Na początku miała więcej pieniędzy! A potem jeszcze mniej. W końcu pożyczkę trzeba było spłacić. A jej mąż zachorował i nie mógł pracować. I musiał starać się o rentę. I kupować drogie leki, oprócz tych darmowych.

A mój syn nie znajdzie żadnej pracy. Dostaje pracę tu i tam. A potem albo mu nie płacą, albo mu się nie podoba... Siedzi i gra na komputerze. A moja stara mama zaczęła rozkazywać, płakać, obrażać się, rozmawiać z kimś. A my musimy robić remonty, wymieniać rury. I zęby jej trzeba wymienić. Wszystko ją boli. I pieniędzy nam nie starcza...

Nie sposób wymienić wszystkich rzeczy, które męczą kobietę. Wstaje rano po niespokojnym śnie - jakby nigdy nie spała. I od razu zmartwienia, troski, zmartwienia, praca... Jest bardzo zmęczona. I zaczyna mieć dziwne myśli, bardzo dziwne myśli. Odgania je, ale myśli wciąż przychodzą. Jak karaluchy, których nie można usunąć.

Pewnego dnia otworzyła skrzynkę pocztową, a tam były rachunki. I biała koperta zaadresowana do kobiety. A w kopercie było prawdopodobnie bardzo dobre oszustwo. Kiedy coś bardzo dobrego przychodzi do biednej osoby, zwykle jest to oszustwo!

A to jest zaproszenie z biletem. Jest takie piękne, z czarnymi lakierowanymi literami mówiącymi, że kobieta wygrała nagrodę i premię. Wyjazd na wakacje. Trzeba przyjść na stację kolejową piętnastego. I wsiąść do specjalnego pociągu. I pojechać na wakacje.

Popularne wiadomości teraz

"Moja teściowa uważa, że mój mąż postąpił szlachetnie, ponieważ poczekał z rozwodem, aż skończę urlop macierzyński"

"Przestałam dawać pieniądze mojej matce i siostrze i natychmiast przestałam być mile widzianym gościem w ich domu"

"W sklepie zauważyłam dość efektowną parę, która pomimo drogiego wyglądu nie podobała mi się: ubrania nie są najważniejsze"

"Kiedy mój były mąż poprosił mnie, żebym do niego wróciła, myślałam, że za mną tęskni: wszystko okazało się prostsze, potrzebował sprzątaczki"

Kobieta spojrzała na datę — był piętnasty! W głowie miała mętlik ze zmęczenia. Stacja kolejowa była niedaleko, a hałas pociągów zakłócał jej sen w nocy.

Wzięła więc torbę, spakowała wszystko, czego potrzebowała i napisała notatkę: "Wyjeżdżam na wakacje, bo jestem bardzo zmęczona. Nie daję już rady. Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebować. Kocham i całuję!" I po cichu opuściła mieszkanie. Była w dziwnej mgle, pamiętając tylko, że pociąg wkrótce odjedzie. A przecież nie można jechać na wakacje!

Kobieta zobaczyła przed sobą światło i pobiegła jeszcze szybciej. Światło było tak jasne, że przestała widzieć. I upadła — bum! Upadła bardzo mocno...

Obudziła się w swoim mieszkaniu, na korytarzu. Wokół leżały porozrzucane paragony. Boli mnie ręka, jest posiniaczona. Ale wszystko inne było nienaruszone. Mój mąż przybiegł i zaczął pomagać mi wstać. Ledwo stał na nogach, ale pomógł mi. Przyszła moja matka, też się darła i płakała. A mój syn wyszedł z pokoju, przerażony. Mamrotał, że dostał dobrą pracę i wróci jutro...

Kobieta nie mówiła nic o swoim śnie ani o omdleniu. Nie powiedziała nic o ciemności, w którą wpadła z powodu zmęczenia i urazy. O czarnym pociągu, który prawie zabrał ją na wakacje. Nie powiedziała nic: po co straszyć innych? Tym bardziej, że wszystko zaczęło się układać.

Mojej matce przepisano leki, stała się spokojniejsza. Mój mąż wyzdrowiał i znalazł pracę w domu. Wróciła chęć do życia, a wraz z nią zaczęły wracać siły. A jej syn pracuje. Nie zarabia jeszcze dużo jak na normalną państwową posadę, ale są perspektywy. I wszystko stało się łatwiejsze. Kredyt został spłacony i stało się łatwiej...

Pobiegłam na stację kolejową. W rozkładzie nie było takiego pociągu. Ale podeszła do mnie wysoka, blada kobieta w czarnym uniformie. Kazała mi zejść do przejścia. Przejść przez przejście na ostatni peron. Zdążysz na pociąg, będzie czekał. A ja cię tam zaprowadzę.

