A jeszcze bardziej martwiłam się o to, co powiedzą o tym moje dzieci i przyjaciele...

Potem włączyłam telewizor i obejrzałam wiadomości, choć byłam pogrążona w myślach. Patrzyłam na moją córkę Karinę, która przeglądała czasopisma i zastanawiała się, w co się jutro ubierze do szkoły. Właśnie skończyła 14 lat i miała przed sobą ciekawe przygody i całe życie.

Potem w naszej rodzinie zrobiło się trochę lepiej. Od rana do wieczora pracowaliśmy z mężem, budowaliśmy dom na wsi i wychowywaliśmy dzieci. Czasami mieliśmy trudności finansowe, ale razem je pokonywaliśmy. I wtedy zobaczyłam fatalną drugą linię na teście.

Natychmiast ogarnął mnie strach i niepokój. Co powiedzą na to moi przyjaciele i rodzice, jak mam wychować to dziecko, skoro muszę pracować? Obwiniałam siebie i męża za to, że byli tak lekkomyślni.

Adam, wieczny optymista, próbował mnie zapewnić, że wszystko się ułoży. I wiem, że jakoś się ułoży. Ale musiałabym wszystko zmienić, lubię swoje życie takim, jakie jest teraz.

Popularne wiadomości teraz

„Jestem zmęczona byciem służącą dla moich wnuków i męża: śpię kilka godzin w nocy, kiedy to się skończy”

„Od dawna podejrzewałam, że mój mąż ma kochankę, ale nawet nie sądziłam, że to coś poważnego”

„Był bogatym chłopakiem, więc podałam adres domu przecznicę przed moim, nie chciałam pokazać, że jestem prawie żebraczką”

„Co ty sobie myślałeś, spójrz na nią i na siebie, ona nie może się z tobą równać: jest już za późno, mamo, ona już jest w ciąży”

Wtedy zadzwoniłam do mojej najlepszej przyjaciółki i postanowiłam się z nią skonsultować. Była moim najlepszym doradcą w takich sprawach (pracuje jako położna i zna wielu specjalistów)... Spotkałam się z przyjaciółką w kawiarni. Nie mogłam wykrztusić słowa, a potem przez łzy powiedziałam jej, że jestem w ciąży i poprosiłam, żeby mnie przed tym uchroniła.

Zapytała mnie, czy tylko po to do niej dzwoniłam i powiedziała, że to takie błogosławieństwo, że to żaden problem - jest tyle rodzin z więcej niż trójką dzieci, które sobie radzą.

Odpowiedziałam, że mój mąż i ja nie jesteśmy już młodzi, a moje dzieci są starsze. Zdziwiona zapytała, co to ma wspólnego z ciążą. Powiedziała, że jestem w dobrym zdrowiu, wyglądam młodo, a dzieci pomogą. Poza tym Adam tak bardzo kocha dzieci, że na pewno będzie zachwycony tą wiadomością.

Tak, jest szczęśliwy, ale czy nie myśli, że nie będę mogła pracować i będziemy musieli więcej oszczędzać, a co jeśli dziecko urodzi się chore? No i jeszcze dom, jest tak zaprojektowany, że każdy będzie miał swój pokój.

Moja przyjaciółka poradziła mi, żebym zrobiła to, co najlepsze dla mnie i mojej rodziny...
Marta bez słowa wyjęła notes, zapisała numer do lekarza i podała mi go. Włożyłam go do portfela. Pomyślałam: może zadzwonię jutro.

Wróciłam do domu zdezorientowany. Tego wieczoru wszystko było jak zamazane. Ugotowałam obiad, nakarmiłam rodzinę, a potem Adam powiedział dzieciom, że chcemy im coś powiedzieć. Powiedział, że spodziewam się dziecka i dlatego byłam ostatnio trochę nerwowa. Powiedział, że boję się, jak to przyjmą.

Dzieci powiedziały mi, że są dorosłe i że pomogą mi z dziećmi.
Dzieci zaczęły krzyczeć na całe mieszkanie, zastanawiając się, czy urodzi się brat lub siostra, a ja po prostu wybuchłam płaczem. Mój mąż podszedł do mnie, przytulił mnie i szepnął mi do ucha, że mnie kocha. Tego wieczoru wyrzuciłam kartkę, którą dała mi przyjaciółka.

Moja Małgosia urodziła się w same święta w styczniu. Jej małe dłonie od razu podbiły moje serce. Patrzyłam na nią, całowałam, płakałam i zdałam sobie sprawę, jak bardzo ją kocham. Wtedy zrozumiałam, że podjęłam słuszną decyzję. Minęło 10 lat, a Małgosia stała się prawdziwym ulubieńcem w rodzinie. Oczywiście było ciężko, ale dziecko dodało mi sił i znów poczułam się młoda. Wszyscy mówili, że naprawdę wyglądam młodziej.

Nagle głos Małgosi wyrwał mnie z zamyślenia, pytając, o czym myślę. Odpowiedziałam, że gdyby tylko wiedziała...