Tylko mój mąż był niezadowolony. Tak niezadowolony, że zaczął nawet otwarcie ze mnie kpić.

Łatwo mu było powiedzieć: nie urodził dziecka. Teraz każdemu jego słowu towarzyszyły nieprzyjemne słowa pod moim adresem, kpiny i wyrzuty.

W dniu, w którym zostałam wypisana ze szpitala, spojrzał na mnie z obrzydzeniem i zażądał, aby ten brzuch zniknął w ciągu tygodnia. Ale brzuch nie znikał - byłam gruba i nienawidziłam siebie za to.

Mój mąż powiedział, że jestem tak otyła, że brzydzi się na mnie patrzeć. Zaczął nawet spać na kanapie w salonie, żeby mnie nie widzieć. Według niego byłam tak gruba, że ledwo mieściłam się w łóżku.

Byłabym szczęśliwa, gdybym zrzuciła kilka kilogramów i była tak szczupła, jak zawsze. Ale z powodu cesarskiego cięcia musiałam czekać co najmniej dwa miesiące. Nie wolno mi było podnosić ciężarów.

Popularne wiadomości teraz

"Mój mąż wciąż domaga się, abym zameldowała go w moim domu. Ale nie dał ani grosza na budowę i utrzymanie rodziny"

"Niedawno zadzwoniła do mnie siostra. Powiedziała, że moja mama potrzebuje pomocy. Ale powiedziałam jej, że nie mam mamy"

"Teraz po prostu nie poznaję córki, nasze relacje są bardzo napięte. Ma 16 lat, ubiera się w sposób, który sprawia, że wstydzę się przed sąsiadami"

"Mój mąż i ja planowaliśmy osiedlić lokatorów w naszym mieszkaniu: przyjazd jego siostrzenicy wszystko zrujnował: powinna była za to zapłacić"

Sprawy stały się tak szalone, że pewnego dnia wrócił do domu z jakąś dziewczyną i zażądał, żebym odeszła. Byłam w szoku, stałam i patrzyłam na nich, nie mogąc się ruszyć.

Powiedział: "Teraz moja nowa piękność zamieszka ze mną, a ty możesz wyjechać już dziś! Spakuj swoje rzeczy i odejdź. Nie miałam pojęcia, dokąd się udać. Nie mogłam pójść do rodziców - sami mieszkali w małym mieszkaniu i nie mogli mnie przyjąć w swoim małym domu.

Nie miałam żadnych przyjaciół - już dawno przestałam się z nimi komunikować. Została tylko teściowa, osoba, która nienawidziła mnie z całego serca.

Nigdy nie przegapiła okazji, by ze mnie zakpić, by mnie za coś zawstydzić. Kiedy spodziewałam się jej wizyty, po prostu robiłam szybkie porządki, żeby uniknąć jej ataków, ale nawet tutaj nie miałam szczęścia. Zawsze znalazła coś, o co mogła mi dokuczyć.

I jak mam iść do domu tej kobiety, która będzie tylko zadowolona z mojej sytuacji? Zaczęłam szybko pakować swoje rzeczy, aby wyjechać w nieznane. Z pokoju usłyszałam rozmowę męża z matką, po czym podszedł do mnie i zażądał, abym poczekała na teściową, która chce mnie wyrzucić.

No nie, nie dam im tej przyjemności. Jeszcze szybciej zaczęłam się szykować. W progu pojawiła się moja teściowa i pierwsze co zrobiła, to głośno spoliczkowała swojego syna.

- Kompletnie ci odbiło! Wyrzuciłeś swoją żonę i dziecko na ulicę. Jakim trzeba być potworem, żeby zrobić to własnemu dziecku?

Spakuj swoje rzeczy, weź mopa i wynoś się stąd. A ty - zwróciła się do mnie - przestań płakać i odłóż wszystkie swoje rzeczy na miejsce.

Chodź do mnie, moja droga - wzięła dziecko z moich ramion i zaczęła je delikatniej uspokajać. - Gdzie ja pójdę? To mój dom! - zaczął mój mąż.

Jesteś już dużym chłopcem - znajdź dach nad głową! Zobaczysz, do czego jestem zdolny" - zagroził i odszedł ze swoją panią.

Moja teściowa wezwała ślusarza, aby wymienił zamek w drzwiach i została ze mną w domu tej nocy, żądając, abym przestała płakać i zebrała się w sobie dla dobra mojego syna.

Ta kobieta była przy mnie przez całe życie, a teraz jest mi najbliższa - pomogła mi w najtrudniejszym momencie mojego życia.

Dzień później do naszego domu przywieziono wezwanie: mój mąż naprawdę nie zamierzał tak zostawić sprawy. Siedzieliśmy w kuchni i piliśmy herbatę z moją teściową. Ciągle myślała o tym, gdzie popełniła błąd, wychowując swojego syna!