Oto moja historia, mam 54 lata, a od śmierci mojego ukochanego Krzysztofa minęły już ponad trzy lata. Całe życie żyliśmy serce w serce.

Nigdy nie było momentu, w którym nie mogliśmy się zrozumieć na pierwszy rzut oka, byliśmy naprawdę dla siebie stworzeni, jakbyśmy byli małżeństwem w niebie.

Po raz pierwszy spotkaliśmy się, gdy byliśmy studentami, zakochaliśmy się w sobie natychmiast i pobraliśmy się prawie rok później. Wszystko było jeszcze przed nami i wydawało się, że nasze szczęście będzie trwać wiecznie.

Rok później urodziła się nasza pierwsza córka, a mój mąż ciężko pracował, aby kupić nam przynajmniej jednopokojowe mieszkanie, aby dziecko mogło dorastać we własnym kącie.

Półtora roku później los uśmiechnął się do nas dwukrotnie, urodziły nam się bliźniaki. Oczywiście nie było nam łatwo, bo pralka i pieluchy były czymś nieosiągalnym, ale mimo wszystko dzieci podrosły, a my przeszliśmy ten etap z godnością.

Popularne wiadomości teraz

"Ja tu rządzę": moja teściowa robiła mi wyrzuty przy gościach, ale przypomniałem jej, na czyj koszt żyje

"Jak ojciec może tak lekceważąco traktować własne dziecko. Jego partnerka może ubiegać się o jego dziedzictwo"

"Postanowiłam zrobić niespodziankę mojemu synowi i odwiedziłam go bez zaproszenia: synowa była niezadowolona, a wnuk płakał"

"Mój kuzyn zadzwonił i powiedział, że tylko krewni powinni być obecni na ślubie: jak to możliwe, że mój mąż nie będzie obecny"

Mój Krzysztof był wzorem męskiej odwagi, nie tylko ciężko pracował w pracy, ale też pomagał mi w domu. Rozumiem, że nie jest to łatwe, że swoją energię życiową spożytkował znacznie szybciej niż mógł, sprawiając przyjemność mnie i dzieciom.

Aż pewnego dnia nie wstał na śniadanie, a kiedy próbowałam go obudzić, już nie żył. Zasnął na zawsze. Moje dzieci i ja nie mieliśmy słów, Krzysztof był dla nas wszystkim.

Wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tego, że go nie ma. I wtedy sąsiad okazuje oznaki troski: kwiaty, słodycze, podwiezienie do daczy. Nawet nie wiem, co robić, czy to uczciwe wobec pamięci o moim Krzysztofie.