Ciągle narzekają na mnie krewnym i przyjaciołom, mówiąc, że szanuję i szanuję moją pierwszą żonę i nazywam jej dziecko moim wnukiem, ale ja ich unikam i nie chcę ich znać. Wstydzę się syna, którego wychowałem, a jego druga żona nie jest daleko w tyle.

Za pierwszym razem mój syn ożenił się z kobietą, która miała już dziecko z pierwszego małżeństwa.

Wyrósł na przystojnego i miłego chłopca. Nazywał Adama tatą, a mnie babcią. Adam zaproponował, że wprowadzi się do jego mieszkania, a pokój Marty w akademiku został wynajęty. Jak każda rodzina, mieli pewne problemy, ale nigdy nie było żadnych poważnych nieporozumień.

Ale po kilku latach wspólnego życia wydarzył się incydent, który doprowadził ich do rozwodu, o którym Marta przez chwilę myślała, że to przeze mnie.

Postanowili przyjechać do mnie do domu, a ja od razu zabrałem się za lepienie pierogów, oszacowałem czas i zaprosiłem ich na godzinę 15-tą. Przyjechali wcześnie, około południa. Część pierogów była już gotowa. Wysłałam gości do pokoju, aby odpoczęli. Max, mój wnuk, przybiegł do mnie. Miał wtedy 3 lata. Trzymał pęk kluczy Adama: klucz do mieszkania, samochodu i biura.

Popularne wiadomości teraz

Po wejściu do nowego domu kobieta poszła do kuchni i włączyła czajnik. Nagle usłyszała czyjś głos: „Katarzyna, jesteś tam"

„Babciu, czy dostaniemy pierogi: Nie, one są dla Andrzeja, dla was już zrobiłam kanapki z margaryną”

Pewien facet znalazł zniszczony portfel. Nie miał pojęcia, do czego może on prowadzić: „ Czekałam na ciebie całe życie”

Żona zdała sobie sprawę ze wszystkiego, gdy przekroczyła próg domu i odkryła, że brakuje jej futra: „Maciej, jak mogłeś”

Powiedziałam mu, żeby oddał klucze tacie, bo jeśli je zgubi, nie będą mogli uruchomić samochodu i dostać się do mieszkania. Szybko pobiegł do pokoju. Zaczęłam układać pierogi i mieszać je ze skwarkami. Dziecku bardzo smakowały pierogi, Max wszystko chwalił, mówiąc, że bardzo smaczne.

Postanowiłam podać im pierogi na tacy. Już mieli wychodzić, gdy Adam zaczął szukać kluczy. Marta powiedziała, że Maks przyniósł je babci. Słyszałam, jak babcia powiedziała mu, że pójdziemy do domu, jeśli nie odda jej kluczy.

Adam spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem, a ja na Martę. Marta zaczęła wypytywać syna o klucze, ale bezskutecznie. Razem zaczęliśmy ich szukać. Gdzie w dwupokojowym mieszkaniu dziecko mogło je rzucić? Gdziekolwiek!

Przejrzeliśmy wszystko - poprzestawialiśmy wszystkie kanapy i stoliki. Krótko mówiąc, szukaliśmy wszędzie. Aż Adam wyciągnął klucze z kieszeni kurtki żony. Marta zapytała, skąd mogły się wziąć. Synowa zasugerowała, że były u teściowej.

Po tym incydencie natychmiast się ubrali i wyszli. Nie dotknęłam tych kluczy. Wszystko skończyło się łzami: Adam zadzwonił do mnie i powiedział, że Marta spakowała wszystkie swoje rzeczy i wyprowadziła się z powrotem do akademika, a on zamierza złożyć pozew o rozwód.

Bardzo się zmartwiłam, nie chciało mi się wierzyć, że Marta jest zdolna do czegoś takiego. Nigdy nie ingerowałem w życie synowej i syna. Zawsze rozpieszczałam wnuka i dawałam mu prezenty.

Później dowiedziałem się prawdy, zupełnie przypadkiem. Wiesz, jak to w filmach bywa - podsłuchałam rozmowę w autobusie. Dziewczyna siedząca za mną szczerze cieszyła się w całym autobusie i dzieliła się dobrą nowiną ze swoim rozmówcą przez telefon. Powiedziała, że jej chłopak w końcu się rozwodzi, więc wkrótce zamieszkamy razem. Nie wspomniał jeszcze o mnie. Wrobił swoją pierwszą żonę. To bardzo długa historia. Postanowił pokłócić się z nią i swoją matką, a potem wyrzucił ją z domu, bo nie będę mieszkał z kobietą, która potrafi okłamywać własną matkę. Oddzwonię, bo mam Olega na drugiej linii!

Zamarłem - było zbyt wiele zbiegów okoliczności. Słuchałem jej rozmowy z Adamem. Usłyszałem tylko słowa czułości. Próbowałam przekonać samą siebie, że to tylko zbieg okoliczności. Ale pół roku później przyprowadził swoją nową dziewczynę.

Od razu rozpoznałam jej głos. I wtedy wszystko stało się dla mnie jasne. Natychmiast wyrzuciłam ich oboje z mieszkania. Jak mój syn mógł okazać się takim łajdakiem? Nie mogłam sobie nawet wyobrazić, że wychowałem takiego tchórza. Nie potrafił nawet odejść jak mężczyzna! Poszłam do Marty powiedzieć jej prawdę.

Mój wnuk bardzo za mną tęsknił i nie chciał pozwolić mi odejść. Zaczęliśmy do siebie dzwonić i rozmawiać. Odwiedzaliśmy się nawzajem. Zaczęłam pomagać Marcie w opiece nad wnukiem. Uważam ją za swoją córkę! Ale ona nie chce się wyprowadzić z akademika i zamieszkać ze mną, choćbym nie wiem jak ją namawiała.

A mój syn udaje, że go obraziłam. Powtarza, że nie ma powodu, by się na niego gniewać. Nie chcę wchodzić w szczegóły. Każdy ma swoją prawdę. Jestem bardzo rozczarowana. Dla mnie moja pierwsza synowa stała się jak moja własna córka.