Są raczej neutralne. Co, szczerze mówiąc, nie odpowiadało mi osobiście, jako matce jedynego syna.

Wiesz, nie mam nikogo innego poza Adamem. I wydaje mi się, że osoba, która teraz z nią mieszka, mogłaby w jakiś sposób wziąć to pod uwagę. I w ogóle, dlaczego nie możemy być na siebie otwarci, skoro jesteśmy krewnymi?

Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że mieszkanie, w którym mieszka mój syn i jego żona, zostało kupione wyłącznie za moje pieniądze. Faktem jest, że wyjeżdżałem do pracy za granicę. Mieszkanie mojego syna zostało kupione za te środki.

Ale proszę nie myśleć, że mam do niego jakieś roszczenia. W zasadzie jestem nawet zadowolony. W końcu pojechałem tam właśnie po to, by ułatwić życie Adamowi. Chciałam, żeby nie musiał płacić czynszu i żeby jego małżeństwo od tego nie zależało.

Teraz myślę o ponownym wyjeździe na kilka lat. Żeby zarobić trochę pieniędzy na remont lub coś innego. Chcę zaoszczędzić trochę pieniędzy, póki zdrowie i wiek mi na to pozwalają. Ale jednocześnie chciałbym spędzić trochę czasu z moim synem. Ponieważ nie spędziłem z nim jego młodości i większości jego młodości.

Popularne wiadomości teraz

„Zmęczona sprzątaniem, zaproponowałam, żebyśmy pojechali do niego. Po kilku minutach szliśmy do jego mieszkania. Spodziewałam się zastać tam bałagan”

„Synowe się postarały. No cóż, postanowiłam odpłacić im tym samym. Na Dzień Matki podarowałam im obu użyteczny prezent – miskę”

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

Nie widziałem nawet, jak dorastał, jacy ludzie go otaczali, jakich miał przyjaciół. Po moim przyjeździe zaczął mieszkać w nowym mieszkaniu, które kupił. Mieszkał osobno. A dwa lata później ożenił się. Myślę więc, że możesz zrozumieć moje pragnienie.

Większość teściowych mnie teraz zrozumie. Czasami po prostu chcesz odwiedzić swoje dziecko. Nie ma znaczenia, ile ma lat. Więc mogę iść na zakupy, a potem ugotować coś pysznego, domowej roboty. I przynieść mu to.

Oczywiście nie tylko dla niego, ale także dla mojej synowej, ale myślę, że masz pomysł. Bądźmy szczerzy, nie sądzę, żeby współczesne dziewczyny lubiły i umiały gotować. Co najwyżej mogą zrobić sałatkę lub zamówić coś gotowego. A ja ugotuję zdrową zupę. Zrobię gulasz, usmażę mięso. To zupełnie inna sprawa.

Ale nie, Anna absolutnie nie chce mnie widzieć jako gościa. Jeszcze przez 15 minut potrafi się uśmiechać, udawać, że wszystko jest w porządku. Ale potem wyraźnie widzę, jak bardzo jest zdenerwowana i czasami nawet się trzęsie!

Udaję, że tego nie widzę, ale... To prawda. Ze zwykłej, spokojnej dziewczyny, moja synowa zamienia się w bryłę niepokoju. Jedyne, co mogę zrobić, to pozdrowić rodzinę, zapytać, czy wszystko w porządku, i założyć buty. Nie wiem dlaczego, ale tak właśnie to robiliśmy, wystarczy sobie wyobrazić.

Adam nie lubi o tym mówić, ale od czasu do czasu spotykamy się w kawiarniach. Tam mogę prowadzić z nim "normalną" rozmowę. Nie jest to domowa atmosfera, ale jednak. Ale on w ogóle nie lubi do mnie przyjeżdżać, mówi, że to długa droga i w ogóle wszyscy go tam znają, a on jest tym zmęczony.

Dlatego nie wydaję się być potrzebny ze wszystkich stron. Mój syn, jak wielu synów, uważa się za zbyt starego. Zarówno na naszą komunikację, jak i na moją pomoc. A moja synowa jest trochę wrakiem. Co mam robić?

