Tylko dzieci dorastają i stają się niezależne, ale ta zasada dotyczy również mężczyzn.

Co to za dziwny pomysł, by uważać dorosłego mężczyznę za dziecko? Jeśli jest dzieckiem, to niech dalej siedzi przy spódnicy matki, a ona będzie go karmić łyżeczką i uczyć korzystania z nocnika.

Mój tata nigdy nie był "kolejnym dzieckiem". Jest dorosły, ma obowiązki, jest głową rodziny, podejmuje poważne decyzje i jest za nie odpowiedzialny.

Na początku mój mąż nie wydawał się kimś, kto może powodować problemy w domu. Może miłość przyprawiała mnie o zawrót głowy, może po prostu nie zwracałam uwagi na wiele rzeczy, bo wszystko działo się tak szybko. Nie miałam czasu, by przyjrzeć mu się bliżej.

Spotykaliśmy się przez dwa lata, ale mieszkaliśmy razem tylko przez trzy miesiące, podczas których nie miałam czasu poczuć potrzeby zostania nianią dorosłego mężczyzny.

Popularne wiadomości teraz

"Zarządzałem w naszej rodzinie. Myślałem, że trzymam wszystko pod kontrolą. Teraz moje ręce są związane"

„Zmęczona sprzątaniem, zaproponowałam, żebyśmy pojechali do niego. Po kilku minutach szliśmy do jego mieszkania. Spodziewałam się zastać tam bałagan”

"Czy to normalne, że jakiś tam kolega podrywa moją żonę i przyjaźni się z moim synem. Postanowiłem poobserwować"

„Jesteś tu nikim. Boję się, wpuszczać cię na próg, nie wiem, co robiłaś przez te 15 lat we Włoszech": trudno uwierzyć, że tak mówi moja matka"

Pobraliśmy się, pojechaliśmy na wakacje i życie zaczęło wracać do normy. I wtedy wyszły na jaw różne nieprzyjemne odkrycia. Oczywiście nie wszystko na raz, ale stopniowo wiele rzeczy wychodziło na jaw.

Na przykład mój mąż w ogóle nie umie gotować. W ogóle. Jego pułapem jest robienie kanapek, i to jeśli chleb i kiełbasa są już pokrojone, w przeciwnym razie pokroi je krzywo.

Nie potrafi nawet sam ugotować pierogów i makaronu. Jajecznica też jest dla niego zbyt skomplikowana. Potrafi zalać wrzątkiem makaron instant.

Byłem zszokowany tym odkryciem. Przez jakiś czas nie zwracałam na to uwagi, a potem okazało się, że musiałam biec z pracy, żeby nakarmić męża.

Dzwoni, mówi, że jest głodny, a wszystko, co było ugotowane, już się skończyło. Mówię mu, żeby zrobił sobie jajko, a ja przyjdę i ugotuję porządny obiad.

Mężczyzna wzdycha, że nie wie jak. Myślałem, że żartuje. Okazało się, że nie. Wróciłam do domu, a on miał gotowy posiłek na stole, nie mógł na mnie czekać.

Nie mam nic przeciwko jedzeniu na wynos. Problem w tym, że jest to drogie, a my oszczędzamy na mieszkanie. To nie pierwszy raz, kiedy mój mąż zamawia jedzenie na wynos.

Na moje oburzenie odpowiedział swoim. "Co mam zrobić, jak jestem głodny? Ale w lodówce są jajka, a w zamrażarce pierogi, tak na wszelki wypadek".

Kolejnym nieprzyjemnym odkryciem było to, że mój mąż nie wie, jak obsługiwać pralkę. Rano zapomniałam nastawić minutnik i poprosiłam męża, który wraca z pracy przede mną, żeby włączył pranie.

Pranie było już w bębnie, musiałam dodać detergent i wlać płyn do płukania tkanin. Musiałam tylko nacisnąć przycisk i to wszystko! Nie było potrzeby sortowania prania, ustawiania temperatury czy robienia czegokolwiek innego.

Mój mąż powiedział, że nie wie, jak to zrobić, nie rozumie, jak działa pralka, więc przyjdę i sama ją uruchomię. Byłam wściekła: myślałam, że się usprawiedliwia.

Okazało się, że nikt go tego nie nauczył, a pranie i prasowanie oddawał swojej matce. Facet ma prawie trzydzieści lat, a jego matka pierze jego ubrania!

Przy pierwszej nadarzającej się okazji zapytałem teściową, jak to się stało, że jej syn nic nie potrafi. Nie mówię tu o wykwintnej kuchni czy skomplikowanych pracach domowych, on po prostu nie potrafi nic zrobić w domu.

Moja teściowa zaczęła się rozwodzić, podkreślając, że chłopcy postrzegają wszystko inaczej i trudniej im to zrozumieć. Zakończyła swoją wypowiedź majstersztykiem:

- "Mężczyzna to tylko kolejne dziecko, więc bądź cierpliwa! My, kobiety, musimy same wykonywać wszystkie prace domowe.

Nie wiem, co dokładnie należy do mojej teściowej, ale nie było to częścią moich planów. Pracuję do siódmej wieczorem, potem wracam do domu i jest druga zmiana! Stopniowo będę uczyć mojego męża bycia dorosłym, a nie dzieckiem.