"Boże, co za wstyd... Cała wioska będzie mnie oczerniać i wyśmiewać za to, że nie przyszłam na ślub.

Lepiej zapaść się pod ziemię, niż patrzeć ludziom w oczy. "Nie płacz, Anno, wszystko będzie dobrze" - matka uspokajała córkę najlepiej jak potrafiła, podczas gdy w jej głowie kłębiły się różne myśli.

Później do niej dotarło. - "Piotr!" zawołała do sąsiada, "chodźmy na stację kolejową złapać poranny pociąg.

- Nie ma sprawy - odparł sąsiad - Dla ciebie, Marta, chciałbym przynieść gwiazdkę z nieba. Kobieta głośno zatrzasnęła przednie drzwi samochodu i usiadła tak wygodnie, jak to tylko możliwe.

- "Teraz poszukamy pana młodego dla mojej Anny" - powiedziała całkiem poważnie.

Popularne wiadomości teraz

"Dzięki mojej matce mam teraz trzecią żonę. Nie wpuszczam jej do domu. Mam już dość tej kontroli"

"Zakochałam się w moim kierowcy w wieku 50 lat. Nie sądziłam, że to możliwe, ale mam męża"

"Pewnego dnia otrzymałem telefon, który zmienił moje życie, była to córka znajomego: powiedziała, że nie żyje"

"Swatowie zostali u nas na trzy dni. Wyjechali, a nam brakowało wielu rzeczy w domu. Wydaje się, że to drobiazg, ale jest nieprzyjemne"

Piotr spojrzał na nią ze zdziwieniem: "Żartujesz? Myślisz, że znajdzie się chętny?" "Dlaczego nie? Zapłacę mu wystarczająco dużo, a wszyscy kochają pieniądze.

Marta pewnym krokiem udała się na peron, by spotkać się z nadjeżdżającym pociągiem.

Podeszła do dwóch dobrych facetów, zamieniła z nimi kilka słów, a minutę później prowadziła ich do samochodu Piotra.

- "Piotrze, chodźmy do sklepu", powiedziała.

- Kupimy garnitury dla pana młodego i drużby.

- Czy ma jakieś dokumenty? - uśmiechnął się Piotr. - "Wszystko jest w porządku, wszystko jest w porządku!" - wybuchła Marta.

- "To mój przyszły zięć Krzysztof i jego świadek Philip.

- "Patrzcie tylko, pan młody już jest!" śpiewali goście, "Hurra! Nareszcie!".

Anna wyskoczyła przez drzwi i zatrzymała się w miejscu, gdy z samochodu Piotra wysiedli zupełnie nieznani jej młodzi mężczyźni.

Matka przytuliła ją i zaprowadziła za samochód:

- Mówi Krzysztof. Albo wyjdziesz za niego teraz, a po jakimś czasie po cichu się rozwiedziesz, albo wstyd i plotki będą się za tobą ciągnęły do końca życia. Wybieraj szybko.

Anna nie mogła wykrztusić słowa, tylko kiwnęła głową, a minutę później na jej zapłakanej twarzy zagościł uśmiech.

Wesele było udane, a my spacerowaliśmy po wiosce do rana. Krzysztof od razu wczuł się w swoją rolę tak dobrze, że Ania była w szoku.

Kiedy w końcu goście rozeszli się do domów, Anna wyciągnęła rękę do Krzysztofa i była przytłoczona czułością, z jaką powiedziała: "Dziękuję. Tak bardzo mi pomogłeś".

A potem dodała do tych słów, tonem pełnym powagi: "Nie martw się, wkrótce się rozwiedziemy".

- "Nie planuję się rozwodzić - odparł twierdząco Krzysztof.

- "Wręcz przeciwnie, chcę cię lepiej poznać." Anna nie spodziewała się tego.

- Wow - powiedziała - jeden mężczyzna przysięgał dozgonną miłość i zniknął, a teraz zupełnie obca osoba chce ze mną zamieszkać. - Jak to zupełnie obca? - powiedział z pretensją Krzysztof.

"Polubiłem cię, Anno, od pierwszego wejrzenia. - Ale jesteś - krzyknęła ze złością panna młoda, ale chłopak jej przerwał - od dzisiaj jestem twoim mężem.

Wiesz, przez całe życie moja matka martwiła się, że nigdy nie wyjdę za mąż i nie odnajdę swojego przeznaczenia, a ja odpowiadałem jej tylko, że moje przeznaczenie mnie odnajdzie.

Jak widzisz, tak się stało. Myślisz, że się poddam?

Nie musisz mi odpowiadać od razu, ale najpierw się nad tym zastanów." Więc Anna się nad tym zastanowiła. Myślała przez prawie 25 lat, że wychowali troje dzieci i żyli z Krzysztofem serdecznie.

A Marta wciąż nie może uwierzyć, że ewentualny wstyd na całą wieś zamienił się w dozgonne szczęście jej córki.

Pisaliśmy również o: Zostawiłam męża z córką w ramionach, a potem urodziłam drugie dziecko: chyba nie było mi przeznaczone być szczęśliwą żoną

Może zainteresuje: Moja siostra ciągle pożycza pieniądze do dnia wypłaty, ale "zapomina" je oddać: nie wiem, jak wyrwać się z tego błędnego koła

Przypominamy o: Córka nie słuchała słów matki ani własnego rozsądku. "Trzy lata później pojawiła się na moim progu z pytaniami: co robić