Kilka dni temu znów odwiedziłem syna. Nie było to nic szczególnego, po prostu sam miałem problem: w dwóch pokojach wysiadł prąd. Oczywiście mogłem po prostu wezwać serwisanta.

Uznałem jednak, że to dobra okazja, by porozmawiać z Adamem i jego żoną. Oczywiście nie na długo, ale dałoby mi to szansę na ponowne zobaczenie mojego dziecka. Niestety, mój syn nie chciał ze mną jechać, mówiąc, że mają coś do zrobienia i mogą przyjechać dopiero następnego dnia.

Byłem trochę zły z tego powodu, więc w przypływie emocji rzuciłem słowami: "Jeśli wszyscy mnie nie potrzebujecie, to możecie to powiedzieć. Odejdę, zarobię własne pieniądze i w ogóle nie będziemy się z wami komunikować. I wszystkim będzie lepiej".

Po raz pierwszy, być może, przez cały czas, kiedy ją znałem, zobaczyłem zainteresowanie w oczach mojej synowej. Wcześniej po prostu siedziała na kanapie z telefonem w rękach i desperacko udawała, że przejmuje się moim załamaniem. Teraz była w centrum uwagi.

To znaczy, tak naprawdę nie przerywała ani mnie, ani mojemu synowi. Ale jej wygląd mówił sam za siebie. Pokłóciłem się jeszcze trochę i wróciłem do domu wściekły. Co mnie tam czekało? Telewizor, mała przekąska i leżenie na kanapie w półmroku. Jakie inne opcje ma samotna kobieta?

Ale myliłam się. Wieczorem zadzwoniła do mnie synowa. Znałam jej numer, miałam go zapisany, choć nigdy wcześniej nie rozmawiałyśmy przez telefon. Tylko w obecności mojego syna, to wszystko.

Żona syna mówiła cicho, jak zrozumiałam, Adam już spał i jej nie słyszał. Przywitała mnie tak, jakbyśmy się tego dnia nie widzieli, powiedziała, że jest jej bardzo przykro, że pokłóciłem się z synem i ogólnie zachowywała się tak, jakby to nie była jej wina, że Adam i ja się pokłóciliśmy.

Kilka minut później zaczęła delikatnie wypytywać mnie o podróż. Kiedy chcę jechać, jak długo to potrwa. Jak zrozumiałem, była poważnie zainteresowana tym pytaniem. Ale dlaczego? Czy była mną tak znudzona, że dopiero w przeddzień wyjazdu synowa zdecydowała się ze mną porozmawiać? Przecież sama niczego nie planowałam!

A może ma nadzieję, że wyślę jej pieniądze? Cóż, to też wydaje się dziwne. Są już dorośli, mają własne mieszkanie, pracę. To logiczne, że nie mam sensu ani ochoty ich wspierać. Więc o co chodzi? Okazało się, że to ona nie miała nic przeciwko wyjazdowi, nawet ze mną.

Kiedy zapytałem ją, co z moim synem, co z ich małżeństwem, odpowiedź była dla mnie szokująca - oni potrzebują pieniędzy i to dużo. Faktem jest, że mój syn i jego żona nie mogą mieć dziecka w tradycyjny sposób.

Muszą przejść jakąś operację, a to kosztuje dużo pieniędzy. I tak jest. I, jak później zrozumiałam, na tym tle nerwy mojej synowej były bardzo zszargane, więc przez długi czas nie chciała nikogo widzieć, z wyjątkiem swojego męża.

Nigdy nie pytałam ich o wnuki, to było dla mnie zbyt osobiste. Rozmawialiśmy i wydawało mi się, że pod koniec jej głos stał się nieco łagodniejszy niż zwykle. To była dla mnie świetna wiadomość.

Ale! Pozostaje pytanie: czy powinienem pojechać do innego kraju z moją synową? Po pierwsze, nie sądzę, żebyśmy się tam dogadali. Co innego widzieć się z kimś raz na kilka tygodni przez 10-15 minut.

Co innego, gdy jedzie się razem do pracy. I to z następującego powodu. Jak rozumiem, nie chcą brać pożyczki. A mój syn nie jest milionerem, żeby tak po prostu wyciągnąć potrzebną kwotę z kieszeni. To jest ten dylemat. I nie wiem, co z tym zrobić. Nic o niej nie wiem!