Dzieci mieszkają w mieście, a ja na wsi. Wyszli za mąż w zeszłym roku, ale jeszcze nigdy nie byłam u nich w odwiedzinach. W tym roku postanowiłam zostawić wszystkie sprawy ogrodowe i trochę się rozerwać, trochę poczuć miejskie życie. Zostawiłam całe zwierzęta u sąsiadów i wyjechałam.

Chciałam pospacerować nad brzegiem rzeki, pójść do kina, po raz pierwszy zjeść obiad w restauracji. Syn nie miał nic przeciwko, a i synowa nie zaprotestowała. Przyjechałam w ciągu dnia – syn odebrał mnie bezpośrednio na dworcu.

Kiedy mnie przywiózł do domu, synowej nie było. Zostawił mi klucze i pojechał do pracy. Obejrzałam wszystko i złapało mnie za serce – jaki tam był bałagan!

Na podłodze kruszyny, kafelki całe w niejasnych plamach, a na kafelkach zastygły tłuszcz. Przecież wiedzieli, że przyjadę, nie mogli choć trochę posprzątać?

Postanowiłam od razu przywrócić porządek, bo tam było ciężko oddychać. Myślałam, że dzieci mnie wynagrodzą za trud, a oni nawet nie zauważyli zmian.

Popularne wiadomości teraz

"Co za zdrada, nie mam pojęcia, od kogo są te bukiety": byli dobroczyńcy, którzy powiedzieli mi o twoich podróżach

Żaden z gości na weselu nie miał pojęcia, że para młoda ledwo się zna, ale Anna nie spodziewała się, że będzie to znak od losu

"Pobraliśmy się, gdy byłam już w siódmym miesiącu ciąży. Świętowaliśmy skromnie, tylko z najbliższymi. Po ślubie nie mieliśmy dokąd pójść"

"Moja synowa zrujnowała moje urodziny swoją obecnością. Gdzie był umysł mojego syna, kiedy się z nią żenił"

Zjedliśmy kolację i rozeszliśmy się do różnych pomieszczeń. Rankiem zabrałam się za hydraulikę i kuchnię. Cały dzień spędziłam na porządkach, ale znowu żadnej reakcji ani od syna, ani od synowej. Nawet dziękuję nikt nie powiedział. A ja byłam już tak zmęczona, że nie chciało mi się już spacerować i jeść w restauracji.

Syn po tygodni odwiózł mnie na dworzec i zapytał, dlaczego przez cały ten czas nie odpoczęłam.

I tutaj moja cierpliwość pękła - wyraziłam mu całe moje niezadowolenie. Powiedziałam, że dzień w dzień sprzątałam ich mieszkanie, a oni nawet nie zwrócili na to uwagi. A w odpowiedzi usłyszałam, że mnie o to nie prosili.

Widzicie, dla nich już dobrze się mieszkało, to była moja inicjatywa. Że niby trzeba było tego nie zauważać. A jak? Przemieszczać się po mieszkaniu z zamkniętymi oczami? Jeść z naczynia, od którego obraca się żołądek?

Syn wytłumaczył, że dla nich ważne są zachody słońca, dobre filmy, przyjaciele i miłość, a nie sterylność. Powiedział, że za bardzo się przejmuję, zaciemniając swoje szczęście.

Kiedy w mieszkaniu jest brudno, zamawiają sprzątanie. A jeszcze pomyśleli, że mama nudzi się, dlatego szukała pracy.

Coś w jego słowach sprawiło, że zmusiło mnie to do zastanowienia się i przemyślenia mojego życia.