Adam, mój pierwszy i jedyny mąż, całkowicie się ze mną zgadzał w tej kwestii. On też marzył o dzieciach i dużym, zadbanym domu. Prawdopodobnie to nasze wspólne cele połączyły nas w tamtym czasie.

Przez długi czas po prostu chodziliśmy do kina i kawiarni, spacerowaliśmy. Czasami przyjeżdżał do mnie na noc lub na kilka dni (wynajmowałam mieszkanie), czasami nocowałam u niego (nadal mieszkał z rodzicami). Generalnie nie spieszyło nam się do bycia razem, patrzyliśmy na siebie.

Adam mi się nie oświadczył, a ja nie czułam się gotowa na małżeństwo, bo wszystkie pochopne śluby w naszym środowisku kończyły się rozwodami w ciągu roku lub dwóch. Zauważyliśmy to z Adamem i postanowiliśmy się z niczym nie spieszyć. Adam zasugerował, żebyśmy na razie zamieszkali razem. Przynajmniej po to, by zobaczyć, jak będziemy się dogadywać.

Nakreślił mi następujący plan: ja rzucam pracę, prowadzę gospodarstwo domowe tak jak chcę, a on dalej prowadzi swoją firmę (naprawia sprzęt biurowy i robi zdjęcia do dokumentów).

Ja pomagam mu w księgowości, bo moje wykształcenie mi na to pozwala. Oszczędzamy na własne mieszkanie, potem bierzemy ślub, mamy dzieci... Generalnie wszystko dobrze zaplanował i dobrze, byłam ze wszystkiego zadowolona.

Popularne wiadomości teraz

Mąż wspomniał o trzecim dziecku: "Muszę zostać ojcem syna". A co, jeśli znowu urodzę córkę: "Wracamy do domu i staramy się lepiej, czy jak"

„Synowe się postarały. No cóż, postanowiłam odpłacić im tym samym. Na Dzień Matki podarowałam im obu użyteczny prezent – miskę”

„Jesteś tu nikim. Boję się, wpuszczać cię na próg, nie wiem, co robiłaś przez te 15 lat we Włoszech": trudno uwierzyć, że tak mówi moja matka"

„Straciłem rodzinę przez przeklęty test DNA. Co musiałem myśleć, kiedy mój syn w ogóle nie podobny do mnie”

Tego wieczoru Adam spakował kilka rzeczy do domu i przeprowadził się do mojego wynajętego jednopokojowego mieszkania. Następnego dnia złożyłem wypowiedzenie. Pracowałem przez dwa tygodnie, przejąłem obowiązki poprzedniego księgowego Adama i zacząłem pracę na nowym, że tak powiem, stanowisku.

O dziwo, wszystko poszło łatwo i sprawnie. Zdalnie prowadziłam księgowość firmy, czasem pełniąc obowiązki specjalisty ds. kadr. Zajmowałam się też codziennym życiem naszej małej rodziny.

Dwa razy w miesiącu Adam przekazywał mi kwotę potrzebną na zakupy spożywcze, opłacenie mediów i inne drobne wydatki. Uzgadnialiśmy większe wydatki. Resztę pieniędzy przelewaliśmy na konto osobiste mojego chłopaka, aby zaoszczędzić na mieszkanie. Umieściliśmy tam również nasze osobiste drobne oszczędności, które zgromadziliśmy zanim zaczęliśmy razem mieszkać.

Można powiedzieć, że wszystko było dobrze zorganizowane. Tak jak sobie wymarzyliśmy. Ponieważ chciałem jak najszybciej wprowadzić się do własnego mieszkania, podjąłem się zdalnego zarządzania inną firmą. Oczywiście sporo zaoszczędziliśmy, ale nie przejmowaliśmy się tym. Nie odważyłam się powiedzieć rodzicom, że mieszkam z chłopakiem.

Myślałam, że nadejdzie czas i wszystko im powiem. Dzwoniłam i odwiedzałam ich, mówiłam, że mam chłopaka, ale milczałam na temat wspólnego mieszkania. Pewnego weekendu moi rodzice przyjechali w odwiedziny - Adam poszedł z przyjaciółmi na ryby. Schowałam więc jego rzeczy, żeby nie było żadnych pytań.

Znam moją mamę, zaczęłaby mówić o ślubie, a to było wtedy nieodpowiednie. Rodzinie powiedziałam dopiero, gdy byliśmy w trzecim roku wspólnego pożycia. A potem przez telefon. W cztery oczy byłam zażenowana.

Moja matka oczywiście negatywnie oceniła rozwój mojej relacji z Tolią. Powiedziała mi, że w jakiś sposób mnie oszuka.

"Pracujesz tylko dla faceta bez pieczątki, obsługujesz go i oszczędzasz pieniądze na jego konto!" krzyczała, "Jutro wyrzuci cię na ulicę, a ty nawet nie będziesz mogła odebrać tych oszczędności, nie jesteś mężatką!".

Mój tata poparł mnie, mówiąc, że nikt już nie bierze ślubu od razu. Ale poradził mi, żebym oszczędzała pieniądze oddzielnie.

Cóż, rozumiałam strach moich rodziców: ludzie przeżyli lata 90-te, wiele widzieli i nikomu nie ufali. Obiecałam mamie, że na pewno się pobierzemy, ale wtedy, kiedy będziemy na to gotowi.

Szczerze mówiąc, pomimo mojego zaufania do Adama, słowa moich rodziców zasiały ziarno wątpliwości w mojej duszy. Nagle zdałem sobie sprawę, że rzeczywiście byliśmy ze sobą od dłuższego czasu i nadszedł czas, abyśmy się pobrali, zwłaszcza że zaoszczędziliśmy już połowę pieniędzy na małe jednopokojowe mieszkanie w naszej okolicy. Nawet jeśli nie było wyremontowane, nawet jeśli było bardzo małe, ale wciąż nasze...

Długo przygotowywałam się do rozmowy z Adamem, szukając odpowiednich słów. W końcu się zdecydowałem:

"Adam, dlaczego jeszcze mi się nie oświadczyłeś?" zapytałam. "Jesteśmy ze sobą już długo, niedługo zaoszczędzimy na mieszkanie....

"Nie martw się i nie poganiaj mnie, bądź cierpliwa, już wszystko obmyśliłem" - mój kochanek uśmiechnął się tajemniczo - "Nie zawiodę Cię!".

Po tej rozmowie w końcu się uspokoiłam i przestałam nie ufać Adamowi.

Mniej więcej rok później Adam przybiegł do domu cały kwitnący i szczęśliwy. I od progu radośnie oznajmił:

"Kochanie, wyjdź za mnie!" i wręczył mi klucze do mieszkania.

"Sam kupiłeś to mieszkanie?" - zdziwiłam się.

"Tak! Postanowiłem nie czekać, aż zaoszczędzimy pieniądze, wziąłem małą pożyczkę, pożyczyłem coś od rodziców i kupiłem! Chciałem ci zrobić niespodziankę!

Niespodzianka się udała - powiedziałem oszołomiony.

"Okazało się, że Adam wziął nasze pieniądze, kupił mieszkanie, a teraz mi się oświadcza. Ale mieszkanie jest przedmałżeńskie, czyli należy tylko do niego...

Czyli moja mama miała rację. Nie, powiedzmy, że mój przyszły mąż mnie nie wyrzuci, wręcz przeciwnie, jest gotowy zalegalizować nasz związek. Ale jednocześnie mieszkanie, na które oboje zapracowaliśmy, jest udokumentowane jako jego. Siedzę tutaj w kompletnej dezorientacji. Nie wiem, co robić.