To było trochę jak szaleństwo: chciałam spędzać z nim 24 godziny na dobę, płakałam i nie pozwalałam mu iść do pracy, uwielbiałam go i poświęcałam mu cały swój wolny czas.

Można powiedzieć, że założyłam różowe okulary. Moja rodzina martwiła się o mnie, bardzo nie lubili Andrzeja. Ani moja siostra, ani mama.

Ale ja nie chciałam nic słyszeć. Szczerze mówiąc, myślałam, że mama i siostra są o mnie zazdrosne. W końcu obie żyły bez mężów. Mama rozwiodła się dawno temu, a siostra nie poznała męża od 35 lat.

Andrzej traktował mnie dobrze. Mówił wiele miłych rzeczy, które sprawiały, że czułam się bardzo dobrze. Wydawało mi się, że to ten jedyny. Że jest jedyną osobą na świecie, która może mnie zrozumieć. W końcu wszystkie jego plany pokrywały się z moimi.

- "Chcę spędzić z tobą resztę życia" - szepnął do mnie, a ja się rozpłynęłam. Wkrótce Andrzej pakował się i wracał do domu.

Popularne wiadomości teraz

"Zarządzałem w naszej rodzinie. Myślałem, że trzymam wszystko pod kontrolą. Teraz moje ręce są związane"

Mąż wspomniał o trzecim dziecku: "Muszę zostać ojcem syna". A co, jeśli znowu urodzę córkę: "Wracamy do domu i staramy się lepiej, czy jak"

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

Byłam zakochana jak dziewczyna, mimo że właśnie skończyłam 32 lata. Nie rozumiałam, co we mnie wstąpiło.

Całe życie byłam chłodno nastawiona do mężczyzn - pamiętałam przykład mojej mamy, która została bez męża i nastawiła mnie i moją siostrę przeciwko płci męskiej.

- "Oni wszyscy są tacy sami" - mawiała mama.

Była zdecydowanie przeciwna Andrzejowi i naszym relacjom z nim. Wstydziła się, że nie przedstawił mnie swojej rodzinie i sam nie przyszedł się z nimi spotkać.

- On cię wykorzystuje! Kiedy ty przejrzysz na oczy?" - lamentowała.

Nie sądziłam. Mimo że nie mieszkaliśmy razem, mimo że często wyjeżdżał w interesach, wierzyłam w jego miłość. Być może protestowałam przeciwko wyobrażeniom mojej matki o złych mężczyznach.

Ale z biegiem miesięcy zaczęłam się zastanawiać, dokąd zmierzamy z Andrzejem. Chciałam zalegalizować nasz związek. Wiedziałam, że matka tego nie zaakceptuje, więc chciałam wziąć ślub w tajemnicy. Tylko we dwoje.

Andrzejowi spodobał się ten pomysł. Teraz rozumiem, dlaczego był taki szczęśliwy. Po pierwsze, minimalne koszty. Po drugie, nikt by się nie dowiedział, że się ze mną ożenił. Po trzecie, nie było żadnej odpowiedzialności - nigdy nie przedstawił mnie swojej rodzinie, nigdy nie widział mojej matki na oczy.

Powiedziałam jednak siostrze o swoich planach. Chciałam, żeby była trochę zazdrosna. Moja siostra wysłuchała mnie i pogratulowała mi, a potem powiedziała mojej matce za moimi plecami.

Mama zadzwoniła do mnie i zrobiła scenę. Zniosłam to, powiedziałam jej, że jestem szczęśliwa i poprosiłam, żeby mi nie przeszkadzała. Mama błagała mnie:

- "Dla mojego dobra! Zrób dla mnie jedną rzecz! Jeśli mnie kochasz, córko!

Obiecałam jej, że spełnię jej prośbę, chyba że będzie to rozwód.

- Anno, błagam cię. Powiedz Andrzejowi, że jesteś w ciąży. Po prostu mu powiedz, to wszystko. Gwarantuję ci, że od razu mu przejdzie.

- "Nie będę okłamywać mojego przyszłego męża!" - upierałam się.

- Jeśli od ciebie nie ucieknie, znowu zajdziesz w ciążę. "To nie kłamstwo" - przekonywała mnie mama.

Byłam urażona takimi sprośnymi aluzjami. Andrzej nigdy by mnie nie zostawił! Jesteśmy razem od sześciu miesięcy!

- Dobrze, powiem to. Ale po co są te czeki?

- Dla ciebie. Żebyś się opamiętał!

Czekałam, aż Andrzej wróci z pracy. Mieszkaliśmy u mnie: cieszyłam się, że mogę przyprowadzić ukochanego do siebie. Otoczyłam go troską i komfortem. Andrzej to doceniał i przychodził do mnie co najmniej trzy razy w tygodniu, czasem zostając na noc.

Byłam tak podekscytowana, jakbym naprawdę była w ciąży. Nadszedł; poszłam naprzód. Zanim Andrzej zdążył wejść, wskoczyłam mu na szyję:

- "Jestem w ciąży!" Wydychałam powietrze, a gdy wdychałam, czułam zapach kobiecych perfum. Nie moje.

- "Och, naprawdę?" Andrzej był zdezorientowany, ale szybko się pozbierał, "to po prostu wspaniale, kochanie!

Spędziliśmy razem wieczór, a potem powiedział, że zamierza spędzić noc u przyjaciela.

Ogólnie rzecz biorąc, nigdy więcej go nie widziałam. Na początku się martwiłam, ale po kilku miesiącach i kilku wizytach u psychologa w końcu się opamiętałam.

Dzisiaj zadzwoniłam do mamy i podziękowałam jej za radę, która uchroniła mnie przed wielkimi problemami i pomogła mi w końcu zobaczyć prawdziwe oblicze mojego "wybranka".