Oczywiście wszystko jest złe, ale właściwy sposób życia to sposób, w jaki żyje moja teściowa.

Jeśli zamierzasz gotować, musisz to robić z tygodniowym wyprzedzeniem, żeby starczyło od weekendu do weekendu. Gotuję garnek zupy, robię kotlety - to jest to, co rodzina będzie jadła przez tydzień.

A w wolnej chwili trzeba iść umyć podłogę, bo trzeba to robić codziennie, no, przynajmniej co drugi dzień.

Ja robię odwrotnie. Myję podłogę raz w tygodniu, ale gotuję co drugi dzień, co doprowadza moją teściową do szału. To nie w porządku!

- Marnujesz pieniądze! Musisz gotować dużo na raz, wtedy będziesz miała czas na zrobienie wszystkiego w domu" - próbowała mnie oszukać matka mojego męża.

Popularne wiadomości teraz

"Zarządzałem w naszej rodzinie. Myślałem, że trzymam wszystko pod kontrolą. Teraz moje ręce są związane"

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

„Straciłem rodzinę przez przeklęty test DNA. Co musiałem myśleć, kiedy mój syn w ogóle nie podobny do mnie”

"Mąż zapragnął łatwych pieniędzy i proponuje mi, żebym została matką za pieniądze. Za bardzo duże pieniądze"

Ale ja nienawidzę jeść tego samego przez tydzień. Trzeciego dnia jestem znudzona monotonią i można mnie tylko zmusić do zjedzenia zupy, która stała przez tydzień na torturach.

- Nie bądź śmieszny, to nie jest kwaśne! Ugotowałam ją dwa dni temu - zmarszczyła brwi teściowa, zauważając, jak podejrzliwie obwąchuję talerz.

"Zupa może i nie jest kwaśna, ale nie chcę jej jeść, bo po tygodniu w lodówce i nieplanowanym gotowaniu nie wzbudza już mojego apetytu.

Ponadto mój mąż nie chce wracać do systemu gotowania mojej matki. Był bardzo zaskoczony, gdy dowiedział się, że można gotować codziennie lub co drugi dzień, zamiast jeść tę samą zupę przez cały tydzień.

A podłogę można myć raz w tygodniu, bo nie śmiecimy za dużo, a w środku tygodnia mamy odkurzacz robot. Stopy nie przyklejają się do podłogi.

O wiele łatwiej jest mi myśleć o tym, co chcę zjeść na obiad w ciągu dnia, a wieczorem przyjść i ugotować to tak, abym mógł zjeść to gorące i świeże.

Najlepsze, co mogę zrobić, to odgrzać wczorajszą kolację. Ale jeśli nie zjemy czegoś następnego dnia, łatwiej jest mi to wyrzucić i ugotować coś nowego.

Nie siedzimy teściowej na karku, nie wydajemy jej pieniędzy, nie żyjemy poniżej granicy ubóstwa, więc musi się martwić o nasz budżet, ale teściowa wciąż upiera się przy swoich radach.

- "W porządku, kiedy dzieci odejdą, porzucisz swoje władcze sposoby i zaczniesz prowadzić normalne gospodarstwo domowe", mruży oczy ze złością.

"Dlaczego ona się mnie czepia? Przecież nie uczę jej, jak żyć, prawda? Ja też mam coś do powiedzenia. Na przykład to, że dla mnie dwa razy gotowana zupa, która stoi w lodówce od tygodnia, nie jest jedzeniem.

I że po prostu muszę zmienić podłogę na zwykły laminat lub linoleum, żeby nie musieć codziennie myć podłóg.

Nie muszę też dodawać tyle oleju do jedzenia, bo potem nie da się go zjeść, wszystko jest tłuste! Staram się nie jeść u teściowej.

Nie doradzam teściowej i nie chodzi o wiek - po prostu nie widzę sensu. Ona lubi tak żyć, jest jej tak wygodnie - niech sobie tak żyje. Ja w ogóle nie muszę o tym wiedzieć.

Ale chciałabym, żeby teściowa nie wtrącała się w moje życie. Jestem już zmęczona jej wiecznymi radami i wskazówkami. I podpowiedziane prezenty w postaci pięciogarnkowych patelni, w których będę gotować tylko kompot, też mnie męczą.

Mój mąż już nie wtrąca się w nasze konfrontacje. Raz się wtrącił, a teściowa obróciła wszystko po swojemu, płacząc, że syn nazwał ją złą gospodynią, że nie lubi jej gotowania, choć nic takiego nie padło.

Mężczyzna po prostu powiedział, że woli mieć codziennie świeży obiad na stole, niż zmieniające się menu raz w tygodniu. Na to właśnie obraziła się teściowa.

Ale po co się obrażać? Sama ustalała menu, ale może je zmienić. Ale dla niej ważniejsze jest naginanie mnie i zmuszanie do gotowania całych kadzi na raz.

Dlaczego człowiek nie może żyć w spokoju? Dlaczego zawsze musi wtykać nos do naszej lodówki i portfela?