Razem chodziłyśmy do przedszkola, siedziałyśmy przy jednym biurku i mieszkałyśmy razem przez studenckie lata.

Wzajemnie wspierałyśmy się, gdy były problemy związkowe czy w nauce. Pamiętam, jak chłopak Joanny złożył jej oświadczyny, jak razem wybierałyśmy suknię ślubną i zapraszałyśmy gości na święto, bo byłam pierwszą druhną, a Marta – drugą. Potem to ja zostałam narzeczoną, a one mi pomagały.

A co z czasem ciąży? To były trudne czasy w kraju, więc często dzieliłyśmy się wspólnymi rzeczami dla dzieci. Na przykład krzesełko do karmienia mojej Sofii przeszło "w spadku" dla Davida, pierworodnego Joanny.

Pamiętam, jak starannie go czyściłam z rysunków, które córka zostawiła na pamiątkę. A Marta podarowała mi kilka par butów dla córki, bo jej już dorosła dziewczynka i wyrosła z nich – szkoda było wyrzucać.

Jednak Joanna rozwiodła się i przeprowadziła się do innego miasta. Wydaje się, że to właśnie wtedy nasza przyjaźń zaczęła się rozpadać. Oczywiście Marta została ze mną. Joanna rzadko utrzymywała kontakt, najpierw dzwoniła co drugi dzień, potem raz w tygodniu na Skype, a po miesiącu nawet nie życzyła mi świąt ani urodzin. Ale to życie, czasami może być surowe i nieprzewidywalne.

Popularne wiadomości teraz

"Czułam się zbyt stara i zbyt zmęczona, by mieć kolejne dziecko, ale Adam zrobił wszystko, co w jego mocy, by zmienić moje zdanie"

"Co za zdrada, nie mam pojęcia, od kogo są te bukiety": byli dobroczyńcy, którzy powiedzieli mi o twoich podróżach

"Moja synowa zrujnowała moje urodziny swoją obecnością. Gdzie był umysł mojego syna, kiedy się z nią żenił"

"Stoję przed mieszkaniem twojego kochanka, kiedy przyjedziesz, otwórz drzwi". Marta nie spodziewała się takiej reakcji męża

Ostatnio dowiedziałam się, że syn Joanny się ożenił! Napisałam jej życzenia szczęścia młodej parze i mocnego zdrowia przyszłym wnukom. Jednak nawet podziękowania nie dostałam!

Spotkawszy się w parku z Martą, omówiłam tę sytuację. Ona szybko wszystko wyjaśniła. Po prostu Joanna zaczęła nowe życie, w którym nie ma miejsca dla biednych jak my i to wszystko. Pomyślałam i zaakceptowałam tę sytuację. W końcu z Martą wciąż się komunikujemy.