Pracujemy razem, zarabiamy po równo, więc dzielimy się obowiązkami" - uzasadniał Krzysztof.

"A co się stanie, jeśli zarobię więcej? - zapytałem z uśmiechem.

To się nigdy nie stanie. Muszę tylko ciężej pracować, a dojdę na szczyt! "To dużo pieniędzy!" podziwiał mój mąż.

- "I jak wtedy zaczniemy dzielić nasze obowiązki?" - wyjaśniłam.

- "Nie będę miała czasu na bieganie po domu. Ty zajmiesz się tymi rzeczami. A potem zostaniesz przeniesiony do pracy na pół etatu i będziesz pracował wyłącznie dla przyjemności. Zajmiesz się całkowicie domem" - powiedział Krzysztof.

Popularne wiadomości teraz

"Zarządzałem w naszej rodzinie. Myślałem, że trzymam wszystko pod kontrolą. Teraz moje ręce są związane"

„Synowe się postarały. No cóż, postanowiłam odpłacić im tym samym. Na Dzień Matki podarowałam im obu użyteczny prezent – miskę”

"Czy to normalne, że jakiś tam kolega podrywa moją żonę i przyjaźni się z moim synem. Postanowiłem poobserwować"

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

"Nie przepadałam za pracami domowymi. Byłam całkowicie zadowolona z faktu, że dzieliliśmy się domem z mężem na pół. Ale byłam spokojna, ponieważ miałam ponowną certyfikację, która skutkowałaby znacznym wzrostem mojej pensji.

Nie miałam jednak czasu. Pewnego piątku rozpromieniony Krzysztof wrócił do domu i z dumą oznajmił, że teraz to on zarabia najwięcej w rodzinie. Nie powiedział ile, ale było to widać w jego oczach - znaczna podwyżka!

Nie awansował ani nie został przeniesiony do innego działu. Nie otrzymał nowych obowiązków. Ale jak doszło do podwyżki?

- Mój szef w końcu mnie docenił! Robię świetne rzeczy w pracy, nie tylko przeglądam papiery" - powiedział mężczyzna z dziwną mieszanką arogancji i skromności.

I zaczęliśmy inne życie. Nie chciałam iść na pół etatu, a mój mąż jeszcze mi tego nie zaproponował. Ale jego wymagania wobec mnie znacznie wzrosły.

"Gdzie jest śniadanie?" zapytał ze zdziwieniem następnego ranka po ogłoszeniu mojej zwiększonej pensji.

- "Jakie śniadanie?" zmarszczyłam brwi. W rzeczywistości musiałam się spieszyć. Chciałabym, żeby mój mąż zrobił chociaż kawę. Ale on miał inne plany.

Żeby nie denerwować Krzysztofa pierwszego dnia po podwyżce, rozbiłam na talerzu dwa jajka. Ale mój mąż zmarszczył nos z niezadowoleniem. "On chciał owsiankę!

Owsiankę dostał następnego dnia. Musiałam wstawać pół godziny wcześniej".

Zanim mężczyźnie obiecano bajeczne pieniądze (sądząc po jego tajemniczej minie, tak właśnie było), ten, kto ugotował obiad, był zwolniony z obowiązku zmywania naczyń.

Teraz byłem odpowiedzialny zarówno za gotowanie obiadu, jak i mycie garnków. Krzysztof kiwnął głową z aprobatą. A jeśli zrobiłam coś niezgodnego z jego przekonaniami, cierpliwie i łagodnie tłumaczył.

W jego słowach była logika. Tak, teraz daje z siebie wszystko w pracy, więc nie może marnować swoich zasobów w domu. A ja, choć też haruję cały dzień w biurze, nie jestem głównym żywicielem rodziny.

Właściciel wysokiej pensji natychmiast zapomniał, jak wrzucać rzeczy do pralki. Zamiast tego nauczył się krytykować mnie za niepranie koszul.

Miałem dobrą opinię w pracy, więc wkrótce dostałem awans. Ale był on bardzo mały - tylko dziesięć procent mojej poprzedniej pensji. Dlatego nie powiedziałam o tym mężowi.

Z niecierpliwością czekałam na dzień wypłaty męża. Teraz będziemy mieli wspaniały dochód dla naszej rodziny. Zastanawiam się, jakiego rodzaju? Ale sądząc po sposobie, w jaki mój mąż zaczął być zarozumiały, jest to bardzo dobry dochód.

Może wystarczy mi na kurtkę puchową? A może nawet pojedziemy zimą na kilka dni nad morze? Albo na Malediwy? Moje serce było słodkie z niecierpliwości.

Ale w dniu wypłaty mój mąż przyszedł późno. I z zapachem piwa. I wcale mi się to nie podobało.

Przylgnęłam więc do męża śmiertelnym uściskiem. Powiedziałam mu, że z jego dużą pensją powinien był zatrudnić asystenta i kupić zmywarkę, zamiast obciążać mnie.

- Zaya, dlaczego przeklinasz? Nie stać nas na asystenta. Na zmywarkę też nas jeszcze nie stać. Nie podnieśli mi o tyle pensji?

- I o ile?" zapytałam z wyzwaniem, spodziewając się odpowiedzi na poziomie kilkudziesięciu tysięcy.

W pierwszej chwili Savelii skrzywił się, po czym zbladł, zarumienił się i powiedział z mieszaniną dumy i zażenowania:

- "Półtora tysiąca.

Prawie spadłem z krzesła ze śmiechu. "A ten człowiek zamienił mnie w służącą za 1500?

Moja podwyżka wynosiła trzy razy tyle! Spokojnie wyciągnęłam odcinek wypłaty i pokazałam mu moje dochody.

- "Kochanie, chyba wiem, kto dziś ugotuje obiad i posprząta!" - mruknęłam słodko.

Mój mąż zamrugał smutno oczami. Potem westchnął i poszedł do kuchni, żeby potrząsać patelniami.