Co ciekawe, w tych czasach nie było żadnych plastikowych kubków, ale jedna wspólna szklanka i ogromna kolejka po ten przepyszną wodę sodową.
Pomimo tego, że dosłownie całe miasto piło z tych wspólnych szklanek, nikt wtedy nie bał się złapać jakiejś choroby.
Warto jednak zauważyć, że w ZSRR informacje o liczbie przypadków zarażenia jakąś chorobą lub wirusem, a także dane o jakichkolwiek epidemiach, władze starannie ukrywali.
Przeanalizujmy to razem. Przecież w rzeczywistości korzystanie ze wspólnych naczyń mogło doprowadzić do zarażenia takimi chorobami jak:
"Wylądowałam w szpitalu. Syn nie mógł przyjechać. Przysłał mi pieniądze. Jestem wdzięczna. Byłoby łatwie gdyby jeden dzień spędził ze mną": z życia
Małgorzata Ostrowska-Królikowska uczciła urodziny Antka. Aktorka opublikowała zdjęcie syna z dzieciństwa
Żona Piotra Adamczyka przeszła ciężką operację: "To choroba nie tylko kobiety, ale też jej najbliższych"
Swędzenie prawej piersi – co oznacza? Najpopularniejsze presady i zabobony
-
infekcje dróg oddechowych;
-
opryszczka;
-
grypa.
Jednak w tamtych czasach ludzi nie zbyt obchodziło to, gdzie i jak oni „złapali” jakiś wirus lub grypę: czy to było przez brudne ręce, kontakt z zarażonymi ludźmi czy wspomniane wcześniej wspólne szklanki z automatów z wodą sodową.
Warto także zauważyć, że wtedy w szpitalach było niewielu pacjentów z jakimikolwiek wirusami.
Ci, którzy chcieli napić się wody sodowej, ale nie chcieli pić ze wspólnej szklanki, brali własną, natomiast niektórzy rodzice surowo zabraniali swoim dzieciom nawet zbliżać się do takich automatów.
Jednak wraz z upadkiem ZSRR te automaty również poszły w zapomnienie, ponieważ organizacje zajmujące się ich instalacją oraz obsługiwaniem po prostu przestały istnieć.
Wkrótce natomiast te automaty zostały zastąpione plastikowymi butelkami, które, jak wszyscy wiemy, są nadal bardzo aktualne.