Po raz pierwszy stało się to po trzech latach małżeństwa, kiedy nasz najstarszy syn miał sześć miesięcy. Byliśmy wtedy młodzi i emocjonalni. Dodatkowo, posiadanie dziecka bardzo nas zmęczyło. Nieprzespane noce, pierwsze odleżyny, stres...

Pamiętam, że dużo przeklinaliśmy i robiliśmy sobie głupie pretensje. W końcu zdecydowaliśmy, że musimy zamieszkać osobno i zastanowić się, czy naprawdę potrzebujemy siebie nawzajem. W tym czasie mój mąż wyprowadził się ode mnie do swoich rodziców.

Ani oni, ani moja mama i tata nie rozumieli tego w tamtym czasie. Powiedzieli nam, że tak się nie robi w rodzinie. Że takie rzeczy można robić tylko wtedy, gdy ma się poważny związek i dzieci. A jeśli tworzy się rodzinę, to nie można od siebie odpoczywać.

Byłam tak zła na mojego męża, że nie chciałam go widzieć w pobliżu. Nie pomagał mi przy dziecku i bał się go zabrać. Poza tym musiałam też opiekować się mężem.

Więc kiedy zostałem sam z dzieckiem w mieszkaniu, poczułem prawdziwą ulgę. Co więcej, moja matka często przychodziła mi z pomocą.

Popularne wiadomości teraz

Mąż wspomniał o trzecim dziecku: "Muszę zostać ojcem syna". A co, jeśli znowu urodzę córkę: "Wracamy do domu i staramy się lepiej, czy jak"

„Zmęczona sprzątaniem, zaproponowałam, żebyśmy pojechali do niego. Po kilku minutach szliśmy do jego mieszkania. Spodziewałam się zastać tam bałagan”

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

„Jesteś tu nikim. Boję się, wpuszczać cię na próg, nie wiem, co robiłaś przez te 15 lat we Włoszech": trudno uwierzyć, że tak mówi moja matka"

Mój mąż nadal dawał mi pieniądze. Moi teściowie ściśle to monitorowali. Po prawie miesiącu siedzenia w różnych kątach, w końcu pogodziliśmy się i wróciliśmy do siebie.

Staraliśmy się nie wspominać sobie o tym incydencie. Później miałam podejrzenia, że tak naprawdę uciekł, bo był zmęczony dzieckiem. Ale odpędziłam te myśli, nie chcąc myśleć źle o moim ukochanym.

Osiem lat później zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Doszliśmy do wniosku, że mamy wystarczająco dużo pieniędzy, a nasz najstarszy syn rozpoczął szkołę. To był właściwy moment.

Zaszłam w ciążę i urodziłam drugiego syna. Było to moralnie, fizycznie i finansowo łatwiejsze. Miałam doświadczenie i wiarę w swoje możliwości. Jakoś więc przeszliśmy przez początkowy okres bez nerwów. A przynajmniej tak mi się wydawało.

Ale mój mąż znów stał się drażliwy, zawsze niezadowolony. Nie był zadowolony z bałaganu w domu ani z jedzenia, które nie było ugotowane na czas. Nie podobało mu się, że musiałam wozić najstarsze dziecko na treningi. Kiedyś to robiłam, ale teraz nie miałam takiej możliwości.

Po dwóch miesiącach takiego życia nagle powiedział to samo zdanie o przerwie w związku i zaczął się pakować.

- "Zwariowałeś?" Zapytałam go: "Jaka przerwa? Po co? Opuszczasz nas?

"Nie zostawiam cię", przewrócił oczami. "Po prostu chcę przez jakiś czas żyć sam. Zrozumieć siebie. Pamiętaj, że już raz przez to przechodziliśmy. Pomogło nam to uratować nasz związek.

- Byliśmy wtedy bardzo młodzi i nie potrafiliśmy właściwie rozwiązywać problemów. Dopiero co groziliśmy sobie rozwodem. Podejrzewam, że uciekłeś, bo w domu było małe dziecko i byłeś zmęczony. "Teraz robisz to samo" - odpowiedziałam, nie kryjąc urazy - "To znaczy, że mam sama dźwigać wszystko, co razem tworzymy? Przecież to są twoje dzieci!

- "Wtedy ci to nie przeszkadzało" - zaczął argumentować mój mąż - "Co się zmieniło?

- Wtedy nie rozumiałam twoich motywów. Myślałam, że sprawiasz, że czuję się źle, a potem wyprowadzasz się, bo sprawy się nie układają. Ale tak naprawdę uciekałaś od odpowiedzialności. Chciałam po prostu odpocząć. Czy ktoś da mi spokój?

Ale bez względu na to, jak wiele dowodów dawałam, mój mąż nadal się pakował.

- "To tylko na miesiąc, nie dłużej", zapewnił mnie. "Zabiorę Aleksandra na szkolenie i wyślę ci pieniądze. Poproszę mamę, żeby przyjechała i ci pomogła.

- Nie chcę, żeby twoja mama przyjeżdżała. Mam męża, a moje dzieci mają ojca. Ty. Więc bądź przy mnie. Pomagaj jak możesz, bierz udział w życiu rodziny" - nie zgodziłam się na warunki męża.

- "Słuchaj, wynająłem już mieszkanie i spakowałem swoje rzeczy" - odpowiedział niegrzecznie. Jeśli nadal będziesz na mnie naciskać, naprawdę złożę pozew o rozwód! Powiedziałem ci grzecznie - chcę przerwy w związku!

Chwycił swoją torbę i wybiegł z mieszkania. Zostałam w domu w kompletnym szoku. Zadzwoniłam do mamy i teściowej. Obie myślały, że sytuacja jest szalona, ale jednocześnie uważały, że to ja jestem winna.

- "Pamiętaj, że to ty pozwoliłaś mu wtedy odejść" - powiedziała moja matka. "Teraz wykorzystuje tę szansę, prawie jakby to była szansa. Powinnam była postawić na swoim i nalegać, by został.

Moja teściowa jest tego samego zdania.

I myślę, że nie powinnam zmuszać człowieka, który tak ucieka od swojej rodziny. Więc on chce uporządkować sprawy w związku? Czy nadal nie jest czegoś pewien? Niech idzie gdzie chce, ja go do domu nie wpuszczę.