła dla siebie.