I poszli razem w dół, do ciemnego przejścia. Do środka wlewało się przyćmione światło, kroki odbijały się echem. Szli przez długi czas, a potem przeszli przez żelazny most, a pod ziemią znajdował się pociąg. Wygodnie zaprojektowany, jak metro.

A pociąg jest taki piękny! Okna jarzą się niebieskim światłem, czarne wagony błyszczą i mienią się, a za oknami widać pasażerów. Wszyscy są wystrojeni. W garniturach i sukienkach. I wszyscy z kwiatami, po prostu ogromnymi bukietami — najwyraźniej pochodzą z uroczystości. Do tego podniosła, smutna muzyka. Kobiecie bardzo się ta muzyka spodobała... Dostała bilet i zaproszenie, białe z czarną ramką. Chciała wejść do wagonu.

A blady dyżurny powiedział do niej: "Zostaw torebkę. Po co ci ona? W pociągu można nosić tylko kwiaty i jedną monetę, a na promie można ją później przechylić. Będzie jeszcze jeden prom. I nie potrzebujesz torebki, jest niepotrzebna!".

Kobieta powiedziała, że miała w torebce tabliczkę czekolady na podróż. Oficer dyżurny powiedział, że kobieta nie jest głodna, nie potrzebuje jedzenia. Kobieta wyjaśniła, że w torebce ma lekarstwo na ból zęba. Kobieta odpowiedziała, że jej zęby nie bolą. Zęby też tu zostaną. Ci, którzy są w pociągu, nie odczuwają bólu. Nie krępuj się zostawić lekarstwa!

Kobieta zaczęła mówić, że ma telefon w torebce. "Twoja rodzina zadzwoni do ciebie. Musisz odebrać! Wyszła tak nagle. A oficer dyżurny powiedział, że jej rodzina nie zadzwoni. Przyjadą później. Później. Żadnych telefonów, żadnego połączenia. Telefon nie jest potrzebny. Nie martw się, zostaw torebkę. Karty też nie są potrzebne. Nie potrzebujesz grzebienia. Nie trzeba zmieniać bielizny. Kapcie będą zapewnione w pociągu. I prześcieradło. Nic nie jest potrzebne.

Kobieta zobaczyła przed sobą światło i pobiegła jeszcze szybciej. Światło było tak jasne, że przestała widzieć. I upadła - bum! Upadła bardzo mocno...

Obudziła się w swoim mieszkaniu, na korytarzu. Wokół leżały porozrzucane paragony. Boli mnie ręka, jest posiniaczona. Ale wszystko inne było nienaruszone. Mój mąż przybiegł i zaczął pomagać mi wstać. Ledwo stał na nogach, ale pomógł mi. Przyszła moja matka, też się darła i płakała. A mój syn wyszedł z pokoju, przerażony. Mamrotał, że dostał dobrą pracę i wróci jutro...

Kobieta nie mówiła nic o swoim śnie ani o omdleniu. Nie powiedziała nic o ciemności, w którą wpadła z powodu zmęczenia i urazy. O czarnym pociągu, który prawie zabrał ją na wakacje. Nie powiedziała nic: po co straszyć innych? Tym bardziej, że wszystko zaczęło się układać.

Mojej matce przepisano leki, stała się spokojniejsza. Mój mąż wyzdrowiał i znalazł pracę w domu. Wróciła chęć do życia, a wraz z nią zaczęły wracać siły. A jej syn pracuje. Nie zarabia jeszcze dużo jak na normalną państwową posadę, ale są perspektywy. I wszystko stało się łatwiejsze. Kredyt został spłacony i stało się łatwiej...

Ale nikomu nie pokazuje zaproszenia i biletu. Nadal są w jej torbie. Kiedy robi się ciężko, kiedy jest bardzo zmęczona lub ma pretensje, potajemnie wyjmuje zaproszenie na wakacje. Jest takie piękne. Czarne błyszczące litery mienią się... A data jest zawsze dzisiejsza, tak jak teraz. Można iść na dworzec i złapać pociąg.

I to było takie pokrzepienie dla kobiety, że od razu zaczęła żyć pełnią życia i wspierać innych. Ponieważ czeka na pociąg. Zaproszenie jest aktywne. Ale my wolimy tu zostać. I będziemy żyć, nawet jeśli jesteśmy bardzo zmęczeni. Zmęczenie mija. Tutaj też można odpocząć. A potem znów żyć. I znów walczyć. Tak jak my to robimy.