Wszyscy byli jej obojętni, ponieważ jej serce należało do jednego mężczyzny - Władysława.

On jednak zaniedbywał dziewczynę i kiedyś powiedział jej, że nigdy nie będą razem! Nie chce żyć w biedzie. Poślubi kobietę z domem.

Te słowa wbiły jej nóż w serce. Była obrażona na faceta, ale nie mogła go zostawić. Wtedy sama zdecydowała: jeśli chce mieć dom, to będzie go miał!

Łatwo powiedzieć, ale trudno zrobić. Jej rodzina nie była bogata - jej rodzice i czwórka dzieci byli stłoczeni w małym domu. Pracowała jako księgowa w kołchozie - za taką pensję nie da się zbudować domu.

Władysław nie tracił czasu, by spojrzeć na Marię, która była jedyną córką zamożnych rodziców. To prawda, rodzice Marii nie chcieli takiego zięcia, nie był godny ich córki. Ale jaki on był przystojny! Dziewczyny z sąsiedniej wioski biegały za nim, ale on chciał tylko bogatej kobiety.

Popularne wiadomości teraz

Po wejściu do nowego domu kobieta poszła do kuchni i włączyła czajnik. Nagle usłyszała czyjś głos: „Katarzyna, jesteś tam"

„Babciu, czy dostaniemy pierogi: Nie, one są dla Andrzeja, dla was już zrobiłam kanapki z margaryną”

Żona zdała sobie sprawę ze wszystkiego, gdy przekroczyła próg domu i odkryła, że brakuje jej futra: „Maciej, jak mogłeś”

„Czy mogę dostać gorącą herbatę z kawałkiem chleba, nie martw się, usiądę na parapecie i poczekam”

Pewnego razu Władysław miał wypadek, przejechał człowieka na rowerze, biedak zginął na miejscu, a Władysław spędził trzy lata w więzieniu. To był koniec jego marzeń o Marii, a Marta nadal na niego czekała. Miała już plan: w ciągu tych trzech lat zarobi pieniądze i wybuduje dom.

A pieniądze chciała zdobyć w bardzo sprytny sposób: wychodząc za mąż za Michała, swojego sąsiada. Ludzie w wiosce byli wtedy zszokowani - był starszy i niezbyt przystojny. Wszyscy w wiosce śmiali się z niego.

Pewnego dnia wioskowy głupiec miał szczęście - jego wujek zmarł w centrum dzielnicy. Ponieważ nie miał dzieci, cały jego majątek został podzielony między siostrzeńców. Michał dostał samochód. Gdy tylko Marta się o tym dowiedziała, poprosiła go o rękę.

Marta od razu powiedziała, że chce wybudować dom, a biedny Michał wylał fundamenty sprzedając swój samochód. Para mieszkała ze sobą trzy miesiące, po czym Marta złożyła pozew o rozwód, a najważniejsze jest to, że przez ten czas udało jej się nie pójść z nim do łóżka. Michał był głupi, więc go oszukała. Został więc bez samochodu i bez kobiety, a fundamenty wylano na działce jej dziadka.

Rozwiedli się w listopadzie, a wiosną cała wieś znów tętniła życiem: Marta i Adam biorą ślub. On przyjechał z Niemiec do pracy, więc miała na niego oko. Adam nie był jednak tak głupi jak Michał, a ona nie uciekała od małżeńskiego obowiązku. Była tym wszystkim zniesmaczona. Tylko jedna rzecz rozgrzewała jej serce: mury domu powstawały w szybkim tempie. Jesienią były już gotowe. Dach był niesamowicie piękny, wykonany z czerwonej dachówki.

Gdy tylko Adam został z pustymi kieszeniami, Marta zaczęła mu odmawiać, a on zaczął z tego wszystkiego pić. Marta wymyśliła inny plan, doprowadziła go do tego, że uderzył żonę i to było powodem rozwodu. Adam przepraszał przez długi czas, ale przebiegła kobieta grała prosto w jego ręce. Potem zrezygnował i wrócił do pracy.

Serce Marty rozradowało się, gdy spojrzała na chatę, którą zbudowała. Różniła się od pozostałych. Była ogromna i przestronna. Należało ją jednak jeszcze umeblować. Wtedy z pomocą przyszedł Maciej, leśniczy, który niewiele czasu spędzał we wsi i nie był przyzwyczajony do uwagi kobiet, ale miał dom i samochód. Znów była wiosna, a Marta stała z Maciejem w urzędzie stanu cywilnego.

Kiedy w domu pojawiły się okna, deski na podłodze i tapety na ścianach, para rozwiodła się. Nikt nie wiedział, dlaczego się rozwiedli, a Maciej przeprowadził się do innej wsi.

Latem Władysław został zwolniony z kolonii. Od razu zauważył nowy dom we wsi, który należał do Marty. Kiedy się o tym dowiedział, prawie się udławił.

Marta przyszła po Władysława wieczorem i zaciągnęła go do nowego domu. Tej nocy spędzili razem noc, a miesiąc później wyszła za mąż po raz czwarty. Była już pewna, że ostatni, bo z miłości...