Od kilku dni mój mąż mówi, że chce spędzić ze mną weekend w daczy, więc się przygotowuję. Bardzo się cieszę, bo nie pamiętam, kiedy byliśmy z mężem sami.
Dzień za dniem mija tak szybko, że po prostu nie mamy czasu cieszyć się życiem. Po ślubie Wiktor i ja mieszkaliśmy z rodzicami i prawie nie było romansu.
Potem nasze dzieci rodziły się prawie jedno po drugim. Teraz są dorosłe - pojechały na wycieczkę z przyjaciółmi. A teraz, po tych wszystkich długich latach, w końcu mamy czas dla siebie, aby przypomnieć sobie trochę naszej młodości.
Wróciłam do domu i przypomniałam sobie, że nie kupiłam jeszcze octu i majonezu. Nie miałam nawet gdzie tego położyć. Nam, kobietom, zdecydowanie przydałoby się kilka dodatkowych rąk. Natychmiast udałam się do kuchni, by przygotować coś świeżego dla Wiktora.
Szybko zagniotłam ciasto i odstawiłam je do wyrośnięcia. Pokroiłam też drobno mięso i zamarynowałam je. Nasze kobiety dały mi nowy przepis na koreańską sałatkę z surowej marynowanej cielęciny polanej sosem sojowym.
„Po tym, jak go zdradziłam, mój mąż wrócił, ale mi nie wybaczył. Nie zapomniał. Przeprowadziliśmy się do innego miasta, ale to nie pomogło”
Kim jest przyszła teściowa Izabelli Krzan? Barbara Falender otwarcie o prezenterce TVP
Modlitwa za twojego dziecka
Cały świat mówi o tym dziecku urodzonym w Polsce. To maleństwo urodziło się 56 dni po odejściu swojej matki
Zrobię też półmisek warzyw: warstwę faszerowanej kapusty, warstwę faszerowanych bakłażanów, warstwę faszerowanej papryki, a resztę - jak podpowie mi wyobraźnia.
Cały dzień stałam przy kuchence, więc cieszyłam się, że mam czas na ugotowanie obiadu. Wiktor wrócił do domu i usiadł przy stole. Zaprosił na obiad sąsiada, którego żona wyjechała nad morze. Zjedliśmy obiad, mężczyźni porozmawiali, a ja zaczęłam sprzątać kuchnię. Wiktor poszedł spać później, a ja musiałam jeszcze zrobić pranie.
Poszłam spać późno, ale wstałam wcześnie, żeby wszystko przygotować do wyjazdu, spakowałam wszystkie bagaże. Wiktor się obudził, zrobiłam jeszcze kilka kanapek i poszliśmy do domku letniskowego. Tam od razu poszłam do łóżek ogrodowych, bo po zimie musiałam wszystko dobrze posprzątać. Potem nakryłam wspaniały stół i nagle usłyszałam hałas na zewnątrz - Wiktor przyszedł z sąsiadami.
Rozmawialiśmy serdecznie, ale pod koniec wieczoru zaczęłam czuć się bardzo zmęczona. Nic dziwnego - prawie nie spałam całą noc. Dobrze, że przynajmniej sąsiad pomógł mi posprzątać i pozmywać naczynia.
Następnego dnia sąsiadka znów przyszła i musieliśmy nakryć do stołu. Zjedli zupę rybną, a ja zabrałam się za lepienie pierogów, a potem upiekłam naleśniki. Goście znów przyszli i musiałam ich czymś poczęstować.
Zanim się obejrzałam, był już wieczór. Szybko posprzątałam, spakowałam się i pojechałam do domu. Ale w domu lodówka była pusta. Szybko ugotowałam ziemniaki i zrobiłam sałatkę, zapakowałam Wiktorowi śniadanie i w końcu poszłam spać.
Tak minął nasz „romantyczny weekend”... Nie wiem, jak nauczyć się relaksować.