Biorąc pod uwagę ten długi okres, wydawało mi się, że jest wystarczająco dużo czasu, aby się do tego "przyzwyczaić". Jednak teraz nasza para przechodzi prawdziwy kryzys. A wszystko dlatego, że nie omówiliśmy wcześniej wzajemnych obowiązków rodzinnych.

Jako dobrze wychowana dziewczyna nie zgodziłam się na konkubinat, gdy byłam młoda. Dopiero kiedy zaczęłam mieszkać z mężem, zrozumiałam, że małżeństwo to druga praca.

Przez pierwsze 2 lata byliśmy przepełnieni uczuciami. Przymykałam oczy i z humorem przyjmowałam jego dziwne nawyki, a on nigdy nie narzekał na mój styl prowadzenia domu. Ale z czasem gospodarstwo domowe zaczęło negatywnie wpływać na nasz związek. Powiem ci jak.

Mój mąż ma silną osobowość. Jest władczy i skrupulatny, uwielbia czystość i porządek. Jednocześnie uważa, że prace domowe są obowiązkiem kobiety. Dlatego nie da się go namówić np. do pomocy przy sprzątaniu. Męska praca, nieważne jak trudna, jest niezwykle rzadka. Wychodzi więc na to, że ja muszę pracować na okrągło, a on wtedy, kiedy potrzebuje.

Na początku postrzegałam jego pozycję jako akceptowalną dziwność. Postanowiłem więc, że nie będę się przemęczał i robił wszystkiego na pół gwizdka. W końcu o wiele łatwiej jest uruchomić odkurzacz automatyczny i chodzić po kuchni ze szmatą, niż codziennie robić generalne porządki. Wprowadziłam też do naszej diety półprodukty: bardzo ułatwiły mi życie. Ale pojawił się problem! Mój mąż zauważył moje sztuczki i wezwał mnie na poważną rozmowę.

Popularne wiadomości teraz

"Zarządzałem w naszej rodzinie. Myślałem, że trzymam wszystko pod kontrolą. Teraz moje ręce są związane"

Mąż wspomniał o trzecim dziecku: "Muszę zostać ojcem syna". A co, jeśli znowu urodzę córkę: "Wracamy do domu i staramy się lepiej, czy jak"

„Straciłem rodzinę przez przeklęty test DNA. Co musiałem myśleć, kiedy mój syn w ogóle nie podobny do mnie”

"Mąż zapragnął łatwych pieniędzy i proponuje mi, żebym została matką za pieniądze. Za bardzo duże pieniądze"

Od progu mąż powiedział mi, że jestem leniwą osobą. Powiedział, że rozmawiał z moją mamą i doszli do wspólnego wniosku: nie radzę sobie z domem i muszę się bardziej starać. Oczywiście jego słowa mnie zabolały. A fakt, że moja teściowa była zaangażowana w kształtowanie tej opinii, zbił mnie z tropu.

To było takie niesprawiedliwe! To, że jestem panią domu nie oznacza, że muszę wszystko dźwigać na swoich barkach. Ja zresztą też chodzę do pracy, dokładam się do rodzinnego budżetu i męczę się tak samo jak mój mąż. Dlaczego więc nie miałabym, tak jak on, mieć prawa do odpoczynku po pracy?

Mój mąż narzekał też, że rzadko gotuję coś treściwego i z dużą ilością resztek. Mówi, że chce wrócić do domu i zjeść barszcz z pączkami, pierogi z ziemniakami, gołąbki... Dzieje się tak pomimo tego, że dosłownie trzeba prosić męża o naprawę kranu czy wkręcenie żarówki.

Podczas kolejnej kłótni o gospodarstwo domowe postawiłam sprawę jasno: albo rzucam pracę i zajmuję się tylko domem, albo zatrudniamy pomoc domową. Nie zrozum mnie źle, nie jestem kobietą, która manipuluje mężczyznami. Ale sytuacja była naprawdę gorąca i chciałam dowiedzieć się, jakie jest prawdziwe stanowisko mojego męża. Jakże zaskoczyła mnie jego reakcja!

Szybko zareagował na moje ultimatum. Zabronił mi wychodzić z pracy. A usługi pomocy domowej to niepotrzebne wydatki, które nie wpłyną na podział obowiązków rodzinnych. I w ogóle, kobiety zwykły chodzić do pracy, wychowywać dzieci, utrzymywać dom w czystości i zadowalać swoich mężów pod każdym względem... Więc dlaczego ja nie mogę?

Jego skargi sprawiły, że się poddałam. W pracy jestem bardzo zmęczona, ale wcale nie chcę wracać do domu. Wiem, że czeka mnie tam drugi etap ciężkiej pracy: pranie, sprzątanie, gotowanie. I nie ma śladu po dawnym romantyzmie.

Ale nie mam też odwagi wyrazić swoich racji mężowi. Przecież tak bardzo go kocham! Boję się, że przez moje zasady zrujnuję związek, a on mnie zostawi.