W tym czasie miałam już dorosłe dzieci, moja córka studiowała w Waszyngtonie i tam wyszła za mąż. Mój syn rozpoczynał studia, a ja i mój mąż zaoszczędziliśmy wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić mu jednopokojowe mieszkanie w centrum regionalnym.

Później moja córka urodziła syna w Stanach Zjednoczonych i zaproponowała mi przeprowadzkę. Nie wahałam się długo, miałam już wtedy 53 lata, spędziłam sześć miesięcy na załatwianiu formalności, po czym spakowałam swoje rzeczy i wyjechałam.

Mój syn nie poczuł się urażony - powiedział, że jest dorosły i poradzi sobie sam. Sprzedałam mieszkanie w naszym rodzinnym mieście, mąż się o nie nie upomniał, więc oddałam część pieniędzy dzieciom, a resztę odłożyłam na "czarną godzinę", jak to mówią.

Moi rodzice już wtedy nie żyli, więc nic mnie tu nie trzymało.

Ogólnie rzecz biorąc, mieszkam z córką od dziesięciu lat. Pomagam jej we wszystkim, a ona urodziła bliźniaki, więc mamy dużą rodzinę. Pracowałem także, gdy mój syn studiował na uniwersytecie, więc wysyłałem mu pieniądze.

Popularne wiadomości teraz

"Kiedyś skończyły mi się pieniądze i byłam w innym mieście. Nie miałam ani grosza w portfelu, więc zadzwoniłam do męża, ale on mnie zaskoczył"

Żaden z gości na weselu nie miał pojęcia, że para młoda ledwo się zna, ale Anna nie spodziewała się, że będzie to znak od losu

"Pobraliśmy się, gdy byłam już w siódmym miesiącu ciąży. Świętowaliśmy skromnie, tylko z najbliższymi. Po ślubie nie mieliśmy dokąd pójść"

"Tak bardzo mi pomagasz, jak mogę ci się odwdzięczyć: zostań matką mojej córki. To wystarczy"

Teraz już sam się utrzymuje, pracując jako architekt w prestiżowej firmie. On i jego dziewczyna mieszkają w jednopokojowym mieszkaniu, ale po ślubie chcą kupić większe mieszkanie.

Niedawno świętowaliśmy wesele: nie angażowałam się, tylko pomagałam z pieniędzmi. Przyszłam na wesele i wiesz, co chcę ci powiedzieć - byłam mile zaskoczona. Polska bardzo się zmieniła, na lepsze.

Już na lotnisku moją uwagę zwrócili młodzi ludzie - dobrze ubrani, z najnowszymi smartfonami. W dzisiejszych czasach wyjazd za granicę to normalna rzecz dla osoby w średnim wieku, ale kiedy stąd wyjeżdżałam, mogłam tylko pomarzyć o wakacjach w Egipcie czy Turcji.

Emeryci nie są tak biedni jak kiedyś. Stałam w kolejce i widziałam starszych ludzi kupujących mięso i kiełbasę. A na całym świecie słyszy się tylko o tym, jaka ona biedna, jak wszyscy są jej coś winni.

Doszłam tylko do wniosku, że Polacy są przyzwyczajeni do biedy, zwłaszcza emeryci. Nieważne ile mają, zawsze jest za mało. Ich dzieci są im winne, ich wnuki są im winne, podobnie jak ich posłowie. Rozmawiałam z rodziną z mojej wioski i słyszałam tylko, jakie to szczęście, że mieszkam za granicą, jakby pieniądze spadały z nieba.

Ale to nieprawda, powiem ci! Tutaj wszystko jest o wiele bardziej rygorystyczne, musisz pracować, żeby coś mieć. Trzeba też przestrzegać prawa, bo inaczej grożą wysokie grzywny. Nikt tam nie czeka na pomoc krewnych, po ukończeniu 18 lat jesteś odpowiedzialny za siebie.

Ogólnie rzecz biorąc, cieszę się z mojego kraju, że Polska naprawdę rozkwitła, ale nie wiem, kiedy mentalność ludzi się zmieni.