Dokładniej mówiąc, na początku domagał się smakołyków w samych daniach, ale po pół roku udało mi się mu wytłumaczyć, że to nie jest w naszym rytmie życia, aby domagać się ode mnie jakiejś różnorodności i wyłączności.

Po pierwsze, w naszej rodzinie tylko ja gotuję, bo ulubionym daniem mojego męża jest makaron z jajkiem. Czyli ugotowany makaron, który jest po prostu smażony z jajkiem kurzym. Nie ma żadnych przysmaków.

Po drugie, pracuję i biorę pracę na pół etatu do domu, żebyśmy mogli szybciej kupić mieszkanie. Fakt, że wstaję do kuchenki po powrocie z pracy, a przed pracą na pół etatu, jest już dla mnie osobiście wyczynem.

Staram się też urozmaicać naszą dietę. Nie jemy tylko makaronu i kiełbasek. Piekę kurczaka, gotuję ryż z warzywami, kotlety, zupy - robię wszystko. W weekendy czasem nawet próbuję ciast i pizzy, ale to rzadkość.

Ogólnie rzecz biorąc, gotuję normalne, proste dania, które nie mają nic wspólnego z haute cuisine czy kuchnią restauracyjną. Nigdy nie miałam za zadanie gotować "jak w restauracji".

Popularne wiadomości teraz

„Zmęczona sprzątaniem, zaproponowałam, żebyśmy pojechali do niego. Po kilku minutach szliśmy do jego mieszkania. Spodziewałam się zastać tam bałagan”

„Synowe się postarały. No cóż, postanowiłam odpłacić im tym samym. Na Dzień Matki podarowałam im obu użyteczny prezent – miskę”

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

"Mąż zapragnął łatwych pieniędzy i proponuje mi, żebym została matką za pieniądze. Za bardzo duże pieniądze"

Kiedy mój mąż zaczął marudzić "barszcz/ kotlety/ ryż/ kasza gryczana/ znowu kurczak" i tak dalej, zaproponowałam mu dwie opcje: albo gotuje to, co lubi, albo po cichu zjada jedzenie, które gotuję w przerwach między pracą.

Próbował gotować sam, ale szybko zdał sobie sprawę, że nie lubi jeść tylko makaronu i wyników swoich nieudanych eksperymentów z jedzeniem.

Chociaż przez dwa tygodnie szczerze psułam jedzenie, próbując stworzyć jakieś arcydzieło, korzystając z przepisu z Internetu. Zepsułam jedzenie, poplamiłam naczynia i kuchnię, zirytowałam się, a potem poddałam. Okazało się, że łatwo jest przeczytać przepis, ale gotowanie według niego jest dość problematyczne.

Ponownie stanęłam przy kuchence, a mój mąż posłusznie, a nawet z przyjemnością zjadł zwykłe jedzenie bez prób elitaryzmu. Wydawało się, że incydent się skończył. Ale on zaczął grzebać w jedzeniu. Znowu nie podobało mu się to, że wszystko było bardzo zwyczajne i proste.

Zaczął narzekać, że moglibyśmy spróbować jakoś udekorować danie, ułożyć wszystko schludnie, aby wyglądało pięknie, a nie tylko rzucać jedzenie na talerz.

Zaczął wysyłać mi filmiki, które uczyły jak pięknie podawać jedzenie. Jeden z nich trwa trzydzieści minut, czy on naprawdę myśli, że mam czas na oglądanie tych bzdur?

- I nie jestem świnią, żeby tylko pić z koryta! "Ciężko ci się starać o męża?" mój mąż spanikował, gdy powiedziałam wprost o jego kolejnej rozkoszy.

To mnie zabolało. Wzięłam urlop w pracy, zrezygnowałam z pracy na pół etatu i zostałam w domu. Powiedziałam mężowi, że zrezygnowałam, więc teraz będę gotować dla niego to, co chce i dekorować tak, jak lubi.

Tylko teraz tylko on będzie zarabiał, bo ja nie mam czasu na takie bzdury jak praca. Muszę karmić męża pysznie, wykwintnie i, jak się okazało, pięknie.

Mój mąż był zszokowany. Krzyczał, że jestem głupia, odchodząc z powodu takich bzdur, bo mogłam gotować bez odchodzenia.

- "Kiedyś jakoś sobie radziłaś! Co ty do cholery wymyśliłaś?" mój mąż był wściekły.

"Chyba nie radziłam sobie wcześniej, kiedy mój mąż zawrócił mi w głowie swoim jedzeniem. Powiedziałam mu o tym. Jednak z jakiegoś powodu mój mąż nie był zainspirowany pomysłem jedzenia smacznego i pięknego jedzenia.

Jego apetyt popsuła świadomość, że teraz ja będę na jego karku, nasze oszczędności na mieszkanie się skończą, bo pod wielkim znakiem zapytania stało, kiedy dostanę pracę po moim wyczynie.

Utrzymywałam romans przez dwa tygodnie, znosiłam skandale, męczyłam się z gotowaniem, a potem wakacje się skończyły i wróciłam do pracy. Mój mąż był szczęśliwy.

Znowu jadł zwykłe jedzenie z apetytem bez obsługi restauracji i milczał. Nie słyszę od niego żadnych komentarzy. Kolejne pytanie brzmi: jak długo potrwa ta łaska? Ale jeśli jeszcze raz wybuchnie awantura o jedzenie, na pewno się z nim rozwiodę.