Przymykałam oko na wiele rzeczy, bo myślałam, że tak żyją wszyscy. W końcu nie miałam żadnego doświadczenia, żadnej wiedzy. Ale miałam wielkie uczucia, które przyćmiły mój umysł.

Potem, zgodnie z oczekiwaniami, urodziłam jego dziecko. Pięć lat później urodziłam drugie. W tym czasie przemyślałam wiele rzeczy, ale co najważniejsze, byłam strasznie zmęczona tym małżeństwem i rodziną.

Dopiero w ostatnim roku zaczęłam pokazywać charakter i zęby. Dzieci trochę podrosły, zrobiło się łatwiej, a ja mam więcej wolnego czasu. Nie chciałam marnować cennego czasu. Zapisałam się na kursy (mąż był przeciwny i przeklinał), odwiedziłam psychologa i zaczęłam pracować.

Mój mąż wściekł się, gdy usłyszał o moich kursach. Poznałam go dobrze przez lata małżeństwa i zdałam sobie sprawę, że bał się, że będę zarabiać pieniądze i uniezależnię się od niego finansowo.

Byłabym wolna, a może nawet zarabiałabym więcej! Potem jego męskie ego nie mogło już tego znieść - pękło. Powiedział:

Popularne wiadomości teraz

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

„Jesteś tu nikim. Boję się, wpuszczać cię na próg, nie wiem, co robiłaś przez te 15 lat we Włoszech": trudno uwierzyć, że tak mówi moja matka"

„Straciłem rodzinę przez przeklęty test DNA. Co musiałem myśleć, kiedy mój syn w ogóle nie podobny do mnie”

"Mąż zapragnął łatwych pieniędzy i proponuje mi, żebym została matką za pieniądze. Za bardzo duże pieniądze"

- "Jakie kursy? Zapewniam je dla ciebie. Chcesz sam być mężczyzną w tej rodzinie? Śmiało i zrób to!

- "Tak, z łatwością", uśmiechnęłam się, a twarz mojego męża zmieniła się.

On również nie pochwalał psychologa.

- "Teraz będą mieszać ci w głowie, która i tak nie jest zbyt dobra" - zadrwił Denis, patrząc na to, jak byłam ubrana.

"Ale ubrałam się dobrze, nałożyłam makijaż, spryskałam się perfumami. Nie szłam na targ. Jemu też się to nie podobało.

- Dokąd się wybierasz? Na co masz nadzieję? Zapomniałaś, że masz ponad 30 lat? Że rodziłaś dwa razy?

Te niekończące się drobne sprzeczki i podłe upokorzenia zaczynały mi doskwierać. Szczerze mówiąc, nie mogłam się z nim nawet kłócić. W końcu miałam już 32 lata, moja figura nie była taka sama po dzieciach, a mój mózg wyraźnie się skurczył podczas urlopu macierzyńskiego, ponieważ jeszcze nie uciekłam od tego mężczyzny.

Ale najgorsze, co sobie niedawno uświadomiłam, jest to, że dzieci też zachowywały się obrzydliwie. Patrzyły na ojca i powtarzały za nim. Mój mały synek nadal mnie przepraszał i kochał, ale nie mówił zbyt dobrze.

Ale moja córka była wściekła. Nigdy nie sądziłam, że można tak nienawidzić własnego sześciolatka. Ta irytacja, a nawet nienawiść do córki stała się dla mnie katalizatorem.

Niedawno mój mąż znów zaczął na mnie krzyczeć, a ja mu odpowiedziałam, a on się wściekł i zaczął mi grozić:

- "Dostaniesz! Rozwiodę się z tobą i zabiorę ci dzieci!".

I wtedy coś kliknęło w mojej głowie. Z moich barków spadł ogromny, ciężki ciężar, który z jakiegoś powodu nosiłam przez ponad 10 lat. To było takie proste! Mogłam się z nim rozwieść i zostawić mu dzieci. I być niedzielną mamą.

Od tego dnia poważnie myślałam o takim rozwiązaniu. To było tak, jakby mój mąż widział moje myśli i czytał je - stał się taki pokorny i cichy! W domu na chwilę zapanował spokój.

Długo zbierałam się na odwagę i w końcu podzieliłam się swoim pomysłem z psychologiem. Potrzebowałam wsparcia.

Wiedziałam, że wszyscy wokół będą mnie za to oceniać. Wyrozumiały specjalista pomógł mi i po raz pierwszy od lat poczułam się szczęśliwa. To było tak, jakby otworzyły się za mną skrzydła.

A potem wróciłam do domu. Mój mąż patrzył na mnie dziwnie. Nie zawracałam mu głowy i zapytałam wprost:

- "Pamiętasz, jak krzyczałaś, że chcesz rozwodu i chcesz zabrać dzieci dla siebie?

- "Tak" - odpowiedział ze strachem mój niekochany mąż.

- "Tylko o tym marzę" - uśmiechnęłam się.

Cała jego duma wyparowała. Przez kilka następnych dni zachowywał się idealnie. Wydał nawet pieniądze na kwiaty.

Jednak przez krótki czas bał się. Prawdopodobnie nie wierzył, że poważnie myślę o ucieczce od nich wszystkich. Tydzień później znów zaczął zachowywać się okropnie, znów mnie obrażał, a ja złożyłam pozew o rozwód.

Jeśli chodzi o dzieci, planuję wykorzystać sądy, aby zapewnić, że młodsze zostanie ze mną. Moja córka dorasta i staje się coraz bardziej podobna do męża, a mała jest kopią mnie.

Może jestem po prostu zmęczona, ale moja irytacja córką jest po prostu przytłaczająca. To samo dotyczy mojego męża. I tak już dłużej tego nie zniosę - zabrakło mi sił.