W ostatnich tygodniach ciąży uczęszczałam na kursy dla matek i dzieci, próbując znaleźć odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące opieki nad dzieckiem.

Poród rozpoczął się na czas, mąż zabrał mnie do szpitala położniczego, który wybraliśmy przez długi czas na podstawie opinii. Zdecydowaliśmy się na regionalne centrum okołoporodowe, gdzie jest poród partnerski i wspólny pobyt z dzieckiem.

Mój mąż poradził sobie z zadaniem, był obecny przy porodzie i nawet nie zemdlał! Widział jak rodzi się nasz syn!

Poród nie był łatwy, nie sądziłam, że będzie tak bolesny. Bycie z dzieckiem było skomplikowane przez mój stan. Ale nadal jestem pewna, że postąpiłam słusznie — mój syn był ze mną od pierwszych minut narodzin.

Po porodzie przeniesiono mnie na oddział poporodowy i od razu przywieziono moje dziecko. Nikt nie pokazał mi, co mam z nim robić, jak karmić, jak trzymać. Na kursach uczono nas, jak trzymać lalkę, ale jej głowa nie „odpada”.

Popularne wiadomości teraz

Mężczyzna poślubił dziewczynę i wychował jej dziecko. Wiele lat później ich córka postanowiła poznać własnego ojca

„W pierwszych miesiącach po porodzie marzyłam, że ktoś zabierze syna, ale dwadzieścia lat później zdałam sobie sprawę, jak bardzo zgrzeszyłam”

„Czy mogę dostać gorącą herbatę z kawałkiem chleba, nie martw się, usiądę na parapecie i poczekam”

„Oligarcha przywiózł żonę do szpitala położniczego, a po urodzeniu dziecka jej kierowca zawiózł ją nie do luksusowego domu, ale na dworzec kolejowy”

Zdaję sobie sprawę, że moje słowa wywołają burzę emocji u doświadczonych matek, ale mówię prawdę o tym, z czym musiałam się zmierzyć. Przez pierwsze dwa dni byłam sama na oddziale — nie wiadomo dlaczego nikt nie został mi przydzielony.

Nie miałam kogo poprosić o radę, więc poszłam na oddział pediatrii i poprosiłam o pokazanie mi, jak prawidłowo trzymać dziecko, myć je i przystawiać do piersi. Pielęgniarka spojrzała na mnie ze zdziwieniem, że nic nie wiem. Powiedziałam jej, że to moje pierwsze dziecko. Poprosiłam ją o radę, a ona powiedziała, że jest internet.

Pielęgniarka powiedziała, że mam 9 miesięcy na nauczenie się wszystkiego i zamiast pokazać mi, jak opiekować się dzieckiem, poszła powiedzieć o mnie koleżankom — żałosna matka!

Musiałam wrócić z synem i uczyć się na własnym doświadczeniu. Na początku nie wszystko szło dobrze. Mój syn dużo płakał i był oburzony. Pierwszej nocy skakałam z nim po oddziale, próbując go jakoś uspokoić.

Musiałam zapomnieć o moich okropnych bólach, najważniejsze było zdrowie dziecka. Nikt z personelu medycznego nie przyszedł na mój oddział. Bardzo się martwiłam, że mój syn jest głodny i brakuje mu siary.

Drugiego dnia zabrali mojego syna na godzinę, aby go sprawdzić, zważyć i zapytać, czy go karmię. Mój syn stracił 300 gramów w ciągu jednego dnia, powiedzieli, że postradałam zmysły i muszę go karmić mieszanką.

Zaczęłam pytać, co robić, czy będę miała mleko, czy nie, ale powiedzieli, że dziecko musi być karmione. Chwyciłam syna i pobiegłam do centrum dystrybucji mleka modyfikowanego. Połknął je łapczywie i spał przez następne cztery godziny.

Dlaczego nic mi nie powiedzieli pierwszego dnia? Poprosiłam o radę i pomoc. Następnego dnia (trzeciego) po ważeniu lekarka wezwała mnie do swojego gabinetu i powiedziała, że mój syn przybrał na wadze 400 gramów, pytając, czym go karmię.

Powiedziałam, że wczoraj kazano mi go karmić mieszanką, nie karmię piersią, bo kazali mi go karmić mieszanką.

Lekarz z oburzeniem powiedział, że nie chcę go karmić swoim mlekiem i skąd się biorą tacy ludzie, myślą tylko o sobie...

Byłam obrażona do łez. Moje pierwsze dziecko chciałam karmić piersią — kazano mi używać mleka modyfikowanego, a potem mnie za to zbesztano. Pamiętam, jak modliłam się o szybki wypis, żeby jak najszybciej opuścić to piekielne miasto.

Zostałam wypisana ze szpitala dopiero w piątej dobie, mój syn po urodzeniu przytył 700 gramów. To dużo, ale jest najedzony i szczęśliwy, a ja szczęśliwa — następnym razem będę mądrzejsza i nie będę nikogo słuchać.