Nie mieliśmy dużo, ale zawsze starczało na kawałek mięsa. A rodzina Krzysztofa jest skąpa - nie wyda dodatkowego grosza.

Więc nawyk nadmiernego oszczędzania mężczyzny pozostał. Jednak na początku życia rodzinnego był to nawet plus. Mieliśmy niewielkie pensje i wspólny budżet. Żyliśmy skromnie, ale dobrze się bawiliśmy.

Oczywiście nadmierna oszczędność Krzysztofa mi przeszkadzała. Czasami przychodziliśmy do sklepu, a on zaczynał liczyć gramy. Czasami nawet wstydziłem się z nim iść. Jednak jego skąpstwo pomogło nam spłacić kredyt hipoteczny przed terminem.

Czasami Andrzej smutno wzdychał. Mówił, że niedługo go zostawię, z tak małą pensją. A ja zagryzałam wargi. Miałam tajemnicę. Nie mogłam się do niego przyznać i trudno mi było zachować go dla siebie.

A sekret polegał na tym, że od ponad roku otrzymywałem sporą pensję. Miałem dostęp do odpowiedzialnych projektów i z powodzeniem je realizowałem. Andrzej często powtarzał, że wysoka pensja żony to prosta droga do rozwodu.

Popularne wiadomości teraz

„Synowe się postarały. No cóż, postanowiłam odpłacić im tym samym. Na Dzień Matki podarowałam im obu użyteczny prezent – miskę”

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

„Jesteś tu nikim. Boję się, wpuszczać cię na próg, nie wiem, co robiłaś przez te 15 lat we Włoszech": trudno uwierzyć, że tak mówi moja matka"

„Straciłem rodzinę przez przeklęty test DNA. Co musiałem myśleć, kiedy mój syn w ogóle nie podobny do mnie”

Więc milczałam. Bez wiedzy męża uzupełniałam rodzinny budżet dodatkowymi pieniędzmi. Część odkładałam na osobne konto. I cały czas marzyłam, że kiedyś wreszcie będziemy żyć pięknie i gustownie - dobry samochód, ładne ubrania, wakacje nad morzem.

Tymczasem musiałam tylko westchnąć. Wakacje nad morzem wydawały się niewybaczalnym luksusem dla mojego skąpego męża. A ja musiałam kupować nowe ubrania, gdy stare się zużyły. W tym samym czasie wydał dużo pieniędzy na daczę swojej teściowej i swój stary samochód.

Nasz syn był już dorosły, kiedy Andrzejowi podniesiono pensję. Nawet później zarabiałem znacznie więcej niż on. Ale kiedy usłyszałam dobre wieści, ucałowałam męża. Był z siebie bardzo dumny.

Byłam pewna, że teraz naszej rodzinie będzie żyło się lepiej. A jak Andrzej dostanie nową pensję, to go uszczęśliwię. I pojedziemy z nim do Turcji. Albo jeszcze lepiej, na Malediwy. Albo jeszcze lepiej, na Malediwy. I kupimy cielęcinę zamiast skrzydełek z kurczaka.

Ale moja euforia nie trwała długo. Krzysztof stał się jeszcze bardziej oszczędny, wręcz chciwy. Zaczynał paskudnie prychać, gdy przynosiłem do domu jedzenie, które lubiłem - ser, szynkę, ryby, owoce. Ale mieliśmy coraz więcej alkoholu, frytek i wieprzowiny.

Pewnego dnia zaczęłam rozmowę z moim ukochanym mężem, że czas pomyśleć o nowych meblach i urozmaiceniu diety. No i fajnie byłoby pojechać nad morze. Krzysztof przemyślał sprawę i poszedł spać.

A następnego dnia powiedział:

"Kochanie, spróbujmy prowadzić oddzielny budżet!

Dlaczego?" Byłam zaskoczona.

Widzisz, wydajesz za dużo moich pieniędzy. Kiedyś nasze dochody były takie same - nie mieliśmy się czym dzielić. A teraz zaczęłam dostawać znacznie więcej. I nie podoba mi się, że wszystkie moje pieniądze idą na ser, szynkę i twój manicure!

Więc co sugerujesz?

Teraz każdy dba o siebie. I każdy kupuje własne jedzenie. Nie potrzebuję ryb, ale chcę się zrelaksować z przyjaciółmi. Spróbujemy?

Przykro mi to słyszeć. Właściwie to sama zarobiłam pieniądze na manicure. I ogólnie potajemnie dodałam dodatkowe pieniądze do ogólnego budżetu. Ale Krzysztof nalegał, a ja się zgodziłam.

I zaczęłam zupełnie inne życie. Przestałam jeść w domu. Po pracy jadłam kolację w restauracji, a na lunch wystarczał mi mój ulubiony ser i awokado. Teraz bez problemu mogłam zrobić sobie paznokcie w dobrym salonie i fryzurę u najlepszego fryzjera. Masaże, spa - och, jak wiele sobie wcześniej odmawiałam!

Mój mąż początkowo nie zauważył zmian. Chętnie spotykał się ze znajomymi i brał pożyczony samochód. Kiedy wrócił do domu, był zdenerwowany brakiem jedzenia. Wszystko musiał kupować sam, a kupowanie gotowego jedzenia pochłaniało mnóstwo pieniędzy.

Kochanie, nie mam tyle pieniędzy, żeby starczyło mi do końca miesiąca! A ty chodzisz do manikiurzystki i fryzjera, jesz w restauracjach i korzystasz z dostaw. To niesprawiedliwe.

Co w tym niesprawiedliwego? Chciałaś oddzielnego budżetu. Nie ruszam twoich pieniędzy. Żyję na własny rachunek, tak jak uważam za stosowne" - odpowiedziałam zaskoczona.

"Czy przynajmniej znów będziesz dla mnie gotować?

Mogę, kochanie, ale kupuj dobre produkty. A czasami można zamówić dostawę.

Nastrój mojego męża całkowicie się popsuł. Nie miał w planach zakupów spożywczych. Następnego dnia przyszedł z bukietem kwiatów i tortem. Na początku nawet się ucieszyłam.

Spędziliśmy razem cudowny wieczór. Krzysztof był troskliwy i delikatny. Ale potem powiedział podstępnie, że chciałby zwrócić cały budżet. Z goryczą zdałam sobie sprawę, że kwiaty i czułość były tylko kluczem do moich pieniędzy.

Odmówiłam mężczyźnie. Powiedziałam mu, że wyjeżdżam na dwa tygodnie na wakacje. Zaproponowałam, że dołożymy się i polecimy razem. Krzysztof prychnął i powiedział, że nie ma na to pieniędzy.

Wzruszyłam ramionami z uśmiechem i zaczęłam przeglądać katalog z biżuterią. Och, jak dawno się tak nie rozpieszczałam. Ta bransoletka będzie świetnie wyglądać na mojej ręce!